Rozdział 7 Co za Wredota...
To był najgorszy widok, który widziała. Nie licząc Ash. O co chodzi pytacie?
A o to chodzi, że stał tam Zac całujący się z jakąś wredną babą z ich klasy.
Była to Sami. Blondynka, która uważa się za najładniejszą. "Co za..wredota"-pomyślała.
Vanessa nie miała ochoty na to patrzeć.. Pobiegła na następną lekcję. Usiadła w ławce,
i rozpakowała się. W dodatku, musiała jeszcze z nim siedzieć w ławce. Czuła obrzydzenie.
Najpierw całuję ją, a teraz tą gówniarę.
Szatyn odepchnął blondynkę od siebie. Miał nadzieję, że nie widziała tego Vanessa..
On nie chciał jej całować.. To ona go pocałowała.. I jak miał to teraz wytłumaczyć
Van? Bał się.. że straci ją.. A tego nie chciał. Była dla niego wszystkim.
Z: Powaliło Cię?!
S: Nie, a nie podobam Ci się, Kochanie?
Z: Jakie kochanie?! Wal się!
S: CO?!
Z: TO-pokazał jej środkowy palec.
Blondynka obrażona i zła odeszła. Zadzwonił dzwonek. Zac szybko pobiegł do sali.
Spóźnił się o minutę. Usiadł koło Van. Chciał ją przytulić, lecz ona go odepchnęła
i powiedziała po cichu "Odwal się ode mnie, rozumiesz?". "Czyli jednak widziała.."-
pomyślał. Tak strasznie chciał, żeby mu wybaczyła, ale co miał powiedzieć? Że
"Przepraszam, ale ona sama mnie całowała". Ona by w to nie uwierzyła. "Straciłem ją
na zawsze.."-pomyślał.
Lekcję mijały szybko. Vanessa omijała go jak tylko mogła. Nie chciała go znać. Najpierw
mówił jaka to ona piękna i w ogóle. A teraz? Znalazł sobie debilkę, która uważa się za
najlepszą. Miała łzy w oczach, lecz musiała je powstrzymać. Nie mogli już być przyjaciółmi.
Brzydziła się go. To było okrutne, że ktoś znowu ją potraktował jak Josh..
Wszystkie lekcję się już skończyły. Vanessa szybko wyszła, żeby Zac jej nie dogonił.
Jednak się myliła biegł za nią. Dziewczyna zaczęła biec. Zapomniała, że on jest szybszy
od niej.. Złapał ją za nadgarstek i odwrócił do siebie.
V: ZOSTAW MNIE ZDRAJCO.
Z: Van.. proszę wysłuchaj mnie..
V: CHYBA ŚNISZ, to co teraz odstawiłeś, pokazało mi kim naprawdę jesteś..
Z: Ja taki nie jestem, ona sama mnie pocałowała! Van uwierz mi..
V: Już idę wierzyć!-"Boże jaki on jest nienormalny!"-WAL SIĘ-"Czy ja to powiedziałam na
głos, o nie, nie, nie, nie!"
Z: Czyli jednak już Cię straciłem..
V: Nie..ja..przepraszam, ja..-pomyślała- W ogóle za co ja Cię przepraszam!
Vanessa trzasnęła go ręką w jego policzek i pobiegła. Zac ciągle patrzył się w to
miejsce co stała niedawno brunetka. Może jeszcze nie wszystko stracone? "Co ja myślę,
że mi wybaczy tak szybko?.."-pomyślał. Dotknął swojego policzka. Piekł go bardzo.
Nie widział takiej dziewczyny co ma taką siłę. W końcu poszedł do domu. wszedł do
mieszkania i wbiegł do pokoju. Był wściekły na siebie. Porozwalał wszystko. Wywalił lampę,
która się stłukła, budzik, powywalał wszystko z szuflad. Przewrócił komodę. Upadł na
łóżko i rozmyślał.
Tym czasem u brunetki było jeszcze gorzej. Płakała na łóżku. Waliła pięścią w kołdrę.
Czuła się strasznie. "Już nigdy nie będę się odzywać do chłopaków.."-pomyślała.
A myślała, że to ten jedyny. Nie chciała już go znać. Dziewczyna zastanawiała się
co teraz robi szatyn. "Pewnie się oblizuję z tą laleczką barbie"-pomyślała.
Tak na prawdę się myliła. Zac leżał na łóżku rozmyślając, o jakimś planie w którym
Van by mu wybaczyła. Tak strasznie za nią tęsknił, a myśl o tym, że stracił ją
na zawsze była okropna. Chciał poczuć jej perfumy, dotyk..wszystko. Ale widocznie
nie było mu to dane. Po chwili zdał sobie sprawę, że ma za 20 minut trening.
Wziął wszystkie potrzebne rzeczy w torbę i wybiegł z mieszkania. Gdy już dochodził
do budynku, zwolnił. Dlaczego? Ponieważ była tam Vanessa ze swoją przyjaciółką,
Monique. Prawdopodobnie się nie dawno zapisała. Gdy brunetka weszła już do budynku,
on potem. Poszedł do szatni się przebrać, zastał tam swojego kumpla Corbin'a.
Nie miał ochoty z nim rozmawiać. Ominął go, za to murzyn się na niego dziwnie patrzył.
Zdał sobie sprawę o co mu chodzi.
C: Zac, wiem o ko..-wtrącił się.
Z: Daj mi spokój człowieku!-krzyknął do niego i odszedł.
Wszedł do sali. Znowu mieli grać z dziewczynami. "O co tu chodzi? Przecież dzisiaj mieliśmy
mieć normalny trening, bez dziewczyn.."-pomyślał. Jak zawsze, trener wyczytywał listę.
T: Zac Efron?- nikt nie odpowiedział.
T: Czy jest ZAC EFRON?-tym razem krzyknął.
W końcu brunet się odezwał.
Z: Yyy..Jestem...-powiedział niechętnie.
Vanessa usłyszała ten głos. Tym razem on był zachrypnięty.. Trochę jej było go żal,
ale w sercu miała smutek, złość i ból. Musiała z nim ćwiczyć. Tak bardzo nie chciała,
żeby to było naprawdę. Ta cała Sami jest okropna.
Tym razem mieli tańczyć w parach. Dziewczyna na samą myśl szlak trafiał. Chciała
szybko znaleźć kogoś do pary, ale oczywiście już wszyscy byli zajęci. Oprócz Zaca.
"Szlak by to trafił, dlaczego właśnie on?"-pomyślała.
V: Proszę Pani, ja nie mam pary!-udała głupią.
N: Czy ktoś jeszcze nie ma pary?
Z: Ja nie mam.-podniósł niepewnie rękę do góry.
N: No widzisz Vanesso, jakie masz szczęście?
"Bardzo wielkie szczęście, pomijając kurde to, że całował się z jakąś debilką.."-pomyślała
z sarkazmem. Podeszła do niego niepewnie. Nie patrzyła mu się w oczy, nie mogła. Gdyby
się popatrzyła, ugięłyby się jej nogi. Chłopak niepewnie wziął jedną rękę na jej plecy, a
drugą podał jej. Brunetka złapała go za rękę, a drugą położyła mu na ramieniu. Zaczęli
tańczyć do muzyki, która była wolna. Nauczycielka krzyknęła na Vanessę, pytając
przy tym czemu ma spuszczoną głowę, powinna się na niego patrzeć..bla bla bla. Brunetka
nie mając wyjścia popatrzyła się na jego niebieskie, piękne oczy. Widziała w nich żal,
ból, smutek. Pierwszy raz widzi takie coś w oczach jakiegoś chłopaka. To dziwne.
Muzyka się skończyła, a oni nadal tańczyli. Jakby czas się zatrzymał. On patrzył w
jej oczy, ona w jego. Jej głowa przytuliła się do jego torsu, a on trzymał ją za biodra.
Straciła umysł, nie wiedziała co robi. W końcu się otrząsnęła i lekko go popchnęła.
Przecież nie mogła mu wybaczyć "od tak" po prostu. Każdy się na nią patrzył. Nie mogła
wytrzymać i pobiegła do szatni, płacząc. Zac wybiegł za Vanessą. Najpierw pobiegł do
łazienki, nie było jej. Potem zajrzał do szatni, siedziała tam, trzymając twarz w dłoniach.
Podszedł do niej i przykucnął.
Z: Van..
V: Zamknij mordę, to twoja wina!-wykrzyczała to na całą szatnię-"Znowu coś mówię na głos..
Dlaczego?.."
Z: Jaka moja wina?! Moja wina to, że ona mnie pocałowała i Ty mi nie wierzysz?!-krzyknął.
Brunetka coraz bardziej płakała. Jej oczy były czerwone. Makijaż na jej twarzy był
rozmazany.
Z: Ja..Przep..-wtrąciła się.
V: Tak, masz rację! Nie wierzę Ci! Idź się piepr..-tu się zatrzymała.
Z: Myślisz, że ja jestem taki? Myślałem, że jesteś inna. Na prawdę.
V: Ciekawe jak Ty byś czuł się na moim miejscu! Zboczeńcu! Jesteś taki sam jak Josh..
Z: Co jaki Josh?! Nic mi o nim nie mówiłaś..
V: Nie twoja sprawa..- co raz bardziej bolała już ją głowa od tego płaczu.
Z: Kto to jest! Czyli Ty też mnie zdradzałaś!
V: Nie Zac.. To był mój 1 chłopak, myślałam, że to miłość mojego życia.. Lecz okazało
się, że on chciał mnie tylko..-nie mogła wydusić z siebie tego słowa, rozbeczała się
na dobre.
Z: Van ja..nie wiedziałem..przepraszam..
V: Ty jesteś taki sam!-wstała i popchnęła go z całych sił na podłogę, upadł.
Uciekła szybko do domu nie przebierając się. Przez całą drogę myślała o tym co
teraz zrobiła. A może on chciał ją przeprosić? A ona na niego nakrzyczała?
"Nie, nie, dobrze mu tak"-pomyślała.
Brunet leżał na podłodze przez jakieś 5 minut. Czuł się głupio. Dopiero teraz się
zorientował, że to była jego wina.. przecież tak to by blondynkę odepchnął szybko..
A on się całował parenaście minut. Czuł mdłości, gdy o tym pomyślał. Jak mógł tak
Vanessę skrzywdzić.. Postanowił do niej zadzwonić i przeprosić.
1 sygnał..2...3...4... nie odbiera. "To już koniec.. Zac ty kretynie"-pomyślał.
Brunetka leżała ciągle nie odbierając telefonu. Nie miała ochoty gadać z tym debilem.
Ciągle odrzucała połączenie. Wkurzało ją już to i wyłączyła telefon. Zeszła na dół
i poszła coś oglądnąć. Przełączała tak kanały, aż w końcu zatrzymała się na pewnej
reklamie. "Zapraszamy na casting do filmu pt. "High school musical"! Bla, bla, bla..
"Casting odbędzie się jutro o godzinie 12 w Albuquerque!". Vanessa słysząc te słowa,
podskoczyła z radości. Miała szansę zostać sławną osobą! Mogła pokazać swoje teksty
piosenek, które napisała! Wyłączyła telewizor i poszła szybko do pokoju. Podeszła do
kalendarza i zapisała sobie o której jest casting. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy
poszła do łazienki się umyć i ubrać w piżamę. Gdy wyszła od razu położyła się do łóżka
i po chwili zasnęła..
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz