Rozdział 17 Boje się..
Nie mogłam uwierzyć, że to ona.. Siostra Adama. Spojrzałam na nią. Płakała w mój płaszcz. Przytuliłam ją bardziej do siebie. Dziewczyna popatrzyła się na mnie i znowu zaczęła płakać.. Bałam się o nią i o Adama.. Miałam nadzieje, że wyjdzie z tego. Płakałam razem z Dominiką.. Czekałyśmy prawie 4 h na lekarza.. W końcu przyszedł.
L: Dzień dobry, Pani Vanessa Hudgens?
V: Tak to ja.. co z Adamem?
L: Czuje się o wiele lepiej, lecz nadal się nie wybudził.
V: Dziękuje za informacje..-lekarz odszedł. Usiadłam na krześle i lekko się uśmiechnęłam..
D: Vanessa, czemu się uśmiechasz?
V: Ciesze się, że przynajmniej lepiej się czuje..
D: Hmm.. A tak w ogóle..-popatrzyłam na nią- przepraszam, że ciebie wyzywałam.. Jesteś na prawdę dobrą, mądrą i troskliwą dziewczyną.. Inne dziewczyny Adama po prostu go wykorzystywały.. Leciały tylko na kasę.. Wybacz..- widziałam jak ma łzy w oczach..
V: Spokojnie, wybaczam Ci..-uśmiechnęłam się do niej. Wstałam i poinformowałam siostrę Adama, że idę na sale. Posłuchała mnie i czekała aż wrócę. Otworzyłam powoli drzwi do sali. Weszłam. Rozejrzałam się. W końcu mój wzrok zatrzymał się na Adamie, który słodko spał. Podeszłam do niego. Tym razem fryzurę miał opadniętą i rozczochraną. Usiadłam na krzesełku obok. Złapałam go za dłoń. Była taka... Gorąca.. Łzy zaczęły znowu spływać po policzkach.. Bawiłam się jego palcami.
V: Adam, nie umrzesz? Prawda? Nie zostawiaj mnie tu samej.. Proszę..- pogładziłam go po policzku. Nie odpowiedział nic.
V: Adam.. Proszę..-położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Słyszałam jak oddycha. Czyli mam pewność, że żyje! Boże dziękuję Ci! Dotknęłam jego czoła. Gorące.. Pewnie ma gorączkę..Popatrzyłam się na niego. Te słodkie dołeczki..
V: Adam.. Wiem, że śpisz, ale.. Uwielbiam kiedy się uśmiechasz.. Te twoje dołeczki są takie.. Słodkie.. -złapałam go za szyje. -Muszę już iść.. - zbliżyłam swoją głowę do jego. Nasze czoła się stykały.. Aż doszło do pocałunku.. Zamknęłam oczy.. Czułam się jak we śnie.. Chciałam żeby ta chwila trwała dłużej, lecz do sali weszła jego siostra.. Oderwałam się od Adama i popatrzyłam na Dominikę. Uśmiechnęła się do mnie. Nie wiedziałam o co chodzi.. Pokazała palcem na łóżko szpitalne. Nie wierze. Adam, który niedawno był nieprzytomny, obudził się. Strasznie się cieszyłam! Podbiegłam do niego i przytuliłam.
A: Gdzie.. ja jestem?
V: W szpitalu, martwiłam się o ciebie..
A: Czy ty tu czekałaś aż się obudzę?
V: Tak..
A: Mogłaś przecież pójść do domu..
V: Nie rozumiesz, że ja taka nie jestem?!
A: Czyli to ty mnie pocałowałaś?- podniósł brwi ku górze.
V: Co.. Ja..
A: Ćśś.. Nikomu nie powiem, to nasza tajemnica..- puścił mi oczko.
V: Dobrze..A tak w ogóle dobrze się czujesz?- uśmiechnęłam się.
A: Da się przeżyć.. A co tu robi ta idiotka?..-popatrzył na swoją siostrę.
V: Dominika, wejdź.-dziewczyna weszła do sali.- To ja was zostawię samych!-wyszłam szybkim krokiem. Siostra Adama powoli podeszła, a ja zamknęłam drzwi. Słyszałam jak sobie wszystko tłumaczą a następnie przepraszają. Jak dobra, troskliwa rodzina.. Ech.. Czekałam, czekałam i czekałam.. Po krótkiej chwili wyszła cała w skowronkach. Podeszłam do niej i przytuliłam. Oderwałyśmy się od siebie i weszłyśmy jeszcze do Adama, żeby się pożegnać. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie, a Siostra go przytuliła.
A: Tylko w policzek?- zmarszczył swoje czółko i zrobił smutną minkę.
V: A czego Ty oczekujesz?-zaśmiałam się.
A: Może w inne miejsce?-pokazał na swoje usta.
V: Adam...
A: No co- zaśmiał się.
V: Tu jest twoja siostra poza tym, obudź się!
D: Spokojna twoja rozczochrana! Nie jestem już dzieckiem, więc no śmiało!
V: Ale ja nie powinnam..
A: Nie to nie!- odwrócił się do nas plecami.
Podeszłam do niego i lekko go pocałowałam w usta. Chłopak oddał pocałunek tylko o wiele dłuższy. Uśmiechałam się pomiędzy pocałunkiem. Ale.. Czy ja dobrze robię? Niedawno zerwałam z chłopakiem, a to trochę dziwnie wygląda. Zamknęłam oczy. Nadal go całowałam. Nie obchodziło mnie, że koło nas jest Dominika. Powoli oderwaliśmy się od siebie. Popatrzyłam mu w oczy.. Śliczne jak zawsze.. Te iskierki tańczące w jego oczach.. Pogładziłam go po policzku. Był gorący jak zawsze.. Wstałam, lecz szatyn złapał mnie za nadgarstek. Moje policzki stały się czerwone.
A: Kiedy znowu przyjdziesz?
V: Jutro.
A: Będę czekał..
V: To cześć..- zarumieniłam się jak głupi, durny, czerwony burak..
Wzięłam Dominikę za rękę i razem z nią wyszłam z pomieszczenia. Dziewczyna się zaczęła śmiać. Nie wiedziałam o co chodzi. Puściłam jej rękę i stanęłam na przeciwko niej.
V: Z czego się śmiejesz?
D: Z was!-złapała się za brzuch i coraz głośniej się śmiała.
V: Co, ale, jak to, co?!
D: Aż tak się go wstydzisz?
V: Ja się go nie wstydzę tylko wiesz.. Można powiedzieć, że byłam w tej samej sytuacji co on..
D: Czyli.. Ciebie też.. wykorzystywali?- przestała się śmiać.
V: Tak, więc teraz się boję byle jakiemu chłopakowi zaufać..
D: Ej no, uwierz mi. Adam taki nie jest.. A jakby cię skrzywdził, przywaliłabym mu!!
V: Dziękuje Ci za wsparcie..-przytuliłam ją do siebie i zaczęłam iść razem z nią do domu. Gadałyśmy, śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy jak prawdziwe siostry. Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy. Dotarłyśmy pod jej dom. Chciałam już pójść, lecz dziewczyna zaproponowała, żebym została na noc. Ja odmawiałam, lecz w końcu uległam jej zaproszeniu. Weszłam do ich dużego domu. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na wieszaku. Buty odłożyłam na półeczkę z innymi. Weszłam razem z Dominiką na górę. Pokazała mi gdzie będę spała i poszła do swojego pokoju. Ja miałam spać w Adama. Otworzyłam drzwi do chłopaka pomieszczenia i weszłam. Przypomniało mi się, gdy byłam tu pierwszy raz.. Gdy mnie uratował.. Nie wiem co by się stało gdyby nie on. Podeszłam do jego szafki. Strasznie dużo misiów, pewnie od widzów. Tła do nagrywania, statyw, kamery, komputer.. Musiał wydać na to pewnie z 20 tysięcy. Jego stanowisko było całe zawalone rupieciami. Koło niego była ściana z rysunkami od ciuraków. Widać, że mają wielki talent. Wzięłam z półki wielkiego misia Andrzeja i opadłam na łóżko. Spojrzałam za okno, które było przy stanowisku Adama. Wstałam i zaczęłam sprzątać pokój. Nie miałam co robić, więc nic się nie stanie, jak posprzątam. Najpierw zaczęłam od biurka. Śmieci wyrzuciłam do kosza, a inne rzeczy, które są potrzebne szatynowi do nagrywania położyłam na jego półce. Gdy zanosiłam kamerę, upadła mi na dywan. Wystraszyłam się.. Przykucnęłam i podniosłam ją. Zobaczyłam, że na kamerze włączył się filmik, który nagrywał Adam, gdy byłam u niego.. Przejechałam palcem po ekranie. Zaczęłam się śmiać. Filmik się skończył. Chciałam zobaczyć inne jego filmy, ale tak nie wypada. Wstałam z kamerą w ręku i postawiłam ją na półce. Tła do nagrywania ustawiłam koło siebie. Statyw położyłam przy ścianie, ale nie za bardzo, ponieważ mogłaby się ściana porysować. Gdy skończyłam usiadłam ze zmęczenia na fotelu. Odetchnęłam z ulgą, bo na prawdę wielki miał tu bałagan. Wyjęłam z kieszeni iPhone i sprawdziłam, która godzina. 22:00. O matko, ile ja tu musiałam sprzątać. Wstałam z fotela i poszłam do łazienki. Najpierw zapukałam, bo bałam się, że znowu będzie tam Dominika. Z łazienki wyszła jego siostra. Uśmiechnęłam się do niej i weszłam. Postanowiłam najpierw się umyć. Odkręciłam wodę i posmarowałam się żelem do kąpieli. Następnie nałożyłam na moje włosy szamponu. Zaczęłam go rozprowadzać po głowie. Zmyłam ze swojego całego ciała płyn, a następnie polałam wodą włosy. Wyszłam z kabiny i ubrałam się w moje rzeczy. Zamknęłam drzwi od łazienki i zapukałam do pokoju Dominiki.
D: Wejdź!- uchyliłam lekko drzwi.
V: Śpisz?
D: Nie, i czemu jesteś w tych ubraniach co byłaś?
V: Hmm.. Może dlatego, że pewna dziewczyna chciała żebym została na noc, a nie mam nic do przebrania?
D: No dobra, dobra! Już nie przesadzaj! Chodź za mną, pożyczę Ci coś.- pociągnęła mnie za rękę i weszłyśmy razem do pokoju Adama. Puściła mnie i podbiegła do szafy, wywalając różne rzeczy. Patrzyłam się na nią i co jakąś chwile się śmiałam. W końcu siostra szatyna wyjęła czerwoną bluzkę. Rzuciła nią we mnie.
D: Może być?
V: Tak, raczej będzie w sam raz, dzięki.
D: Nie ma za co.. Yyy.. Czemu tu tak czysto? Pierwszy raz..
V: Posprzątałam tu trochę.
D: Vanessa, przecież nie musiałaś!! On miał to sprzątać!
V: Spokojnie, nie miałam co robić!
D: Następnym razem, gdy zobaczę sprzątającą cię to nie wiem co Ci zrobię!! Nie wykonuj za niego obowiązków!
V: Dobrze!-zachichotałam.-A teraz idziemy spać!
D: Nie! Tego to już mi nie zabronisz!
V: Mam ukończone 18 lat, i się tobą opiekuje Domi!
D: Ale.. Ale..!
V: No dobra, możesz jeszcze chwile posiedzieć.
D: Dzięki! Dobranoc!-wybiegła z pokoju.
V: Dobranoc..- powiedziałam już sama do siebie.
Przebrałam się w rzecz, którą dała mi siostra Adama. Pachniała.. Tak ładnie.. Adamem.. Położyłam się na łożku i wtuliłam się w kołdrę. Mięciutka.. Hmm.. Tak sobie myśle.. Czy Adam powiedział swoim widzom, że jest w szpitalu i nie może nic narazie nagrać? A może do niego zadzwonię? Nie.. jest 24, a on pewnie śpi.. Nie ma mowy, jutro zadzwonię z samego rana, jak wstanę! A co do moich zajęć z tańca.. Wypisałam się z nich. Nie chciałam już widzieć Zac'a na oczy.. Nadal miałam jego numer telefonu, lecz nie mogę już być z nim.. Nie potrafię mu tego wybaczyć.. Przestałam w końcu myśleć, a następnie zamknęłam powieki i usnęłam..
Poczułam jak ktoś mnie szturcha. Tak bardzo nie chciało mi się wstawać.. No, ale szturchanie było coraz mocniejsze. Powoli otworzyłam oczy. Dominika. Odwróciłam się na drugą stronę i udawałam, że śpię. Znowu poczułam jak mnie szturcha, a zarazem bije. Podniosłam się na siedząco i z przymrużonymi oczami popatrzyłam na nią.
V: Co jest?- powiedziałam półprzytomna.
D: No wstawaj! Jedziemy do szpitala! Dzwonili!
V: Co mówili?
D: Że Adam o wiele lepiej się czuje i ma już wszystkie badania zrobione oraz założyli mu bandaż na nos! No chodź!
V: Na prawdę?! Już wstaje!!- szybko podniosłam się na nogach i poszłam się przygotować. Wzięłam swoje ubrania i przebrałam się w nie. Wyjęłam perfumy z torby i popsikałam się nimi. Nałożyłam na swoją twarz lekki makijaż. Wzięłam swoją szczotkę do włosów i uczesałam się. Zeszłam na dół i nałożyłam na siebie buty, a następnie mój płaszcz. Zawołałam Dominikę, żeby zeszła na dół. Po kilku minutach zeszła i ubrała się w swoją kurtkę. Założyła buty i razem z nią wyszłam z domu. Poszłyśmy na autobus. Akurat, gdy doszłyśmy przyjechał pojazd. Weszłyśmy do niego. Skasowałam bilety i usiadłam koło Dominiki. Chciało mi się spać.. Oparłam głowę o szybę.. Miałam już usnąć, gdy poczułam jak siostra Adama mnie szturcha. Oznaczało to, że już dotarłyśmy. Otrząsnęłam się i wstałam z miejsca. Złapałam Dominikę za rękę i wyszłam razem z nią. Musiałyśmy jeszcze trochę przejść na piechotę. W końcu dotarłyśmy pod szpital. Weszłyśmy do wielkiego budynku i poszłyśmy do recepcji. Pani pozwoliła nam wejść do sali. Szliśmy w stronę sali w której leżał Adam, wtedy zobaczyłam Zaca, który siedział na krześle. Udawałam, że go tu nie ma. Szłam dalej. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za nadgarstek..
V: Zostaw mnie!- próbowałam się wyrwać z jego objęć.
Z: Vanessa chciałem cię przeprosić..
V: Mnie?! Jesteś chory na mózg! Przez Ciebie Adam leży w szpitalu!- wyrwałam mu się.
D: Zostaw ją, cwelu!-walnęła go w nogę.
Zaczęłyśmy uciekać. Trzymałam Dominikę za rękę, bo nie nadążała za mną. Dotarłyśmy do sali. Szybko weszłyśmy i zamknęliśmy drzwi. Podeszłam do Adama i wtuliłam się w niego. Bałam się, że znowu mu coś zrobi.
A: Co się stało?- usiadłam na krześle.
V: Zac tu jest..
A: Nie martw się.. Dzisiaj wychodzę ze szpitala i będę cię bronił, rozumiesz?-złapał mnie za dłoń.
D: No i ja!- podbiegła do Adama i przytuliła.
A: I tak jesteś brzydka.
D: To po bracie.- odepchnęła się od niego i usiadła na drugim krześle.
V: Kiedy wychodzi?
A: Właściwie to dzisiaj..
V: Jejku, jak się cieszę!
A: Tęskniłem, wiesz?
V: Umm.. Ee..
A: Wiem, że też tęskniłaś.
V: No może..- zaśmiałam się.
D: A za mną to nie tęskniłeś!
A: Tęskniłem, durnoto.
D: Też Cię nie lubię!
A: I wzajemnie.
D: A wiesz, że Van spała u nas?
V: Co.. Ja..- byłam czerwona jak burak.
A: Rozumiem.
I tak rozmawialiśmy przez jakieś 3 godziny, aż wybiła godzina 16. Poszłam po lekarza i spytałam czy Adam może już wyjść. Mógł już się wypisać. Poszłam po Dominikę i Adama. Gdy weszłam do sali widziałam jak siostra mu pomaga wstać.. To było słodkie.. Ja zatem pomogłam mu się ubrać w kurtkę i buty. Adam ciągle zrzędził, że jego fryzura wygląda okropnie i, że nie może tak wyjść. Dałam mu czerwoną czapkę. Nałożył ją na siebie i razem z Dominiką wyszliśmy. Podeszliśmy do recepcji, żeby wypisać Adama. Pani wypisała szatyna. Wyszliśmy z budynku i szliśmy w stronę domu Adama. Wzięłam go za rękę i oparłam swoją głowę o jego ramie. Dominika szła śmiejąc się z nas. Potem zaczęłam gonić Dominikę i ją łapać. Szliśmy tak rozmawiając, przytulając. W końcu dotarliśmy. Adam otworzył drzwi do domu i wszyscy weszliśmy do środka. Gdy oni zdejmowali z siebie kurtki, pożegnałam się z nimi. Adam chciał, żebym została, a nawet nalegał. Uległam propozycji szatyna i zostałam. Dominika poszła do swojego pokoju, a ja z Adamem do jego. Gdy weszliśmy szatynowi opadła szczęka. Zaczęłam się z niego śmiać.
V: Coś się stało?
A: Cz-czemu tu jest tak.. Czysto?!
V: Posprzątałam!- zachichotałam i opadłam na łóżko.
A: Ale.. Po co? To mój obowiązek, a nie twój..
V: Tak, tak. Wiem, ale nie miałam co robić. Masz coś do mnie?- patrzyłam na sufit. W tej chwili był bardzo interesujący.
A: Tak, mam.- Adam rzucił się na łóżko i zaczął mnie łaskotać.
V: Przestań!! J-już!!-śmiałam się jak głupia.
A: Ale mam przecież coś do Ciebie!!
V: S-sory no!!
A: Tylko tyle?
V: Głupek!
A: No nie ładnie!
V: A masz!- obróciłam się na brzuch.
A: I tak Cię będę łaskotać!
V: No chyba nie!- spadłam z łóżka na dywan.
A: Van, nic Ci nie jest?- mówił pomiędzy śmiechem.
V: To bolało..-zakryłam swoją twarz kolanami.
A: Chodź tu do mnie.-podszedł do mnie i przytulił.
V: Teraz właśnie tego potrzebowałam..
A: Będę przy Tobie do końca mojego życia..
V: Dziękuje..
A: Wszystko dla Ciebie.. Chodź przejdziemy się, co ty na to?
V: Kocham spacery, więc na co czekamy!- wstałam i szybko zeszłam na dół.
A: Ach ty klopsie..
Byłam już ubrana w mój płaszczyk i botki. Czekałam na Adama. Ciągle czegoś szukał. To w swoim pokoju, To w Dominiki, to w salonie.. Biegał po całym domu. W końcu znalazł swoją czapkę. Ubrał się i razem z nim wyszłam. Tym razem nie złapałam go za rękę.. Sama nie wiem czemu.. Takie mam dziwne uczucie... Nie do opisania.. Może się boje? Ale czego?! Ja już sama nie wiem.. Szliśmy przed siebie. Spoglądałam czasami na szatyna. Słodko wyglądał.. Śliczne oczy.. Dobra Van, koniec tego wymieniania, bo zaraz się zakochasz.. A może już się zakochałam? Nie to raczej nie możliwe.. Spokojnie szłam przed siebie. Poczułam ciepło na mojej ręce.. Adam.. Uścisnęłam jego rękę. Uśmiechnął się do mnie. Spojrzałam w prawo, zobaczyłam tam Zac'a, który pił piwo.
V: Adam, poczekasz tu?
A: A gdzie idziesz?
V: Usiąść na ławce.
A: To idę z Tobą.
V: Dobrze, a kupisz mi coś do picia?-popatrzyłam się na niego.
A: Pewnie, ale masz czekać na tam tej ławce.- pokazał palcem.
V: Dobrze, dziękuje..-puściłam jego rękę i poszłam.
Usiadłam. Rozmyślałam co powinnam teraz zrobić.. Mieć chłopaka czy sobie odpuścić? Ech.. Jestem głupia na poważnie. Wypuściłam powietrze. Poczułam smród piwa.. Nienawidziłam tego zapachu.. Spojrzałam w prawo.. Boże, Zac.. Wyglądał jak jakiś cwel.. Usiadł koło mnie..
Z: Elo mała..
V: Weź spadaj, ty gówniarzu!
Z: Co powiedziałaś?
V: To co słyszałeś!
Z: Słuchaj gówniaro..-złapał mnie za gardło.- jeśli zrobisz mi małą przysługę nic Ci nie zrobię..
V: Puszczaj..-waliłam go w rękę.- Adam.. Pomocy..
Z: Ten twój kochaś nie przyjdzie, nikt Ci nie pomoże!- uśmiechnął się chytrze i szarpnął mnie za rękę.
Bałam się i to na poważnie.. Jedyne co miałam teraz w myśli to Adama.. Niech juz wróci.. Nie wiem gdzie on mnie prowadzi.. Błagam Adam.. Pomóż mi..
Doprowadził mnie do jakiegoś krzaka.. Co ja miałam zrobić?! Wyrywałam się, ale to na nic.. Płakałam.. Przystawił mnie do drzewa.. Całował mnie po szyi a potem zaczął rozpinać mi guziki w koszulce.. Adam pomóż mi.. Miał już całować moje usta, gdy nagle usłyszałam szelest liści.. Popatrzyłam w lewo.. Adam.. Jezu, nie wierze! Dzięki Bogu! Wywalił Zac'a na ziemie. Popatrzyłam ze łzami w oczach na Adama.. Złapał mnie za rękę i razem uciekliśmy w stronę parku. Dotarliśmy pod fontannę.. Od tej chwili nienawidziłam tego miejsca.. Zac się strasznie zmienił.. Nie chce go znać, na prawdę.. Usiadłam na murku, chowając twarz w rękach.. Znów płakałam... Poczułam jak ktoś mnie przytula.. Wtuliłam się w Adama..
A: Spokojnie.. Jestem już przy Tobie...
V: Adam on chciał mnie..-nie mogłam wypowiedzieć tego słowa, znów się rozryczałam.
A: Cicho.. Nikt cię już nie skrzywdzi, gdy jestem przy Tobie.. Obiecuje Ci to..- podniósł mój podbródek ku swej twarzy.
V: Na prawdę?..- popatrzyłam mu w oczy.
A: Przysięgam.. A jak cię ktoś skrzywdzi to pożałuje tego bardzo..-zbliżył swoje czoło do mojego. W tej chwili opierał swoje czoło o moje.
V: Dziękuje..- jego usta były coraz bliżej moich. Adam trzymał mnie jedną ręką za szyję, a drugą mój policzek. Zamknęłam oczy.. Poczułam na swoich wargach jego słodkie usta.. Czułam się jak we śnie.. Było kilka pocałunków, ale ten był jakiś.. inny.. Jakby był wypełniony miłością.. Nie był szybki, ani nic z tych rzeczy.. Raczej był powolny.. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.. Lecz w końcu się oderwaliśmy. Popatrzyłam na Adama. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam jak miał iskierki w oczach. Dotknęłam jego policzka. Ciepły jak zawsze.. Usiadłam mu na kolanach.
A: Już humor wrócił?-przytulił mnie w pasie.
V: Dzięki Tobie..- odwróciłam głowę w jego stronę.
A: To też twoja zasługa..
V: Tak.. Masz racje.. Dziękuje..
A: Nie ma za co.. Chodź, odprowadzę cię.
V: Dobrze.- zeskoczyłam z niego.- Idziemy!- wzięłam go za rękę i poszłam razem z Adamem do mojego domu..