sobota, 31 października 2015

Rozdział 7 Co za Wredota...


To był najgorszy widok, który widziała. Nie licząc Ash. O co chodzi pytacie?
A o to chodzi, że stał tam Zac całujący się z jakąś wredną babą z ich klasy.
Była to Sami. Blondynka, która uważa się za najładniejszą. "Co za..wredota"-pomyślała.
Vanessa nie miała ochoty na to patrzeć.. Pobiegła na następną lekcję. Usiadła w ławce,
i rozpakowała się. W dodatku, musiała jeszcze z nim siedzieć w ławce. Czuła obrzydzenie.
Najpierw całuję ją, a teraz tą gówniarę.

Szatyn odepchnął blondynkę od siebie. Miał nadzieję, że nie widziała tego Vanessa..
On nie chciał jej całować.. To ona go pocałowała.. I jak miał to teraz wytłumaczyć
Van? Bał się.. że straci ją.. A tego nie chciał. Była dla niego wszystkim.

Z: Powaliło Cię?!
S: Nie, a nie podobam Ci się, Kochanie?
Z: Jakie kochanie?! Wal się!
S: CO?!
Z: TO-pokazał jej środkowy palec.

Blondynka obrażona i zła odeszła. Zadzwonił dzwonek. Zac szybko pobiegł do sali.
Spóźnił się o minutę. Usiadł koło Van. Chciał ją przytulić, lecz ona go odepchnęła
i powiedziała po cichu "Odwal się ode mnie, rozumiesz?". "Czyli jednak widziała.."-
pomyślał. Tak strasznie chciał, żeby mu wybaczyła, ale co miał powiedzieć? Że
"Przepraszam, ale ona sama mnie całowała". Ona by w to nie uwierzyła. "Straciłem ją
na zawsze.."-pomyślał.
Lekcję mijały szybko. Vanessa omijała go jak tylko mogła. Nie chciała go znać. Najpierw
mówił jaka to ona piękna i w ogóle. A teraz? Znalazł sobie debilkę, która uważa się za
najlepszą. Miała łzy w oczach, lecz musiała je powstrzymać. Nie mogli już być przyjaciółmi.
Brzydziła się go. To było okrutne, że ktoś znowu ją potraktował jak Josh..

Wszystkie lekcję się już skończyły. Vanessa szybko wyszła, żeby Zac jej nie dogonił.
Jednak się myliła biegł za nią. Dziewczyna zaczęła biec. Zapomniała, że on jest szybszy
od niej.. Złapał ją za nadgarstek i odwrócił do siebie.

V: ZOSTAW MNIE ZDRAJCO.
Z: Van.. proszę wysłuchaj mnie..
V: CHYBA ŚNISZ, to co teraz odstawiłeś, pokazało mi kim naprawdę jesteś..
Z: Ja taki nie jestem, ona sama mnie pocałowała! Van uwierz mi..
V: Już idę wierzyć!-"Boże jaki on jest nienormalny!"-WAL SIĘ-"Czy ja to powiedziałam na
głos, o nie, nie, nie, nie!"
Z: Czyli jednak już Cię straciłem..
V: Nie..ja..przepraszam, ja..-pomyślała- W ogóle za co ja Cię przepraszam!

Vanessa trzasnęła go ręką w jego policzek i pobiegła. Zac ciągle patrzył się w to
miejsce co stała niedawno brunetka. Może jeszcze nie wszystko stracone? "Co ja myślę,
że mi wybaczy tak szybko?.."-pomyślał. Dotknął swojego policzka. Piekł go bardzo.
Nie widział takiej dziewczyny co ma taką siłę. W końcu poszedł do domu. wszedł do
mieszkania i wbiegł do pokoju. Był wściekły na siebie. Porozwalał wszystko. Wywalił lampę,
która się stłukła, budzik, powywalał wszystko z szuflad. Przewrócił komodę. Upadł na
łóżko i rozmyślał.

Tym czasem u brunetki było jeszcze gorzej. Płakała na łóżku. Waliła pięścią w kołdrę.
Czuła się strasznie. "Już nigdy nie będę się odzywać do chłopaków.."-pomyślała.
A myślała, że to ten jedyny. Nie chciała już go znać. Dziewczyna zastanawiała się
co teraz robi szatyn. "Pewnie się oblizuję z tą laleczką barbie"-pomyślała.
Tak na prawdę się myliła. Zac leżał na łóżku rozmyślając, o jakimś planie w którym
Van by mu wybaczyła. Tak strasznie za nią tęsknił, a myśl o tym, że stracił ją
na zawsze była okropna. Chciał poczuć jej perfumy, dotyk..wszystko. Ale widocznie
nie było mu to dane. Po chwili zdał sobie sprawę, że ma za 20 minut trening.
Wziął wszystkie potrzebne rzeczy w torbę i wybiegł z mieszkania. Gdy już dochodził
do budynku, zwolnił. Dlaczego? Ponieważ była tam Vanessa ze swoją przyjaciółką,
Monique. Prawdopodobnie się nie dawno zapisała. Gdy brunetka weszła już do budynku,
on potem. Poszedł do szatni się przebrać, zastał tam swojego kumpla Corbin'a.
Nie miał ochoty z nim rozmawiać. Ominął go, za to murzyn się na niego dziwnie patrzył.
Zdał sobie sprawę o co mu chodzi.

C: Zac, wiem o ko..-wtrącił się.
Z: Daj mi spokój człowieku!-krzyknął do niego i odszedł.

Wszedł do sali. Znowu mieli grać z dziewczynami. "O co tu chodzi? Przecież dzisiaj mieliśmy
mieć normalny trening, bez dziewczyn.."-pomyślał. Jak zawsze, trener wyczytywał listę.

T: Zac Efron?- nikt nie odpowiedział.
T: Czy jest ZAC EFRON?-tym razem krzyknął.
W końcu brunet się odezwał.
Z: Yyy..Jestem...-powiedział niechętnie.

Vanessa usłyszała ten głos. Tym razem on był zachrypnięty.. Trochę jej było go żal,
ale w sercu miała smutek, złość i ból. Musiała z nim ćwiczyć. Tak bardzo nie chciała,
żeby to było naprawdę. Ta cała Sami jest okropna.
Tym razem mieli tańczyć w parach. Dziewczyna na samą myśl szlak trafiał. Chciała
szybko znaleźć kogoś do pary, ale oczywiście już wszyscy byli zajęci. Oprócz Zaca.
"Szlak by to trafił, dlaczego właśnie on?"-pomyślała.

V: Proszę Pani, ja nie mam pary!-udała głupią.
N: Czy ktoś jeszcze nie ma pary?
Z: Ja nie mam.-podniósł niepewnie rękę do góry.
N: No widzisz Vanesso, jakie masz szczęście?

"Bardzo wielkie szczęście, pomijając kurde to, że całował się z jakąś debilką.."-pomyślała
z sarkazmem. Podeszła do niego niepewnie. Nie patrzyła mu się w oczy, nie mogła. Gdyby
się popatrzyła, ugięłyby się jej nogi. Chłopak niepewnie wziął jedną rękę na jej plecy, a
drugą podał jej. Brunetka złapała go za rękę, a drugą położyła mu na ramieniu. Zaczęli
tańczyć do muzyki, która była wolna. Nauczycielka krzyknęła na Vanessę, pytając
przy tym czemu ma spuszczoną głowę, powinna się na niego patrzeć..bla bla bla. Brunetka
nie mając wyjścia popatrzyła się na jego niebieskie, piękne oczy. Widziała w nich żal,
ból, smutek. Pierwszy raz widzi takie coś w oczach jakiegoś chłopaka. To dziwne.
Muzyka się skończyła, a oni nadal tańczyli. Jakby czas się zatrzymał. On patrzył w
jej oczy, ona w jego. Jej głowa przytuliła się do jego torsu, a on trzymał ją za biodra.
Straciła umysł, nie wiedziała co robi. W końcu się otrząsnęła i lekko go popchnęła.
Przecież nie mogła mu wybaczyć "od tak" po prostu. Każdy się na nią patrzył. Nie mogła
wytrzymać i pobiegła do szatni, płacząc. Zac wybiegł za Vanessą. Najpierw pobiegł do
łazienki, nie było jej. Potem zajrzał do szatni, siedziała tam, trzymając twarz w dłoniach.
Podszedł do niej i przykucnął.

Z: Van..
V: Zamknij mordę, to twoja wina!-wykrzyczała to na całą szatnię-"Znowu coś mówię na głos..
Dlaczego?.."
Z: Jaka moja wina?! Moja wina to, że ona mnie pocałowała i Ty mi nie wierzysz?!-krzyknął.

Brunetka coraz bardziej płakała. Jej oczy były czerwone. Makijaż na jej twarzy był
rozmazany.

Z: Ja..Przep..-wtrąciła się.
V: Tak, masz rację! Nie wierzę Ci! Idź się piepr..-tu się zatrzymała.
Z: Myślisz, że ja jestem taki? Myślałem, że jesteś inna. Na prawdę.
V: Ciekawe jak Ty byś czuł się na moim miejscu! Zboczeńcu! Jesteś taki sam jak Josh..
Z: Co jaki Josh?! Nic mi o nim nie mówiłaś..
V: Nie twoja sprawa..- co raz bardziej bolała już ją głowa od tego płaczu.
Z: Kto to jest! Czyli Ty też mnie zdradzałaś!
V: Nie Zac.. To był mój 1 chłopak, myślałam, że to miłość mojego życia.. Lecz okazało
się, że on chciał mnie tylko..-nie mogła wydusić z siebie tego słowa, rozbeczała się
na dobre.
Z: Van ja..nie wiedziałem..przepraszam..
V: Ty jesteś taki sam!-wstała i popchnęła go z całych sił na podłogę, upadł.
Uciekła szybko do domu nie przebierając się. Przez całą drogę myślała o tym co
teraz zrobiła. A może on chciał ją przeprosić? A ona na niego nakrzyczała?
"Nie, nie, dobrze mu tak"-pomyślała.


Brunet leżał na podłodze przez jakieś 5 minut. Czuł się głupio. Dopiero teraz się
zorientował, że to była jego wina.. przecież tak to by blondynkę odepchnął szybko..
A on się całował parenaście minut. Czuł mdłości, gdy o tym pomyślał. Jak mógł tak
Vanessę skrzywdzić.. Postanowił do niej zadzwonić i przeprosić.
1 sygnał..2...3...4... nie odbiera. "To już koniec.. Zac ty kretynie"-pomyślał.


Brunetka leżała ciągle nie odbierając telefonu. Nie miała ochoty gadać z tym debilem.
Ciągle odrzucała połączenie. Wkurzało ją już to i wyłączyła telefon. Zeszła na dół
i poszła coś oglądnąć. Przełączała tak kanały, aż w końcu zatrzymała się na pewnej
reklamie. "Zapraszamy na casting do filmu pt. "High school musical"! Bla, bla, bla..
"Casting odbędzie się jutro o godzinie 12 w Albuquerque!". Vanessa słysząc te słowa,
podskoczyła z radości. Miała szansę zostać sławną osobą! Mogła pokazać swoje teksty
piosenek, które napisała! Wyłączyła telewizor i poszła szybko do pokoju. Podeszła do
kalendarza i zapisała sobie o której jest casting. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy
poszła do łazienki się umyć i ubrać w piżamę. Gdy wyszła od razu położyła się do łóżka
i po chwili zasnęła..


C.D.N
Rozdział 6 Złamane serce..


Tym cudem była Ash. Miała otwarte oczy i patrzyła na nich. Nessa szybko podbiegła do
niej. Nie mogła uwierzyć, że ona żyję. Popłakała się ze szczęścia. Ash tylko na nią
patrzyła. Brunetka dotknęła jej dłoni. Tak się cieszyła, że mogła wykrzyczeć, na
cały szpital, że jej przyjaciółka żyję. Po chwili Ash się ruszyła.
V: Ash Ty żyjesz! Mój boże..-łza jej zleciała po policzku.
A: Van? To naprawdę Ty? Ja żyję czy jestem w niebie?-zaśmiała się lekko i kaszlnęła.
V: Ty żyjesz..
A: Tak się cieszę, że znów się widzimy. A tak w ogóle, to jak ja się tu znalazłam?
I kto to ten chłopak obok Ciebie?
Vanessa wszystko jej opowiedziała. Ash wszystko powoli się przypominało. To jak
prawie by umarła przez mężczyznę, który ją zgwałcił i wbił nóż w rękę. Cieszyła
się, że widzi swoich przyjaciół. I przede wszystkim, że żyję. To był cud od Boga,
że przeżyła te tortury.

Robiło się już ciemno, Van i Zac musieli już iść. Pożegnali się z Ash i wyszli.
Szli parkiem. Vanessa zauważyła wielką fontannę, która była przepiękna.
Podbiegła do niej i usiadła. Patrzyła się na gwiazdy. Po chwili obok niej usiadł
szatyn. Złapał ją za rękę i zrobił to samo.
Z: Nad czym tak myślisz?
V: O Ash, która przeżyła takie tortury.
Z: Najważniejsze jest to, że żyję.
V: Tak, masz rację.-spuściła głowę i popatrzyła na niego. Ciągle się patrzył na gwiazdy.
W końcu się odwrócił. Patrzyli sobie w oczy. Nie wiadomo ile to trwało, ale po chwili
przybliżali się do siebie. Ich usta dzielił tylko centymetr. W końcu usta złączyły się.
Pocałunek nie wiadomo ile trwał, ale nie przeszkadzało im to. Chciała, żeby ta chwila
nigdy się nie kończyła. A jednak musiała. Odsunęli się. Van przytuliła się do niego.
Objął ją ramieniem i tak siedzieli.
V: Zac..
Z: Tak, Nessko?
V: Ja..Cię..-nie mogła z siebie tego wydusić-Uch..lubię-uśmiechnęła się do niego.
Zac wiedział co miała na myśli. Rozumiał ją, sam by się nie odważył na powiedzenie
do niej tego. On ją kochał, ale czy ona jego? Ciągle miał to pytanie w głowie.
Zależało mu na niej. Gdyby ktoś jej zrobił krzywdę, on by temu komuś też wyrządził
to samo. Pogłaskał ją po głowie i pocałował w czoło.
Z: Chodźmy już, robi się późno.- Wstali i poszli w stronę domu Vanessy.

Byli już koło domu Vanessy. Nie chciała się z nim jeszcze żegnać. Chciała, żeby
jeszcze posiedział u niej trochę. Prosiła go jak mogła, w końcu się przekonał i
wszedł. Siedzieli w kuchni jedząc "kolację". Zac ciągle na nią spoglądał, a dziewczyna
na niego. Gdy już zjedli poszli do pokoju Van. Szatyn wszedł. Podszedł do jej biurka
i zobaczył jej zdjęcie, gdy była mała.
Z: A co to za lalka?
V: Emm.. To.. Ja. Nie dotyka się kogoś rzeczy bez pozwolenia!
Z: Przepraszam, ale byłaś słodka. Chociaż teraz jesteś jeszcze bardziej..
V: Zac, Ty głupku.
Z: Jestem tylko twoim głupkiem, jasne?
V: No pewnie. Grubas.-schowała się pod łóżkiem.
Myślała, że Zac tu nie wejdzie, a jednak. Wszedł i wziął ją za kostkę u nogi wyciągając
ją przy tym.
V: Ała!- udawała, że ją to boli.
Z: Przepraszam, ja nie wiedziałem, wybacz mi pro..-i w tym momencie wstała i go pocałowała.
Nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Coś ją kusiło. Przestała.
V: Przepraszam, mnie coś ponio..-wtrącił się.
Z: Nie musisz przepraszać, to był tylko..przyjacielski pocałunek.
V: Tak, tak. Jasne.- zaśmiała się.
Vanessa patrzyła na niego tajemniczo. Ruszyła brwiami.
Z: Van.. co Ty masz na myśli?-zrobił chytry uśmieszek
V: Mam na myśli... BEREK!- zaśmiała się i uciekła z pokoju.
Zac szybko zbiegł i gonił brunetkę. Dziewczyna upadła na dywan.
Wziął ją na ręce i obracał dookoła.
V: Zac, przestań! Kręci mi się w głowie!
Z: Nie ma sprawy, księżniczko.
Odłożył ją na ziemię. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że ma takie szczęście w życiu.
Była szczęśliwą osobą. Miała najlepszą przyjaciółkę i do tego..przyjaciela..Zaca.
A może to już nie przyjaciel? Tylko bliższa jej już osoba? Myślała o tym co do niego
czuję, nie była do tej pory pewna. W końcu uwiesiła swoje ręce na jego szyji, przytulając
go. Zac włączył wolną muzykę.
Z: Mogę prosić, Vanessę, Nesskę, Księżniczkę do tańca?-po tych słowach dziewczyna zaśmiała
się pod nosem.
V: Z przyjemnością Panie Zacu, Grubasie, Głupku, Debilu-po raz kolejny się zaśmiała.
Przybliżył ją do siebie i zaczęli tańczyć walca. Ta chwila zostanie w jej pamięci
na zawsze. To było piękne.Vanessa zaczęła śpiewać, wymyślając przy tym słowa.

V: Take my hand, Take a breath, Pull me close and take one step, Keep your eyes,
Locked on mine, And let the music be your guide.

Zac też spróbował coś wymyśleć.

Z: Won't you promise me.
V: Now won't you promise me. That you'll never forget.
Z: We'll keep dancing.
V: To keep dancing.
V&Z: Wherever we go next.

V&Z: It's like catching lightning the chances of finding
someone like you.
It's one in a million, the chances of feeling the way
we do.
And with every step together, we just keep on getting
better.

V: So Can i have this dance.
Z: Can i have this dance.
V&Z: Can i have This dance..

I tu przerwali. Patrzyli sobie w oczy, ich usta były co raz bliżej. Brakowało im tylko
milimetrów, żeby się pocałowali, lecz nagle do domu ktoś wszedł. Vanessa się wystraszyła.
Zamknęła pokój na klucz. Ktoś próbował je otworzyć...
Nagle brunetka usłyszała jak ją woła ten znajomy głos. Spojrzała przez dziurkę od klamki.
Okazało się, że to była Monique. Uchyliła drzwi.
V: Mon co Ty tu robisz?! I czemu weszłaś nie pukając?!
M: Pukałam, ale nikt nie odzywał się, więc weszłam, bo wiedziałam, że często nie zamykasz
drzwi.-murzynka spojrzała na Zaca.-Widzę, że przeszkadzam.
V: Tak..Znaczy..Nie, nie przeszkadzasz, wejdź.
Wpuściła Moni do środka.
M: Chciałam spytać, jak z Ash?
V: Już się wybudziła ze śpiączki.
Z: To ja już może pójdę..
V: Nie Zac, zostań...
Z: Ale..
V: Na noc.
Zac'owi opadła szczena. Dziewczyna jego marzeń chce, żeby został u niej na noc.
Był szczęśliwy, ale nie wiedział czy dobrze robi.

Z: Dobrze, zostanę.
V: Ale nawet sobie nie myśl, że będziesz spał zemną w jednym łóżku. Przyniosę
materac i pościele.-zarumieniła się.
M: Eghm?
V: A tak Moni, o czym jeszcze chciałaś porozmawiać?
M: Kim on jest dla Ciebie?
Vanessa nie wiedziała co powiedzieć.
V: On..Eee..jest moim chło...znaczy przyjacielem, tak!-krzyknęła.
M: Spokojnie Van, ciszej. Powiedzmy, że Ci wierzę.-uśmiechnęła się-To ja już pójdę, pa!
I wyszła. Znów została tylko  z nim. On i ona. Sami. W jednym pokoju.

V: To ja może pójdę się umyć, bo jutro szkoła.-weszła do łazienki.

Chłopak usiadł w fotelu oglądając jej pokój. Podobał mu się. Nie był zbyt dziewczęcy.
Był w kolorze lekko, ciemnego morskiego. Meble były białe.
Spojrzał jak zza drzwi wyłania się brunetka w samym ręczniku idąca po piżamę.

V: No i co się tak gapisz?
Z: Yyy..Nic, nic.
V: Zaac!
Z: No nic! Tylko patrzę.
V: Ale dlaczego?!
Z: Bo tak.
V: Ale jesteś, nawet nie chcesz mi powiedzieć!
Z: A co mam Ci mówić jak już Ci mówiłem, księżniczko.

Van po tych słowach się zarumieniła. Wzięła piżamę i poszła się przebrać, Gdy już
wyszła, poszła po materac. Ledwo co go uniosła. W końcu pomógł jej Zac. Wnieśli
i położyli go koło łóżka Vanessy.

V: Dziękuję za pomoc.
Z: Nie ma sprawy.

Vanessa zarzuciła ręce na jego szyję. On ją złapał za biodra. Położyła swoją głowę
na jego torsie.

V: Wybacz, potrzebowałam tego.
Z: Rozumiem Cię.-pocałował ją w czoło.
Z: Chodź już spać, bo nie wstaniemy do szkoły.

Oderwali się od siebie. Vanessa położyła się na łóżku i po chwili zasnęła.
Chłopak zrobił to samo. Po kilku godzinach wstał. Próbował jeszcze zasnąć, ale nie mógł.
Wstał z materacu i zeszedł na dół. Otworzył lodówkę i wziął mleko. Nalał do szklanki i
usiadł przy stole, wypijając.
Vanessa wstała i popatrzyła na zegarek. Była 5 rano. Podniosła się i przeciągnęła
leniwie. Założyła kapcie i zeszła na dół. Zobaczyła tam Zac'a z poczochraną fryzurą.
Wyglądał tak słodko. Van cichutko na palca podeszła do niego. Zac nic nie słyszał,
ponieważ był zamyślony. Po chwili poczuł jak ktoś go przytula od tyłu.

Z: Dzień dobry.
V: Czeeść, jak się spało?
Z: Tak sobie, wstalem nie dawno. Chcesz?-podał jej szklankę w którym miał mleko.
V: Taak, co Ty taki dobry nagle?-wzięła od niego szklankę i piła.
Z: Od kiedy Cię poznałem, księżniczko.
V: Pff, głupek.-usiadła mu na kolanach.
Odłożyła pustą zawartość szklanki. Zac podrzucał ją na kolanach.

V: Zaac, przestań!
Z: Nie podoba się?-zrobił maślane oczka.
V: Czuję się jak małe dziecko.
Z: To źle?- przestał.
V: Sama nie wiem.-zaśmiała się i wstała.
V: Trzeba już się zbierać do szkoły.-wzięła go za rękę i pobiegli się przygotować.

Wyszli o 7:40. Szli tak nic nie mówiąc. Wystarczał sam jego wzrok, a ona już odpływała.
Wygląd tak pięknie. Nie chciała mu tego mówić, wstydziła się. Mimo, że pocałował
ją kilka razy, to i tak nie są parą, bo..to były "PRZYJACIELSKIE" pocałunki.
Po chwili rozmyśleń byli już przed szkołą. Pierwszą lekcją jaką mieli to
Chemia. Van kochała chemię. Weszli do sali. Zaczęła się lekcja.

Po 45 minutach wyszła jako ostatnia. Zac poszedł do łazienki, a ona została sama.
Postanowiła pójść pod drzwi WC i poczekać na niego. Doszła. Po chwili zauważyła, coś
czego nie chciała... Jej serce się złamało na kawałki...


C.D.N
Rozdział 5. Ćśś..spokojnie..

Było to straszne.. Przy szafkach leżała zakrwawiona Ash z nożem wbitym w rękę.
Van płakała. Usłyszał to szatyn. Szybko wszedł do szatni. Był przerażony.
Szybko zadzwonił na pogotowie. Za nim oni przyjechali koło Ash leżała jakaś karteczka.
Van ją przeczytała. "Jeśli za miesiąc nie przyniesiecie 1 tysiąc pieniędzy, zabiję ją"-
kartka była nie podpisana. Van przeraziła się. Skąd miała wziąć taką sumę pieniędzy?
Gdy karetka dojechała zabrała szybko Ash do szpitala. Zac zaproponował Vanessie, że ją
podwiezie swoim samochodem. I tak właśnie zrobili. Gdy juz dojechali do szpitala, czekali
na lekarza, który im powie, czy z Ash jest dobrze czy źle.
V: Zac, ja się boję..
Z: Spokojnie Van, ona przeżyję, wierzę w to i Ty też powinnaś.
V: Ale Zac ja..-przez chwilę się zawahała
Z: Nessa, o co chodzi?
V: Ja..ja..(chlip) znalazłam przy Ash kartkę nie podpisaną (chlip) i..-rozbeczała się na
dobre. Prawdopodobnie cały szpital ją słyszał. Podała Zac'owi kartkę. Przeczytał ją.
Był przerażony tak jak Vanessa. Skąd mieli wziąć te pieniądze? Zac wiedział, że wszystko
zrobi dla brunetki, Pomoże jej.
Z: Pomogę Ci, nie płacz już. Ćśś..spokojnie.-pogłaskał ją po głowie.
Wtedy czuła, że naprawdę mu na niej zależy. Teraz na takie myśli nie było czasu.
Najważniejsze było to, żeby Ash przeżyła. Nagle podszedł do nich lekarz.
L: Pani Hudgens i Pan Efron?
V: Tak, to my. CO Z ASH?!-krzyknęła.
L: Proszę się nie denerwować. Niestety, ale możliwość jest wielka, że ona umrze.
Vanessa słysząc te słowa upadła na kolana i płakała. Tak strasznie się bała..
Nie chciała stracić jej. To była jej najlepsza przyjaciółka. Co ona by bez niej zrobiła..
Modliła się do Boga, żeby Ash przetrwała to i nie umarła.
L: Ale też są minimalne szansę na uratowanie ją. Jest 10%.
Dziewczyna nie wytrzymała, pobiegła szybko do łazienki i zamknęła się w toalecie.
Wzięła mały nożyk i chciała się ciąć, kiedy nagle usłyszała troskliwy głos.
Z: Van..proszę otwórz..-błagał ją z całych sił.
Cisza. Postanowił wyważyć drzwi.
Z: Van odsuń się od drzwi.
Dziewczyna siedziała przy toalecie trzymając nożyk. Płakała.
Drzwi zostały wyważone, Zac szybko wszedł i zobaczył tam Vanessę, która płacząc
chciała się pociąć. Szybko podbiegł do niej i wyrwał jej nożyk z ręki. Przytulił ją.
Teraz ona tego najbardziej potrzebowała. Wstała razem z nim i przytuliła się do niego.
Z: Van, coś Ty chciałaś zrobić?..
V: Zac, ja (chlip) prze.. (chlip) przepraszam (chlip)...
Z: Za co mnie przepraszasz, najważniejsze jest to, że nie pocięłaś się..
Z: Chodź, pójdziemy do niej.
I poszli. Weszli do sali na której leżała nieprzytomna Ashley. Dziewczyna widząc
ten widok płakała. Wtuliła się w szatyna. Czuła jak mu szybko biję serce.
Usiadła na krześle koło łóżka Ash. Dotknęła jej ręki.
V: Nie umrzesz, prawda?-spytała Ash, która była w śpiączce.
Z: Van, nie martw się. Na pewno nie umrze.
V: Ty nie wiesz jak się czuję! Skąd możesz wiedzieć, że nie umrze!
Z: Ćśś..spokojnie. Nie umrze, bo w to wierzę. Ty też powinnaś.
Vanessa nie mogąc już patrzeć jak jej przyjaciółka cierpi, wyszła z sali.
Zac pobiegł za nią. W końcu ją złapał za nadgarstek i odwrócił ją do siebie.
Cały jej makijaż był rozmazany, włosy w nieładzie. Poszedł za nią.
Nie wiedział gdzie ona go prowadzi.
Po kilku minutach byli w jakimś tajemniczym miejscu. Lecz trzeba było przyznać, że
było tu pięknie. Jezioro, dookoła drzewa. Nikogo tu nie było.
Leżeli na trawie, patrząc w niebo. Nikt z nich się nie odzywał.
Nagle tą ciszę przerwał Zac.
Z: O czym teraz myślisz?
V: O Ashley..-skłamała. Tak naprawdę myślała o Zacu. Ale też o Ash. Lecz prawda była
taka, że bardziej o szatynie rozmyślała.
Z: Nie martw się, wszystko się ułoży-powiedział po czym ją przytulił.
V: Dziękuję Ci za pomoc, ja..ja nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła..
Robiło się późno. Zac odprowadził Vanessę pod dom.
V: Dobranoc kasztanku-zaśmiała się pod nosem i pocałowała go w policzek.
Z: Dobranoc Księżniczko.
Vanessa zamknęła drzwi. On poszedł również do swojego domu. Wszedł do pokoju i od
razu spadł na łóżko zasypiając.

Dziewczyna zjadła kolację i poszła do łazienki. Ubrała piżamę i położyła się do
łóżka. Nie wiedząc kiedy, usnęła z myślami o Zacu i Ash..


Minęło kilka tygodni, a nawet miesiąc. Ash do tej pory się nie budziła. Brunetka cały
ten czas spędzała razem z Zac'iem przy Ash. Bała się o nią strasznie. Co by było
gdyby ona umarła? Kto by jej pomagał jak nie ona? Miała też Monique, ale wolała się
żalić Ashley, która zawsze ją wysłuchała i pocieszała jak tylko mogła. A teraz?
Ktoś ją skrzywdził i jeszcze, no właśnie..pieniądze. Jutro Van miała dać mu ten tysiąc.
Zrobiłaby wszystko dla swojej przyjaciółki.

Dzisiejszego ranka, Van bała się. To był ten dzień co miała dać temu pacanowi, co zrobił
jej przyjaciółce krzywdę pieniądze. Weszła do łazienki i się ogarnęła. Ubrała się i
zadzwoniła do Zaca.
V: Halo?
Z: Cześć Vanessa, coś się stało?
V: Taak, dzisiaj muszę iść dać te pieniądze. Ma być on w parku. Zac ja się boję..
Z: Spokojnie Ness, pójdę z Tobą. Będę za 10 minut u Ciebie, Pa.
V: Pa.-powiedziała po czym rozłączyła się.

Tak jak mówił, był punktualnie. Van dobrze zamknęła drzwi i razem z Zac'iem poszła
do parku, żeby dać pieniądze. W końcu dotarli. Usiedli na ławce i czekali.
Zac'owi zachciało się pić. Poszedł, więc do sklepu. Vanessa czekała na Zac'a.
Modliła się, żeby szybko przyszedł. Bała się, że ten psychiczny człowiek, może i jej
coś zrobić. Odwróciła głowę i zobaczyła jakiegoś człowieka co idzie w jej stronę.
Miał na sobie kominiarkę czarną. Wystraszyła się. Człowiek był już przy niej i wyciągnął
nóż.
C: Wyskakuj z hajsu! Miałaś na dzisiaj je dać, jak ich nie przyniosłaś to twoja
przyjaciółka nie będzie żyć i ty zresztą też.-podszedł do niej bliżej.
V: Mam te pieniądze, spokojnie! Tylko proszę zostaw mnie i moją przyjaciółkę!-wyciągnęła
z kieszeni kopertę w której było 1 tysiąc. Zauważyła biegnącego Zac'a w ich stronę.
Człowiek zabrał jej kopertę i walnął pięścią w jej twarz. Uciekł. Vanessa jedyne co
teraz widziała to..ciemność.



Przerażony szatyn podbiegł szybko do Vanessy. Leżała na ziemi nieprzytomna. Jej twarz
była obita. Z nosa leciała krew. Zac na nic nie czekając wziął ją na ręce i biegł
do szpitala. Na szczęście szpital był niedaleko. Szatyn szybko podbiegł do byle jakiego
lekarza i prosił, żeby przyjął Vanessę. Lekarz się zgodził. Zaprowadził ich do sali
w której położył Van. Kazali mu wyjść, ponieważ miały się odbyć jakieś badania.
Badania minęły szybko, Zac wszedł do sali i usiadł koło Nesski. Była już przytomna.
V: Gdzie ja jestem? Zac? Co się stało?
Z: Van..pobił Cię ten człowiek..
V: A jak ja się tu znalazłam?!
Z: Ja.. wziąłem Cię na ręce i biegłem, żeby Cię tu przynieść.
Patrzyli się na siebie.
Z: To..wszystko moja wina..Bo ja poszedłem po picie...a mogłem poczekać..jestem kretynem..
V: Nie mów tak. To nie twoja wina. I tak mnie uratowałeś. A jeśli, chodzi o kretyna..
Zac popatrzył na nią ze zdziwieniem, myślał, że się wkurzy, a tu proszę.
V: Tylko dla mnie jesteś moim kretynem.-uśmiechnęła się.
Miała małe urazy, więc mogła wyjść juz ze szpitala. Postanowiła się przejść z Zac'iem
do Ash. Byli już przy szpitalu. Weszli i poszli do sali w której była Ash. Gdy tam weszli
zobaczyli niezwykły cud..

czwartek, 29 października 2015

Rozdział 4 Podoba mi się twoja fryzura...

Milimetr był aby ich usta się złączyły. Lecz tą chwilę przerwała Ash.
Szybko od siebie się oderwali.

A: Hej Van, i Zac!
Z: Kim jesteś? I skąd znasz moje imię?
V: Zac to jest Ashley, moja najlepsza przyjaciółka.
Z: Aha, miło mi Cie poznać, Ashley.
A: Mi Ciebie też Zac. Hmm..może przejdziemy się do kawiarni po szkole? Jest niedaleko stąd.
Z: Mi pasuję.
V: Mi też!

W końcu lekcję się skończyły. Wzięli potrzebne im rzeczy i poszli.
 Gdy znaleźli się już w kawiarence poszli zająć stolik.
Ash z Van usiadły, a Zac poszedł zamówić lody.

A: AAAA!!
V: Ash ciszej, o co tym razem chodzi?
A: Chciał Cię pocałować!!
V: Uspokój się! Dobrze, że do tego nie doszło, minęły 2 dni i co? Tak nagle mam
mu zaufać?
A: Van na co Ty czekasz! Widać, że go kochasz.
V: Ash, ja nie jestem pewna do tego uczucia, ja nie mogę się tak szybko zakochać..
A: Wszystko jest możliwe.

Po chwili przyszedł Zac z lodami.
Z: Smacznego.
Po chwili wszyscy zaczęliśmy jeść swoje porcję.
Było cudownie! Gadali o wszystkim o czym mogli. Tylko nie o swoich uczuciach
do siebie.
Wychodzili właśnie z kawiarni, odprowadzili Ash do domu i poszli do Vanessy.
Wpuściła go do środka, on na początku odmawiał, lecz potem ugiął się i wszedł.
Dziewczyna włączyła jakiś film, a potem zrobiła popcorn. Gdy przyszła z
popcornem, chłopak spał. Vanessę rozśmieszył ten widok. Wzięła z łazienki pastę
do zębów i zeszła do szatyna. Ciągle spał. Podeszła i namalowała mu wąsy i
okulary z pasty. Śmiejąc się po cichu wzięła koc i przykryła go.
Pocałowała go lekko w policzek i powiedziała:
V: Śpij dobrze mój..-zawahała się-przyjacielu.
Odeszła. Poszła na górę i od razu weszła do łazienki w celu ogarnięcia się.
Ubrała się w piżamę i położyła się na łóżku. Minuta nie minęła, a już zasnęła.

Następnego dnia, Vanessa poszła wszystko załatwić w łazience, po czym wyszła i
podeszła do szafki w której miała mikrofon. Wyjęła go i zaczęła śpiewać swoją
piosenkę, którą wymyśliła. Nazwała ją "Come back to me". Nie przejmując się,
że na dole jest Zac, nadal śpiewała.


Usłyszał jakieś odgłosy w postaci "śpiewu". Wstał leniwie i dopiero teraz się
zorientował, że jest w domu Vanessy. Uśmiechnął się sam do siebie. Po cichu
wszedł na górę i lekko uchylił drzwi. Zobaczył tam brunetkę, która ślicznie śpiewała
i tańczyła. W końcu, gdy skończyła śpiewać otworzył na oścież drzwi. Dziewczyna się
wystraszyła.
V: Zac! Puka się, a nie wcho...-nie dokończyła, bo jej przerwał.
Z: Przepraszam Księżniczkę, ale Pani mnie obudziła. A poza tym drzwi były uchylone.
V: Tak, tak jasne!-odwróciła się i udawała obrażoną.
Z: No ej, to nie moja wina, że nie zamykasz drzwi od pokoju.
V: Ha ha, śmieszne. Ja je zamykałam, grubasie!-zaśmiała się cicho, żeby nie usłyszał.
Z: Coś już Ci mówiłem na temat grubasa.
Vanessa nie wytrzymała. Wywaliła się na łóżko i głupio się śmiała z jego twarzy.
Ciągle miał na sobie pastę do zębów.
V: Do twarzy Ci w tych wąsach i okularach!-znów się śmiała.
Z: O co Ci chodzi? Przecież ja nie...-i wtedy dotknął swojej twarzy. Na rękach miał
pastę. Teraz wyglądał jeszcze śmieszniej w tej rozmazanej paście!
Z: Vanessa..! To twoja sprawka, tak?
Van nic nie odpowiadając uciekła szybko ze swojego pokoju i schowała się w
szafie na dole. Zac szybko zszedł i szukał brunetki. Nie mógł jej nigdzie znaleść.
Martwił się, że źle odebrała jego słowa i wybiegła. Lecz nagle usłyszał chichot, który
dochodził z salonu. Podszedł, słyszał go jeszcze głośniej. Otworzył szafę, a tam
Vanessa skulona w kulkę ze śmiechu. Zac szybko ją złapał i przerzucił ją przez ramię.
V: ZAC PUŚĆ MNIE,GRUBASIE
Z: Chyba śnisz.
V: Głupek!
Z: Sama jesteś głupek.
V: Osz ty!-biła go rękami po plecach, lecz nie poskutkowało.
Z: Dzięki za masaż.
V: Ugh! Kiedyś mi za to zapłacisz!
Z: Haha, bardzo śmieszne, Vanessko.
Zaczął nią kręcić. Potem wziął ją na barana i biegał z nią po domu.
Dziewczyna się śmiała do bólu. Nie mogła nad sobą zapanować.
Aż w końcu spadła z jego pleców na dywan. Śmiała się jak głupia.
Z: Van nic Ci nie jest?
Nagle po tych słowach Van przyszedł pomysł, że będzie udawać nie przytomną. Nie odezwała
się. Zac był przerażony. Przed chwilą się śmiała, a teraz umilkła. Poklepał ją lekko
po policzku, nic. Potem sprawdził puls. Oszukała go.
Z: Van, jak mogłaś.
V: Masz za swoje głupku!
Wstała i pomaszerowała do pokoju. Opadła na łóżko. Zaczęła sobie nucić piosenkę, którą
stworzyła. Nigdy się nikomu nie chwaliła, że tworzy piosenki. Tak strasznie chciałaby
zostać sławną osobą. Dawać autografy, paparazzi by jej robiło zdjęcia, śpiewanie na
koncertach. "To by było coś" pomyślała. Nagle te rozmyślenie przerwał jej Zac.
Skoczył na łóżko, po czym ona się odbiła i upadła na podłogę.
V: ZAC! To bolało..
Z: Przepraszam, już tak nie będę.
V: Nie będziesz masz rację, bo już nigdy tu nie przyjdziesz.
Vanessa powiedziała to specjalnie, chciała zobaczyć jak zareaguję.
Z: Dlaczego? Przepraszam, wybacz mi. - podał jej rękę, żeby mogła wstać, ale
ona zamiast podać mu rękę, walnęła go ręką w jego rękę.
V: Pff, dzięki za piąteczkę.
Z: Ja Ci podałem rękę, żebyś mogła..- wtrąciła się.
V: Boże głupku! Nie znasz się na żartach! Oczywiście, że będziesz mógł tu przychodzić
kiedy chcesz! Nawet codziennie.- zaśmiała się z jego naiwności.
Z: Powinienem już iść moja Księżniczko, wyglądam jak brudny cwel.
V: Podoba mi się twoja fryzura, którą teraz masz..- "VAN JAK MOGŁAŚ TO POWIEDZIEĆ NA GŁOS? GŁUPIA TY"- skarciła się w myślach.
Z: Czy to miał być podryw, koleżanko?- powiedział z chytrym uśmieszkiem.
V: Yyy.. Nie, znaczy... Nie, chyba nie..
Z: Śmieszna jesteś, ale niestety muszę je ułożyć, bo tak to mam nie ład na głowie.
V: Jak tam chcesz, Zacusiu.
Z: Hej, nie mów do mnie tak. Czuję się wtedy jak dziecko.
V: Dobrze Panie Efronie Bulwersowniku.
Z: Van zabiję Cię.
V: Ciekawe jak, głupcu.
Z: Jeszcze raz tak powiesz, a po Tobie.
V: Ok, mordeczko.
Z: Już po Tobie!
Vanessa szybko uciekła na dół, śmiała się aż do płaczu. Nagle przybiegł Zac.
Złapał ją od tyłu. Ona się wystraszyła. Obrócił ją w swoją stronę.
Patrzyli sobie głęboko w oczy. Nagle Zac się odezwał.
Z: O to moja kara..
Lekko musnął jej wargi na co ona to odwzajemniła. Dziewczyna stała bez ruchu.
Ciągle patrzyła się na niego. Nie byli jeszcze parą, ale żeby nie było.
To był przyjacielski lekki pocałunek. Nic więcej.
Z: To ja już pójdę.. Do jutra Księżniczko. Lub do dzisiaj..
V: Nie, zostań.
Z: Muszę naprawdę iść..- wtrąciła się szybko.
V: Nie musisz, prooszę.
Z: No, jeśli tak ładnie prosisz.
V: Grubas.
Z: Nie nazywaj mnie tak, wymyśl coś innego, bo ja nie jestem grubasem.
V: No, ale..-myślała- To będziesz...mendą.
Zac się śmiał jak głupi. Vanessa się tylko na niego dziwnie patrzyła. Potem sama
zaczęła się śmiać.
V: Dobra chodź tu. Trzeba Cię jakoś przygotować.
Poszli na górę, Vanessa wyprasowała jego ubrania, On tylko głupi się patrzył.
V: No i co się tak głupio gapisz? Nigdy nie widziałeś dziewczyny prasującej ubrania
jakiegoś chłopaka?-nie patrzyła się na niego, bo wiedziała, że się na nią gapi.
Z: Właściwie to nie.-Zac wpadł na pomysł-Van popatrz, jaka ładna tęcza za oknem!
Van nie interesowała, żadna tęcza. Więc nic nie odpowiedziała ani się nie odwróciła.
Z: "hmm"- pomyślał- Van, twój ulubiony szampon Ci się wylał cały do wanny!
Vanessa kochała ten szampon. Był on bardzo drogi, więc nie za często go kupowała.
Nie wiedziała, że to żart i się odwróciła. Oniemiała. Patrzyła na Zaca bez koszulki.
"NO SUPER, NABRAŁ MNIE"-pomyślała. Szybko się odwróciła z powrotem i nic nie mówiąc
znów zaczęła prasować.
V: Zac, zrobiłeś to specjalnie!
Z: Żebyś wiedziała!-zaśmiał się triumfalnie.
V: Głupek do potęgi drugiej.
Z: No co? Nie podobam Ci się?
Vanessa zemdlała z wrażenia. Co on sobie myśli, że jest taka łatwa do zdobycia?
No to się chyba pomylił. Myślał, że odpowie jej "No, podobasz mi się, kocham cię!".
No jednak tak nie było.
V: Co Ty sobie myślisz? Że co? Że powiem "Ale jesteś piękny zostaniesz moim
chłopakiem?" No chyba nie.
Z: Nie o to mi chodziło, księżniczko. Chodziło mi czy Ci się podobam, a nie, że mnie kochasz.
V: To i tak to samo. A co do tego podobania się... Ładny jesteś, ale no sory. Znamy się
nie całe 4 dni. A ja nie jestem taka łatwa do zdobycia.
Z: Czyli Ci się podobam?
V: Ja wcale tego nie powiedziałam! Debil.
Z: Jestem twoim debilem.
Van się zaśmiała i przytuliła do niego na co on tylko powiedział:
Z: Muszę iść..
V: Nieee..
Z: Muszę..
V: Nie, zostaniesz tu i pójdziemy razem na zajęcia.
Z: Dobra, a tak w ogóle, mogę już założyć tą bluzkę co uprasowałaś?
Vanessa teraz oprzytomniała, że się przytula do jego klatki piersiowej, nagiej.
Odsunęła się i rzuciła mu koszulkę w twarz.
V: Ups! Przepraszam.- zaśmiała się.

Poszedł do łazienki się ubrać. Umył twarz. Bo tyle na razie mógł zrobić. Włosy poprawił
trochę. Wyszedł. Poszli w stronę drzwi i szli na zajęcia. Gdy już dochodzili usłyszeli
czyjeś krzyki. Postanowili szybko pobiegnąć. Krzyk dochodził z szatni dziewczyny.
Powiedziała Zac'owi, żeby został przy drzwiach, na wypadek gdyby to było coś poważnego.
Weszła do środka. To co zobaczyła było straszne...


C.D.N


------------------------------------------------------------------------------
Cześć! ^^
Jestem zuaa, przerwałam w takim momencie!
Ale nie martwcie się ^^  Jutro dodam kolejny, papa ^^

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 3 Grubas, Księżniczka?

Wstała o 6 rano. Miała sen o Zac'u. Była z nim w parku, oraz zostali parą. To było piękne.
Lecz musiała już wstawać. Wzięła się w garść i poszła do łazienki się ogarnąć.
Wzięła szybki prysznic, ubrała się, uczesała włosy, bardziej je zakręciła lokówką,
umyła twarz oraz zęby. Była już gotowa. Zeszła na dół biorąc po drodze plecak.
Wyjęła z lodówki sałatkę, którą jej mama zrobiła i zaczęła jeść. Gdy już skończyła
miała jeszcze z godzinę czasu. Usiadła, więc w fotelu i oglądała telewizję.



Była już 7:30. On spał jak zabity. Niestety po kilku minutach zadzwonił budzik.
Obudził się i od razu zrzucił budzik ręką z półki. Przypomniało mu się jak
śnił o dziewczynie. Tej dziewczynie co wczoraj spotkał. Vanessie. Otrząsnął się i
poszedł do łazienki. Wziął prysznic, ubrał się, umył zęby i twarz. Wziął żel do
włosów i zaczął sobie je układać. Wyglądał wyśmienicie.
Zszedł na dół i wziął z lodówki sok pomarańczowy, a do tego kanapki.
Usiadł przy stole i zaczął jeść.

Z: Ale się najadłem.-powiedział sam do siebie.

Wziął plecak i wyszedł. Dopiero po chwili wyjął telefon i zobaczył, że jest 8:01.
Tak właśnie się spóźnił na lekcję. Biegł jak tylko mógł. Po 10 minutach był już w szkole.
Włożył do szafki niepotrzebne rzeczy. Był właśnie w nowej szkole, a już się spóźnił.


Dziewczyna, która była brunetką siedziała myśląc o nim. Nawet nie podała mu swojego
numeru, nic. Ale miała też wątpliwości, przecież znali się tylko 2 dni.

V: "Tak, to tylko zauroczenie"-pomyślała.

Siedziała tak i patrzyła się w tablice, nie myśląc o niczym innym.
Nagle ktoś wbiegł do sali. Dziewczyna była zaskoczona tym widokiem.
Tak to właśnie on! Ten chłopak co jej się podobał!

Z: Przepraszam za spóźnienie!- krzyknął
N: Dobrze, podejdź tu młodzieńcze.-powiedziała nauczycielka.
N: Więc drodzy uczniowie, o to nowy uczeń tej klasy. Może przedstawisz się nam, chłopcze?
Z: Yyy..No..Taak..Jestem Zac Efron. Yyy.. I to chyba tyle-powiedział rozglądając się
po całej klasie.
N: Dobrze, usiądź.

Vanessa ciągle miała swój wzrok skierowany na chłopaka.
Jednocześnie była szczęśliwa, ale też zdziwiona. Cieszyła się, bo lepiej może go poznać,
a zdziwiona była dlatego, że dlaczego do jej klasy? To był przypadek czy może.. przeznaczenie?

Nagle szatyn szukając miejsca powiedział do pani:
Z: Proszę Pani, bo.. emm.. nie mam gdzie usiąść.
N: Hmm..-rozglądnęła się po sali.-O jest! Koło naszej Vanesski.

Dziewczyna miała w tym momencie oczy rozmiarów pięciozłotówki.
Czuła, że jego wzrok jest na niej. Czuła się..dziwnie.
Usłyszała odsuwające się krzesło koło niej. Schowała dłonie pod ławkę.


Szatyn ciągle nie mógł dojść do siebie, że właśnie teraz, koło niego siedzi ta sama
dziewczyna co wczoraj była z nim w parku na spacerze. Był zaskoczony jej obecnością tutaj.
Nie wiedział, że trafi do tej szkoły co chodzi Vanessa. Cieszył się. W końcu ją bardziej
pozna i będzie ją widywać, codziennie! Przybliżył się bardziej do niej i wyrwał kartkę
z zeszytu pisząc na niej:

Z: "Cześć, nie spodziewałem się takiej miłej niespodzianki."

Podał dziewczynie kartkę na co ona ją otworzyła i przeczytała.
Odpisała mu:

V: "Heej, ja Ciebie też się tu nie spodziewałam. Miło Cię znów widzieć."

Podała mu kartkę i uśmiechnęła się pod nosem.

Z: "Heh, masz dzisiaj wolny czas?"
V: "No pewnie, a co?"
Z: "Zapraszam Cię na lody, ja płace."
V: "Waniliowe? Jak tak to z chęcią pójdę!"
Z: "Dobra, po lekcji."

I tak rozmawiali przez całą lekcję. Aż w końcu zadzwonił dzwonek. Spakowała się i
poczekała na Zac'a przed salą. Właśnie wychodził z sali. Podeszła do niego.

V: Cześć!
Z: Hej.
V: Co tam?
Z: Jak jestem z Tobą, to bardzo dobrze.
Vanessa na te słowa się szeroko uśmiechnęła i pocałowała go lekko w policzek.
V: A tak w ogóle, zapomniałam Ci podać mojego numeru.
Z: Ja też, trzymaj.- podał jej telefon, żeby wpisała jego numer, a potem on swój w jej
telefonie.
V: Idziemy?
Z: Dobra, a w której sali teraz mamy?
V: W 20 jak dobrze pamiętam, chodź!-szturchnęła go i pobiegła, a on za nią.
Gonił ją przez cały korytarz, aż nagle się wywalili.

Z: Przepraszam-zaśmiał się pod nosem.
V: Ha Ha, ale śmieszne, to bolało, grubasie!-szturchnęła go i udawała obrażoną.
Z: Ej no, nie obrażaj się, proooszę- powiedział tak jakby mu zależało na niej.
Vanessa słysząc to zaśmiała się głośno, nie mogła już wytrzymać jak na prawdę
uwierzył w to, że się obraziła. Rzucił plecak koło sali, i znów zaczął ją gonić.
Ta jednak się zatrzymała i przytuliła do niego.

Z: Van?
V: Hmm?
Z: Czemu się do mnie przytulasz?
V: Bo tego potrzebuję, grubasku
Zac cicho zaśmiał się pod nosem i też ją przytulił. Jednak, gdy ona się oderwała zaczął
jej nadawać ksywkę. W końcu wymyślił.

Z: To jak ja jestem grubas, to ty chudzina.-zaśmiał się.
V: Osz Ty! Ja Ci dam chudzinę!- podeszła do niego i go szturchnęła.
Z: No co? Ja nie chce być grubasem!
V: Pff, ale Ty jesteś ciężki, więc cię tak nazwałam
Z: To jak tak to zmienię Ci zamiast chudzina na..Księżniczkę.
V: Ej! Nie jestem już mała.
Z: Ale to pasuję do Ciebie. Nessko.
Vanessa się uśmiechnęła i zarumieniła. Była jego księżniczką. Tylko jego. Nikt inny
nie mógł jej tak nazywać. To było słodkie z jego strony.

V: To ja Ci zmienię na..-myślała- Nie, nie wiem. Będziesz musiał być grubaskiem.-zaśmiała
się ze swojego wyczynu.
Z: O nie, nie, nie. Ze mną tak łatwo nie jest!- i znów zaczęli się gonić, lecz w tym
momencie sprzątaczka ich zatrzymała. Zac trzymał ją za ręce i patrzył głęboko w oczy.
Byli co raz bliżej. Czuła jego pachnące ładnie perfumy.
Brakowało im tylko kilka milimetrów...

C.D.N


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czeeść! Jak widzicie jest dłuższy rozdział, ŁAŁ! XDD
Jestem taka pro, że nie umiem pożądnego opowiadania zrobić :(
Miłego czytania! ^^
Ps. Postaram się rozdziały dodawać codziennie po jednym ;)

poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 2 Nesska..

-Miło mi, Zac, Zac Efron.-powiedział pokazując przy tym rządek białych zębów.
-To ja już może pójdę.- powiedziała Van, która była zmieszana tą sytuacją.
-Nie czekaj, przejdziemy się?
-Wybacz, ale..- "Van powiedz TAK!"-Nie mogę, ponieważ umówiłam się z koleżankami,
pa- powiedziała po czym zostawiła bruneta samego.
-"Van Ty głupia! Jak mogłaś zostawić go tam samego i odmówić!"- skarciła się w myślach.
Zac był mocno zbudowanym chłopakiem. Widać było, że ćwiczył dużo na siłowni.
Był brunetem. Miał prześliczne oczy, niebieskie.

Weszła do domu przypominając sobie, że dzisiaj ma zajęcia z tańca.
Szybko wygrzebała z szafy potrzebne rzeczy do tańca.
Bluzkę, spodenki, i wygodne buty.
Wzięła torbę z rzeczami zeszła na dół, wzięła też wodę i wyszła.
Przy okazji poszła po Ashley. Blondynka szybko się wygrzebała
ze swojego domu i razem poszły na zajęcia.
Przez całą drogę rozmawiały, aż nagle Van powiedziała wszystko Ash
co się wydarzyło, gdy biegała.
-Van! Miałaś okazję do podrywu!- powiedziała Ash, na co Van dziwnie na nią spojrzała.
-Ash, pogięło Cię? Nie chce znowu zostać wykorzystana.. Nie pamiętasz?-po policzku
spłynęła jej gorzka łza.
-Van, hej. Przepraszam, nie płacz. Pamiętam tą całą sytuację. Nie zamartwiaj się już-
powiedziała patrząc na brunetkę i wycierając jej łzę.

Tak, Vanessa została wykorzystana przez pewnego chłopaka o imieniu Josh. Myślała, że
to ta prawdziwa miłość, lecz jak się okazało po paru miesiącach tak naprawdę jej nie
kochał tylko chciał ją przelecieć. Tak, to był zboczeniec. Vanessa, gdy tylko o tym
myślała, było jej nie dobrze.

Weszły do środka wielkiego budynku o nazwie "Dance fit".
To właśnie tu odbywały się zajęcia z tańca, ale także ze śpiewu i różnych sportów.
Razem z Ash weszły do szatni przebierając się.
Przebrane weszły na salę i czekały na innych.
Jak się okazało dzisiaj mają łączone z klubem koszykarzy.
Lubiła koszykówkę, ale nie za często w nią grała.
Wolała tańczyć, albo nawet czasem śpiewać.

Nagle na sali rozległ się głos nauczycielki tańca.
-Wszyscy są? Sprawdzam obecność!-krzyknęła.
1 osoba, 2, 3, 4...10 czyli Vanessa.
-Vanessa Hudgens, jest obecna?- spytała.
-Jestem, proszę pani!-krzyknęła, żeby mogła ją usłyszeć.
W końcu cała lista została sprawdzona.
Potem trener koszykarzy wyczytywał listę.
Nagle Vanessa usłysza dobrze znane jej imię i nazwisko.
-Zac Efron?-spytał trener.
-Obecny!-krzyknął brunet.
Vanessa nie wierząc to co usłyszała, pomyślała, że to na pewno jej się przesłyszało.
Myliła się. To był właśnie on. Ten, na którego wpadła w parku.
Jej rozmyślenia przerwała pani.
-Róbcie rozgrzewkę, a potem gracie w kosza razem z chłopakami- stwierdziła nauczycielka.

Rozgrzewka minęła szybko, czas teraz się podzielić na grupy.
Wybierał Zac oraz jakiś chłopak.
Był mulatem. Na głowie miał afro. Umięśniony, dobrze zbudowany. Oczy też piękne.

Zaczął się rozglądać kogo ma wybrać, jego wzrok zatrzymał się na pięknej postaci.
Nie mógł uwierzyć, że to ta Vanessa, która wpadła na niego dzisiaj w parku.
W końcu wybrał:
-Vanessa- powiedział pewnym siebie głosem.
-Ja?-powiedziała jakby się przesłyszała.
-Tak Ty, Nessko.
Zarumieniła się. Spuściła głowę w dół, żeby nikt nie mógł tego po niej rozpoznać.
Podeszła do niego stojąc za nim.
Po chwili usłyszała od niego ciche "cześć".
Odpowiedziała tym samym.
To było miłe z jego strony, że ją tak nazwał.
Lecz jeszcze się dobrze nie znali, nie miała do niego jeszcze takiego zaufania...

Wszyscy byli już w swoich grupach.
Vanessa miała szczęście, była z Ash, ale nie tylko z nią...
Była też z Zac'iem. Ciągle myślała jaki on jest.
Czy jest normalnym chłopakiem? A może pali? Może ćpie?
Różne takiego typu pytania miała Vanessa w myślach.
Po chwili przerwał jej głośny gwizdek trenera.
-Zaczynamy!
I tak o to właśnie zaczęła się gra w kosza.
Piłkę dostała nasza drużyna. Zac złapał piłkę, potem podał swojemu koledze w afro,
następnie on podał do jakiegoś drugiego chłopaka, on do Ash, a ona do mnie.
Nie zwracając na nic uwagi biegłam w stronę ich kosza.
3 kroki, skok iii... TRAFIŁA!

I tak trwał cały mecz, kilka razy udało jej się zdobyć punkty.
Aż w końcu ich drużyna wygrała. Wszyscy się cieszyli, oraz podnosili Vanessę do góry!
Niezła z tego była zabawa. Położyli ją na Ziemi. Van tarzała się ze śmiechu
razem z Ashley. Nie wiedziały dlaczego, ale prawdopodobnie była to głupawka.
Były całe czerwone jak buraki. Ich śmiechy przerwał jej znajomy głos.
-Dziewczyny, wstawajcie- podał Van rękę, a drugą Ash żeby mogły wstać.
-Zaac..-powiedziała nie pewnie brunetka.
-Co Nessko?-powiedział przy czym się uśmiechnął.
-Co do tego parku..Czy oferta jest nadal aktualna?-zaśmiała się.
-No jasne, idziemy?
-Tak, pa Ash!-powiedziała do swojej przyjaciółki i poszła się przebrać.


Byli w parku. Idąc przed siebie, patrzyli na dzieci, które się bawiły lub na zakochane
pary. Vanessa chciała być tak zakochana. Ale bała się, że to się powtórzy.
Tak jak z Joshem... Bała się zaufać, każdemu chłopakowi. W tym Zac'owi.
Vanessa ciągle o nim myślała. Nawet teraz, gdy szedł przy niej spoglądając na nią.
Gdy ich wzrok się spotkał, od razu odwracali się. Szli tak w ciszy.
Nagle Vanessie przeszkadzała ta cisza, więc zaczęła.
-A tak w ogóle.. może opowiesz mi coś o sobie?-spytała z nie pewnością.
-Pewnie, więc tak... [..]

Po kilku godzinach rozmawiania ze sobą, Vanessa nie była już taka wstydliwa jak
wcześniej. Czuła się jakby go znała od dziecka! Rozmawiali o sobie, a potem
o wszystkim i o niczym. Zbliżała się 20. Vanessa zerknęła na zagarek.
-Zac, niestety ja już muszę iść, robi się późno..-
-Rozumiem, odprowadzę Cię.-
-Ależ nie musisz przejmować się mną, przecież ja...- i tu się wtrącił.
-Ale ja chce Cię odporowadzić, Nessko.-
- No jak już tak bardzo tego pragniesz.-zaśmiała się po czym on tylko zrobił chytry uśmiech.


Byli już blisko domu Hudgensówny. Vanessa idąc tą całą drogę myślała tylko wyłącznie
o nim. Zacu. Jaki on jest piękny i umięśniony, a nawet opiekuńczy. Takie słowa
miała teraz na myśli Vanessa. Nie mogła się powstrzymać i spytała.
-Zac, a tak w ogóle...Dlaczego mnie nazywasz Nesska?-
-A nie podoba Ci się? Wziąłem po prostu z twojego imienia "Nesska" i tak
jakoś to powstało-lekko zachihotał.
Van nie zwracając na to, że jest obok niej Zac, zarumieniła się.
Chciała też mu dać jakąś ksywkę, ale jej to nie wychodziło.


Stali już pod jej drzwiami. Wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi.
Stanęła jeszcze twarzą do Zac'a i powiedziała:
-Dobranoc.-powiedziała po czym lekko pocałowała go w policzek.
Zamknęła drzwi. Była z siebie dumna, że odważyła się do takiego czynu.



-Dobranoc.-powiedział już sam do siebie młody chłopak.
Zaczął wracać do swojego domu. Po drodzę spotkał Corbina.
Swojego najlepszego kumpla. To właśnie ten co był mulatem z afro.
Poszli razem do jego domu. Szatyn otworzył drzwi. Wpuścił przodem
przyjaciela. Odłożyli kurtki i poszli na górę, do jego pokoju.

-Stary, widzę że dużo się dzieję- powiedział Corbin.
-O co Ci chodzi?-spytał zdziwiony pytaniem mulata.
-O Vanessę, kretynie-powiedział ze śmiechem.
Szatyn nie wiedział co powiedzieć. Był zaskoczony całą tą sytuacją z Van.
W głębi serca czuł coś do niej, tak jedynie myślał. Była cudowna.
W myślach ciągle miał jej piękny uśmiech. Te cudne myśli przerwał mu Corbin.
-Haalo, Ziemia do Zac'a.-
-YYY, tak? A no ta. Vanessa jest tylko moją przyjaciółką.
Nie myśl, że to coś więcej.-powiedział nie pewnie.
-Tak, tak jasne. Dobra spadam, cześć.-pożegnał się i wyszedł.
Szatyn został sam. Myślał co do niej czuję. Miłość? Nie wiedział co ma o tym myśleć.
Zszedł na dół, wziął piwo i usiadł przed telewizorem.
Nie wiedząc kiedy, usnął na kanapie.



Vanessa siedziała w swoim pokoju rozmyślając. O tym chłopaku co nie dawno wróciła
ze spaceru. Zac. Była nim zachwycona. Wmawiała sobie ciągle, że to tylko zauroczenie,
nie żadna miłość. On był tylko jej przyjacielem. Polubiła go, ale czy na pewno?
Nie zwarzając na nic poszła do łazienki. Łazienka znajdowała się w jej pokoju, więc
miała blisko.

Wlała wodę, po czym dodała swój ulubiony szampon o zapachu truskawek.
Zdjęła ubrania i weszła do wanny.
W końcu mogła się zrelaksować po całym dniu.

Wyszła ubierając na siebie szlafrok.
Podeszła do szafy i wygrzebała jakąś piżamę.
Przebrała się w nią i położyła się na łóżku myśląc przy tym o Zacu.
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła..


-------------------------------------------------------------------------------------

Cześć! O to kolejny rozdział! :)
Wiem nudny i pewnie krótki, ale głowa mnie już bolała  wgl XD
Ale mam na dzieję, że wam się podoba!!
Na Zanesse sobie trochę poczekacie,Pozdrawiam Wiśnię, która czyta ten blog X'D

niedziela, 25 października 2015

 Rozdział 1, Przyjaciel?

W mieście Albuquerque żyła sobie pewna 20 letnia dziewczyna, Vanessa. Miała
piękne czekoladowe oczy. Była brunetką ze zgrabną sylwetką. Była zwykłą dziewczyną,
nie była tak sławna jak typu "Selena Gomez", "Rihanna". Od małego dziecka zaczęła
chodzić na zajęcia ze śpiewu. Po kilku latach zrezygnowała. Gdy miała 13 lat, zaczęła
chodzić na tańce. Chodzi na nie aż do teraz.

Zaczął się nowy dzień.
Vanessa jak zawsze wstała, poszła wziać krótki prysznic oraz przemyła twarz, myjąc
przy tym zęby. Uczesała się, zrobiła lekki makijaż oraz przebrała się. Wyglądała
ślicznie. Spakowała książki i zeszła na dół. Na dole czekało na nią śniadanie oraz
karteczka.
Wzięła ją do ręki i przeczytała:
"Vanessko, musiałam wyjechać na delegację, wybacz mi.
Ps. Obiad masz w lodówce, oraz zrobiłam Ci śniadanie.~ Mama"
-Znowu to samo...- powiedziała ze smutkiem.
-Czy kiedy kolwiek, spędze chociaż 1 tydzień z moją mamą?- powiedziała w myślach dziewczyna.
Usiadła przy stole i zaczęła jeść swoje śniadanie. Po zjedzeniu, wzięła klucze i
wyszła z domu, zamykając przy tym drzwi. Szła na piechotę, gdyż nagle zobaczyła swoją
przyjaciółkę, która szła w stronę szkoły. Była to Ashley. Najlepsza przyjaciółka Van.
Miała blond włosy, brązowe oczy, była szczupła a zarazem zgrabna. Chodzi razem z Vanessą
na tańce. Świetnie sie przy tym bawią.
Dziewczyna ani chwili się nie zastanawiając pobiegła do blondynki.
-Hej Ash! Poczekaj na mnie!- krzyczała brunetka.
Ashley odwróciła się, zobaczyła że biegnie do niej Vanessa.
-Cześć kochana!-powiedziała blondynka, gdy Van była już koło niej.
-Jak Ci minął weekend?-Spytała ją brunetka.
-Jak zawsze, czyli da się przeżyć, a Tobie?-odpowiedziała, zadając przy tym pytanie.
-Nudno, mama wyjechała na delegację, a mnie zostawiła samą..-odpowiedziała.
-Hej, nie przejmuj się! Jak chcesz przyjdę do Ciebie na noc z Monique. Co Ty na to?-
spytała blondynka.
-No pewnie! Co ja bym bez Ciebie zrobiła.-odpowiedziała Van.

Właśnie dochodziły do szkoły, po drodze spotkały ich koleżankę, Monique.
Młoda, bystra, mądra, średniego wzrostu dziewczyna. Miała czarne włosy, była mulatką.
Przywitały się i weszły do szkoły.
Pierwsza była lekcja Matematyki.
Vanessa uwielbiała matematykę, lecz najbardziej chemię.
Zadzwonił dzwonek, wszyscy weszli do klasy i usiedli w ławkach.
-Witam was-powiedziała nauczycielka.
-Dzień dobry.-powiedziała cała klasa chórem. [...]
I tak minęły wszystkie lekcję.
Pożegnałam się z dziewczynami i poszłam do domu.


Otworzyłam drzwi, rzuciłam w kąt plecak i pobiegłam do pokoju.
-Ech..i co ja mam tu sama robić? Dziewczyny będą dopiero o 20..-powiedziała sama do siebie
brunetka.
-Wiem!- krzyknęła.
-Pójdę na spacer, pobiegać.
Dziewczyna ubrała swoje ulubione buty do biegania, nike.
Wyszła z domu i zamknęła dobrze drzwi.


Biegała już ponad 30 minut, aż dotarła do parku.
Było tu ślicznie. Fontanna, drzewa, dzieci biegające oraz bawiące się ze sobą, ławki.
Po prostu pięknie. Gdy tak myślała wpadła na kogoś...
-Ja..Prze..przepraszam- powiedziała wstydliwie.
-Nie, to ja przepraszam- powiedział po czym podał brunetce rękę, żeby mogła wstać.
-Tak w ogóle jestem Vanessa, Vanessa Hudgens.
----------------------------------------------------------------------------------


Hej ludziska!! :)
O to 1 rozdział mojego opowiadania. XD
Mam nadzieję, że nie wyszło aż tak źle, hmm?
Musiałam przerwać, żebyście mieli na co czekać!! :D
Tworzę ten blog w 2015, więc nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta Zanesse :(
(Zac Efron, Vanessa Hudgens). Wiem, że oni nie są już ze sobą, ale
ich nigdy nie zapomnę.
Do następnego rozdziału!! ^^
PS. WYBACZCIE, ŻE TAKI KRÓTKI, ALE NASTĘPNE BĘDĄ DŁUŻSZE OBIECUJĘ!

sobota, 24 października 2015

BOHATEROWIE

  
Przystojny, silny, z niebieskimi oczami brunet o imieniu Zac Efron. Ma 20 lat.
Nie wie co czuję do Vanessy. Miłość czy po prostu zauroczenie? ;)






 Piękna , brunetka z brązowymi jak czekolada oczami. O imieniu Vanessa Hudgens. Ma 20 lat. Nie ufa zbytnio Zacowi. Lecz po pewnym czasie może się to zmienić.. ;)




Śliczna, mulatka z krukowatymi włosami o imieniu Monique Coleman. Chodzi z Van do klasy, także ma 20 lat.
Jej ulubionym przedmiotem jest Matematyka.





Szczupła, prześliczna blondynka o brązowych oczach. Ma na imię Ashley Tisdale. Jest najlepszą przyjaciółką Van.
Pomaga jej w trudnych chwilach, a w szczególnie takich jak Zac.. :)





Umięśniony, przystojny mulat z afro. Najlepszy kolega Zac'a. Pomaga mu jak tylko może.
Czasami wkurza go zachowanie bruneta.






Dawny chłopak Van. Każda dziewczyna na niego leci. Oprócz Van, która go nienawidzi.
Prawdopodobnie to brat Zac'a..

I inni! ^^

Serdecznie was zapraszam do czekania na 1 rozdział <3
Postaram się go dodać jak najszybciej, buziaki!

/Saszanka/ 
Trochę o mnie!
  Cześć! ^^ Witajcie na moim nowym blogu! Postanowiłam pisać tu moje
opowiadania o Zanessie. Tak wiem, oni nie są już razem. Ale w moim sercu
nadal zostaną. Dlatego piszę te opowiadanie. To mój 2 blog, lecz 1 był o
grze Transformice "NIE CHCE DO NIEGO WRACAĆ XD". No i tak,
jestem Sasza. Mam kanał na yt, na którym nagrywam teledyski. Moją pasją
jest rysowanie, tańczenie i śpiewanie. Najbardziej lubię oglądać High School Musical,
nawet gdybym to oglądała ponad 100 razy to i tak by mi się to nie znudziło <3
Mój blog nie jest aż tak dopracowany.  Ten blog powstał dzięki Loui, która
chciała, żebym go założyła X'D Mam nadzieję, że moje opowiadanie wam się spodoba.
Staram się jak mogę, żeby  były idealne te rozdziały ^^. To do zobaczenia!

Ps. Jeśli chciałbyś zajrzeć na mój kanał, to moja nazwa to Thesaszalps ^^

Pozdrawiam! /Saszanka/