czwartek, 29 października 2015

Rozdział 4 Podoba mi się twoja fryzura...

Milimetr był aby ich usta się złączyły. Lecz tą chwilę przerwała Ash.
Szybko od siebie się oderwali.

A: Hej Van, i Zac!
Z: Kim jesteś? I skąd znasz moje imię?
V: Zac to jest Ashley, moja najlepsza przyjaciółka.
Z: Aha, miło mi Cie poznać, Ashley.
A: Mi Ciebie też Zac. Hmm..może przejdziemy się do kawiarni po szkole? Jest niedaleko stąd.
Z: Mi pasuję.
V: Mi też!

W końcu lekcję się skończyły. Wzięli potrzebne im rzeczy i poszli.
 Gdy znaleźli się już w kawiarence poszli zająć stolik.
Ash z Van usiadły, a Zac poszedł zamówić lody.

A: AAAA!!
V: Ash ciszej, o co tym razem chodzi?
A: Chciał Cię pocałować!!
V: Uspokój się! Dobrze, że do tego nie doszło, minęły 2 dni i co? Tak nagle mam
mu zaufać?
A: Van na co Ty czekasz! Widać, że go kochasz.
V: Ash, ja nie jestem pewna do tego uczucia, ja nie mogę się tak szybko zakochać..
A: Wszystko jest możliwe.

Po chwili przyszedł Zac z lodami.
Z: Smacznego.
Po chwili wszyscy zaczęliśmy jeść swoje porcję.
Było cudownie! Gadali o wszystkim o czym mogli. Tylko nie o swoich uczuciach
do siebie.
Wychodzili właśnie z kawiarni, odprowadzili Ash do domu i poszli do Vanessy.
Wpuściła go do środka, on na początku odmawiał, lecz potem ugiął się i wszedł.
Dziewczyna włączyła jakiś film, a potem zrobiła popcorn. Gdy przyszła z
popcornem, chłopak spał. Vanessę rozśmieszył ten widok. Wzięła z łazienki pastę
do zębów i zeszła do szatyna. Ciągle spał. Podeszła i namalowała mu wąsy i
okulary z pasty. Śmiejąc się po cichu wzięła koc i przykryła go.
Pocałowała go lekko w policzek i powiedziała:
V: Śpij dobrze mój..-zawahała się-przyjacielu.
Odeszła. Poszła na górę i od razu weszła do łazienki w celu ogarnięcia się.
Ubrała się w piżamę i położyła się na łóżku. Minuta nie minęła, a już zasnęła.

Następnego dnia, Vanessa poszła wszystko załatwić w łazience, po czym wyszła i
podeszła do szafki w której miała mikrofon. Wyjęła go i zaczęła śpiewać swoją
piosenkę, którą wymyśliła. Nazwała ją "Come back to me". Nie przejmując się,
że na dole jest Zac, nadal śpiewała.


Usłyszał jakieś odgłosy w postaci "śpiewu". Wstał leniwie i dopiero teraz się
zorientował, że jest w domu Vanessy. Uśmiechnął się sam do siebie. Po cichu
wszedł na górę i lekko uchylił drzwi. Zobaczył tam brunetkę, która ślicznie śpiewała
i tańczyła. W końcu, gdy skończyła śpiewać otworzył na oścież drzwi. Dziewczyna się
wystraszyła.
V: Zac! Puka się, a nie wcho...-nie dokończyła, bo jej przerwał.
Z: Przepraszam Księżniczkę, ale Pani mnie obudziła. A poza tym drzwi były uchylone.
V: Tak, tak jasne!-odwróciła się i udawała obrażoną.
Z: No ej, to nie moja wina, że nie zamykasz drzwi od pokoju.
V: Ha ha, śmieszne. Ja je zamykałam, grubasie!-zaśmiała się cicho, żeby nie usłyszał.
Z: Coś już Ci mówiłem na temat grubasa.
Vanessa nie wytrzymała. Wywaliła się na łóżko i głupio się śmiała z jego twarzy.
Ciągle miał na sobie pastę do zębów.
V: Do twarzy Ci w tych wąsach i okularach!-znów się śmiała.
Z: O co Ci chodzi? Przecież ja nie...-i wtedy dotknął swojej twarzy. Na rękach miał
pastę. Teraz wyglądał jeszcze śmieszniej w tej rozmazanej paście!
Z: Vanessa..! To twoja sprawka, tak?
Van nic nie odpowiadając uciekła szybko ze swojego pokoju i schowała się w
szafie na dole. Zac szybko zszedł i szukał brunetki. Nie mógł jej nigdzie znaleść.
Martwił się, że źle odebrała jego słowa i wybiegła. Lecz nagle usłyszał chichot, który
dochodził z salonu. Podszedł, słyszał go jeszcze głośniej. Otworzył szafę, a tam
Vanessa skulona w kulkę ze śmiechu. Zac szybko ją złapał i przerzucił ją przez ramię.
V: ZAC PUŚĆ MNIE,GRUBASIE
Z: Chyba śnisz.
V: Głupek!
Z: Sama jesteś głupek.
V: Osz ty!-biła go rękami po plecach, lecz nie poskutkowało.
Z: Dzięki za masaż.
V: Ugh! Kiedyś mi za to zapłacisz!
Z: Haha, bardzo śmieszne, Vanessko.
Zaczął nią kręcić. Potem wziął ją na barana i biegał z nią po domu.
Dziewczyna się śmiała do bólu. Nie mogła nad sobą zapanować.
Aż w końcu spadła z jego pleców na dywan. Śmiała się jak głupia.
Z: Van nic Ci nie jest?
Nagle po tych słowach Van przyszedł pomysł, że będzie udawać nie przytomną. Nie odezwała
się. Zac był przerażony. Przed chwilą się śmiała, a teraz umilkła. Poklepał ją lekko
po policzku, nic. Potem sprawdził puls. Oszukała go.
Z: Van, jak mogłaś.
V: Masz za swoje głupku!
Wstała i pomaszerowała do pokoju. Opadła na łóżko. Zaczęła sobie nucić piosenkę, którą
stworzyła. Nigdy się nikomu nie chwaliła, że tworzy piosenki. Tak strasznie chciałaby
zostać sławną osobą. Dawać autografy, paparazzi by jej robiło zdjęcia, śpiewanie na
koncertach. "To by było coś" pomyślała. Nagle te rozmyślenie przerwał jej Zac.
Skoczył na łóżko, po czym ona się odbiła i upadła na podłogę.
V: ZAC! To bolało..
Z: Przepraszam, już tak nie będę.
V: Nie będziesz masz rację, bo już nigdy tu nie przyjdziesz.
Vanessa powiedziała to specjalnie, chciała zobaczyć jak zareaguję.
Z: Dlaczego? Przepraszam, wybacz mi. - podał jej rękę, żeby mogła wstać, ale
ona zamiast podać mu rękę, walnęła go ręką w jego rękę.
V: Pff, dzięki za piąteczkę.
Z: Ja Ci podałem rękę, żebyś mogła..- wtrąciła się.
V: Boże głupku! Nie znasz się na żartach! Oczywiście, że będziesz mógł tu przychodzić
kiedy chcesz! Nawet codziennie.- zaśmiała się z jego naiwności.
Z: Powinienem już iść moja Księżniczko, wyglądam jak brudny cwel.
V: Podoba mi się twoja fryzura, którą teraz masz..- "VAN JAK MOGŁAŚ TO POWIEDZIEĆ NA GŁOS? GŁUPIA TY"- skarciła się w myślach.
Z: Czy to miał być podryw, koleżanko?- powiedział z chytrym uśmieszkiem.
V: Yyy.. Nie, znaczy... Nie, chyba nie..
Z: Śmieszna jesteś, ale niestety muszę je ułożyć, bo tak to mam nie ład na głowie.
V: Jak tam chcesz, Zacusiu.
Z: Hej, nie mów do mnie tak. Czuję się wtedy jak dziecko.
V: Dobrze Panie Efronie Bulwersowniku.
Z: Van zabiję Cię.
V: Ciekawe jak, głupcu.
Z: Jeszcze raz tak powiesz, a po Tobie.
V: Ok, mordeczko.
Z: Już po Tobie!
Vanessa szybko uciekła na dół, śmiała się aż do płaczu. Nagle przybiegł Zac.
Złapał ją od tyłu. Ona się wystraszyła. Obrócił ją w swoją stronę.
Patrzyli sobie głęboko w oczy. Nagle Zac się odezwał.
Z: O to moja kara..
Lekko musnął jej wargi na co ona to odwzajemniła. Dziewczyna stała bez ruchu.
Ciągle patrzyła się na niego. Nie byli jeszcze parą, ale żeby nie było.
To był przyjacielski lekki pocałunek. Nic więcej.
Z: To ja już pójdę.. Do jutra Księżniczko. Lub do dzisiaj..
V: Nie, zostań.
Z: Muszę naprawdę iść..- wtrąciła się szybko.
V: Nie musisz, prooszę.
Z: No, jeśli tak ładnie prosisz.
V: Grubas.
Z: Nie nazywaj mnie tak, wymyśl coś innego, bo ja nie jestem grubasem.
V: No, ale..-myślała- To będziesz...mendą.
Zac się śmiał jak głupi. Vanessa się tylko na niego dziwnie patrzyła. Potem sama
zaczęła się śmiać.
V: Dobra chodź tu. Trzeba Cię jakoś przygotować.
Poszli na górę, Vanessa wyprasowała jego ubrania, On tylko głupi się patrzył.
V: No i co się tak głupio gapisz? Nigdy nie widziałeś dziewczyny prasującej ubrania
jakiegoś chłopaka?-nie patrzyła się na niego, bo wiedziała, że się na nią gapi.
Z: Właściwie to nie.-Zac wpadł na pomysł-Van popatrz, jaka ładna tęcza za oknem!
Van nie interesowała, żadna tęcza. Więc nic nie odpowiedziała ani się nie odwróciła.
Z: "hmm"- pomyślał- Van, twój ulubiony szampon Ci się wylał cały do wanny!
Vanessa kochała ten szampon. Był on bardzo drogi, więc nie za często go kupowała.
Nie wiedziała, że to żart i się odwróciła. Oniemiała. Patrzyła na Zaca bez koszulki.
"NO SUPER, NABRAŁ MNIE"-pomyślała. Szybko się odwróciła z powrotem i nic nie mówiąc
znów zaczęła prasować.
V: Zac, zrobiłeś to specjalnie!
Z: Żebyś wiedziała!-zaśmiał się triumfalnie.
V: Głupek do potęgi drugiej.
Z: No co? Nie podobam Ci się?
Vanessa zemdlała z wrażenia. Co on sobie myśli, że jest taka łatwa do zdobycia?
No to się chyba pomylił. Myślał, że odpowie jej "No, podobasz mi się, kocham cię!".
No jednak tak nie było.
V: Co Ty sobie myślisz? Że co? Że powiem "Ale jesteś piękny zostaniesz moim
chłopakiem?" No chyba nie.
Z: Nie o to mi chodziło, księżniczko. Chodziło mi czy Ci się podobam, a nie, że mnie kochasz.
V: To i tak to samo. A co do tego podobania się... Ładny jesteś, ale no sory. Znamy się
nie całe 4 dni. A ja nie jestem taka łatwa do zdobycia.
Z: Czyli Ci się podobam?
V: Ja wcale tego nie powiedziałam! Debil.
Z: Jestem twoim debilem.
Van się zaśmiała i przytuliła do niego na co on tylko powiedział:
Z: Muszę iść..
V: Nieee..
Z: Muszę..
V: Nie, zostaniesz tu i pójdziemy razem na zajęcia.
Z: Dobra, a tak w ogóle, mogę już założyć tą bluzkę co uprasowałaś?
Vanessa teraz oprzytomniała, że się przytula do jego klatki piersiowej, nagiej.
Odsunęła się i rzuciła mu koszulkę w twarz.
V: Ups! Przepraszam.- zaśmiała się.

Poszedł do łazienki się ubrać. Umył twarz. Bo tyle na razie mógł zrobić. Włosy poprawił
trochę. Wyszedł. Poszli w stronę drzwi i szli na zajęcia. Gdy już dochodzili usłyszeli
czyjeś krzyki. Postanowili szybko pobiegnąć. Krzyk dochodził z szatni dziewczyny.
Powiedziała Zac'owi, żeby został przy drzwiach, na wypadek gdyby to było coś poważnego.
Weszła do środka. To co zobaczyła było straszne...


C.D.N


------------------------------------------------------------------------------
Cześć! ^^
Jestem zuaa, przerwałam w takim momencie!
Ale nie martwcie się ^^  Jutro dodam kolejny, papa ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz