wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 17 Boje się..

Nie mogłam uwierzyć, że to ona.. Siostra Adama. Spojrzałam na nią. Płakała w mój płaszcz. Przytuliłam ją bardziej do siebie. Dziewczyna popatrzyła się na mnie i znowu zaczęła płakać.. Bałam się o nią i o Adama.. Miałam nadzieje, że wyjdzie z tego. Płakałam razem z Dominiką.. Czekałyśmy prawie 4 h na lekarza.. W końcu przyszedł.

L: Dzień dobry, Pani Vanessa Hudgens?
V: Tak to ja.. co z Adamem?
L: Czuje się o wiele lepiej, lecz nadal się nie wybudził.
V: Dziękuje za informacje..-lekarz odszedł. Usiadłam na krześle i lekko się uśmiechnęłam..
D: Vanessa, czemu się uśmiechasz?
V: Ciesze się, że przynajmniej lepiej się czuje..
D: Hmm.. A tak w ogóle..-popatrzyłam na nią- przepraszam, że ciebie wyzywałam.. Jesteś na prawdę dobrą, mądrą i troskliwą dziewczyną.. Inne dziewczyny Adama  po prostu go wykorzystywały.. Leciały tylko na kasę.. Wybacz..- widziałam jak ma łzy w oczach..
V: Spokojnie, wybaczam Ci..-uśmiechnęłam się do niej. Wstałam i poinformowałam siostrę Adama, że idę na sale. Posłuchała mnie i czekała aż wrócę. Otworzyłam powoli drzwi do sali. Weszłam. Rozejrzałam się. W końcu mój wzrok  zatrzymał się na Adamie, który słodko spał. Podeszłam do niego. Tym razem fryzurę miał opadniętą i rozczochraną. Usiadłam na krzesełku obok. Złapałam go za dłoń. Była taka... Gorąca.. Łzy zaczęły znowu spływać po policzkach.. Bawiłam się jego palcami.
V: Adam, nie umrzesz? Prawda? Nie zostawiaj mnie tu samej.. Proszę..- pogładziłam go po policzku. Nie odpowiedział nic.
V: Adam.. Proszę..-położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Słyszałam jak oddycha. Czyli mam pewność, że żyje! Boże dziękuję Ci!  Dotknęłam jego czoła. Gorące.. Pewnie ma gorączkę..Popatrzyłam się na niego. Te słodkie dołeczki..

V: Adam.. Wiem, że śpisz, ale.. Uwielbiam kiedy się uśmiechasz.. Te twoje dołeczki są takie.. Słodkie.. -złapałam go za szyje. -Muszę już iść.. - zbliżyłam swoją głowę do jego. Nasze czoła się stykały.. Aż doszło do pocałunku.. Zamknęłam oczy.. Czułam się jak we śnie.. Chciałam żeby ta chwila trwała dłużej, lecz do sali weszła jego siostra.. Oderwałam się od Adama i popatrzyłam na Dominikę. Uśmiechnęła się do mnie. Nie wiedziałam o co chodzi.. Pokazała palcem na łóżko szpitalne. Nie wierze. Adam, który niedawno był nieprzytomny, obudził się. Strasznie się cieszyłam! Podbiegłam do niego  i przytuliłam.

A: Gdzie.. ja jestem?
V: W szpitalu, martwiłam się o ciebie..
A: Czy ty tu czekałaś aż się obudzę?
V: Tak..
A: Mogłaś przecież pójść do domu..
V: Nie rozumiesz, że ja taka nie jestem?!
A: Czyli to ty mnie pocałowałaś?- podniósł brwi ku górze.
V: Co.. Ja.. 
A: Ćśś.. Nikomu nie powiem, to nasza tajemnica..- puścił mi oczko.
V: Dobrze..A tak w ogóle dobrze się czujesz?- uśmiechnęłam się.
A: Da się przeżyć.. A co tu robi ta idiotka?..-popatrzył na swoją siostrę.
V: Dominika, wejdź.-dziewczyna weszła do sali.- To ja was zostawię samych!-wyszłam szybkim krokiem. Siostra Adama powoli podeszła, a ja zamknęłam drzwi. Słyszałam jak sobie wszystko tłumaczą a następnie przepraszają. Jak dobra, troskliwa rodzina.. Ech.. Czekałam, czekałam i czekałam..  Po krótkiej chwili wyszła cała w skowronkach. Podeszłam do niej i przytuliłam. Oderwałyśmy się od siebie i weszłyśmy jeszcze do  Adama, żeby się pożegnać. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie, a Siostra go przytuliła.

A: Tylko w policzek?- zmarszczył swoje czółko i zrobił smutną minkę.
V: A czego Ty oczekujesz?-zaśmiałam się.
A: Może w inne miejsce?-pokazał na swoje usta.
V: Adam...
A: No co- zaśmiał się.
V: Tu jest twoja siostra poza tym, obudź się!
D: Spokojna twoja rozczochrana! Nie jestem już dzieckiem, więc no śmiało!
V: Ale ja nie powinnam..
A: Nie to nie!- odwrócił się do nas plecami.
Podeszłam do niego i lekko go pocałowałam w usta. Chłopak oddał pocałunek tylko o wiele dłuższy. Uśmiechałam się pomiędzy pocałunkiem. Ale.. Czy ja dobrze robię? Niedawno zerwałam z chłopakiem, a to trochę dziwnie wygląda. Zamknęłam oczy. Nadal go całowałam. Nie obchodziło mnie, że koło nas jest Dominika. Powoli oderwaliśmy się od siebie. Popatrzyłam mu w oczy.. Śliczne jak zawsze.. Te iskierki tańczące w jego oczach.. Pogładziłam go po policzku. Był gorący jak zawsze.. Wstałam, lecz szatyn złapał mnie za nadgarstek. Moje policzki stały się czerwone.

A: Kiedy znowu przyjdziesz?
V: Jutro.
A: Będę czekał..
V: To cześć..- zarumieniłam się jak głupi, durny, czerwony burak..

Wzięłam Dominikę za rękę i razem z nią wyszłam z pomieszczenia. Dziewczyna się zaczęła śmiać. Nie wiedziałam o co chodzi. Puściłam jej rękę i stanęłam na przeciwko niej. 

V: Z czego się śmiejesz?
D: Z was!-złapała się za brzuch i coraz głośniej się śmiała.
V: Co, ale, jak to, co?!
D: Aż tak się go wstydzisz?
V: Ja się go nie wstydzę tylko wiesz.. Można powiedzieć, że byłam w tej samej sytuacji co on..
D: Czyli.. Ciebie też.. wykorzystywali?- przestała się śmiać.
V: Tak, więc teraz się boję byle jakiemu chłopakowi zaufać..
D: Ej no, uwierz mi. Adam taki nie jest.. A jakby cię skrzywdził, przywaliłabym mu!!
V: Dziękuje Ci za wsparcie..-przytuliłam ją do siebie i zaczęłam iść razem z nią do domu. Gadałyśmy, śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy jak prawdziwe siostry. Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy. Dotarłyśmy pod jej dom. Chciałam już pójść, lecz dziewczyna zaproponowała, żebym została na noc. Ja odmawiałam, lecz w końcu uległam jej zaproszeniu. Weszłam do ich dużego domu. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na wieszaku. Buty odłożyłam na półeczkę z innymi. Weszłam razem z Dominiką na górę. Pokazała mi gdzie będę spała i poszła do swojego pokoju. Ja miałam spać w Adama. Otworzyłam drzwi do chłopaka pomieszczenia i weszłam. Przypomniało mi się, gdy byłam tu pierwszy raz.. Gdy mnie uratował.. Nie wiem co by się stało gdyby nie on. Podeszłam do jego szafki. Strasznie dużo misiów, pewnie od widzów. Tła do nagrywania, statyw, kamery, komputer.. Musiał wydać na to pewnie z 20 tysięcy. Jego stanowisko było całe zawalone rupieciami. Koło niego była ściana z rysunkami od ciuraków. Widać, że mają wielki talent. Wzięłam z półki wielkiego misia Andrzeja i opadłam na łóżko. Spojrzałam za okno, które było przy stanowisku Adama. Wstałam i zaczęłam sprzątać pokój. Nie miałam co robić, więc nic się nie stanie, jak posprzątam. Najpierw zaczęłam od biurka. Śmieci wyrzuciłam do kosza, a inne rzeczy, które są potrzebne szatynowi do nagrywania położyłam na jego półce. Gdy zanosiłam kamerę, upadła mi na dywan. Wystraszyłam się.. Przykucnęłam i podniosłam ją. Zobaczyłam, że na kamerze włączył się filmik, który nagrywał Adam, gdy byłam u niego.. Przejechałam palcem po ekranie. Zaczęłam się śmiać. Filmik się skończył. Chciałam zobaczyć inne jego filmy, ale tak nie wypada. Wstałam z kamerą w ręku i postawiłam ją na półce. Tła do nagrywania ustawiłam koło siebie. Statyw położyłam przy ścianie, ale nie za bardzo, ponieważ mogłaby się ściana porysować. Gdy skończyłam usiadłam ze zmęczenia na fotelu. Odetchnęłam z ulgą, bo na prawdę wielki miał tu bałagan. Wyjęłam z kieszeni iPhone i sprawdziłam, która godzina. 22:00. O matko, ile ja tu musiałam sprzątać. Wstałam z fotela i poszłam do łazienki. Najpierw zapukałam, bo bałam się, że znowu będzie tam Dominika. Z łazienki wyszła jego siostra. Uśmiechnęłam się do niej i weszłam. Postanowiłam najpierw się umyć. Odkręciłam wodę i posmarowałam się żelem do kąpieli. Następnie nałożyłam na moje włosy szamponu. Zaczęłam go rozprowadzać po głowie. Zmyłam ze swojego całego ciała płyn, a następnie polałam wodą włosy. Wyszłam z kabiny i ubrałam się w moje rzeczy. Zamknęłam drzwi od łazienki i zapukałam do pokoju Dominiki.

D: Wejdź!- uchyliłam lekko drzwi.
V: Śpisz?
D: Nie, i czemu jesteś w tych ubraniach co byłaś?
V: Hmm.. Może dlatego, że pewna dziewczyna chciała żebym została na noc, a nie mam nic do przebrania?
D: No dobra, dobra! Już nie przesadzaj! Chodź za mną, pożyczę Ci coś.- pociągnęła mnie za rękę i weszłyśmy razem do pokoju Adama. Puściła mnie i podbiegła do szafy, wywalając różne rzeczy. Patrzyłam się na nią i co jakąś chwile się śmiałam. W końcu siostra szatyna wyjęła czerwoną bluzkę. Rzuciła nią we mnie.
D: Może być?
V: Tak, raczej będzie w sam raz, dzięki.
D: Nie ma za co.. Yyy.. Czemu tu tak czysto? Pierwszy raz..
V: Posprzątałam tu trochę.
D: Vanessa, przecież nie musiałaś!! On miał to sprzątać!
V: Spokojnie, nie miałam co robić!
D: Następnym razem, gdy zobaczę sprzątającą cię to nie wiem co Ci zrobię!! Nie wykonuj za niego obowiązków!
V: Dobrze!-zachichotałam.-A teraz idziemy spać!
D: Nie! Tego to już mi nie zabronisz!
V: Mam ukończone 18 lat, i się tobą opiekuje Domi!
D: Ale.. Ale..!
V: No dobra, możesz jeszcze chwile posiedzieć.
D: Dzięki! Dobranoc!-wybiegła z pokoju.
V: Dobranoc..- powiedziałam już sama do siebie.
Przebrałam się w rzecz, którą dała mi siostra Adama. Pachniała.. Tak ładnie.. Adamem.. Położyłam się na łożku i wtuliłam się w kołdrę. Mięciutka.. Hmm.. Tak sobie myśle.. Czy Adam powiedział swoim widzom, że jest w szpitalu i nie może nic narazie nagrać? A może do niego zadzwonię? Nie.. jest 24, a on pewnie śpi.. Nie ma mowy, jutro zadzwonię z samego rana, jak wstanę! A co do moich zajęć z tańca.. Wypisałam się z nich. Nie chciałam już widzieć Zac'a na oczy.. Nadal miałam jego numer telefonu, lecz nie mogę już być z nim.. Nie potrafię mu tego wybaczyć.. Przestałam w końcu myśleć, a następnie zamknęłam powieki i usnęłam..

Poczułam jak ktoś mnie szturcha. Tak bardzo nie chciało mi się wstawać.. No, ale szturchanie było coraz mocniejsze. Powoli otworzyłam oczy. Dominika. Odwróciłam się na drugą stronę i udawałam, że śpię. Znowu poczułam jak mnie szturcha, a zarazem bije. Podniosłam się na siedząco i z przymrużonymi oczami popatrzyłam na nią.
V: Co jest?- powiedziałam półprzytomna.
D: No wstawaj! Jedziemy do szpitala! Dzwonili!
V: Co mówili?
D: Że Adam o wiele lepiej się czuje i ma już wszystkie badania zrobione oraz założyli mu bandaż na nos! No chodź!
V: Na prawdę?! Już wstaje!!- szybko podniosłam się na nogach i poszłam się przygotować. Wzięłam swoje ubrania i przebrałam się w nie. Wyjęłam perfumy z torby i popsikałam się nimi. Nałożyłam na swoją twarz lekki makijaż. Wzięłam swoją szczotkę do włosów i uczesałam się. Zeszłam na dół i nałożyłam na siebie buty, a następnie mój płaszcz. Zawołałam Dominikę, żeby zeszła na dół. Po kilku minutach zeszła i ubrała się w swoją kurtkę. Założyła buty i razem z nią wyszłam z domu. Poszłyśmy na autobus. Akurat, gdy doszłyśmy przyjechał pojazd. Weszłyśmy do niego. Skasowałam bilety i usiadłam koło Dominiki. Chciało mi się spać.. Oparłam głowę o szybę.. Miałam już usnąć, gdy poczułam jak siostra Adama mnie szturcha. Oznaczało to, że już dotarłyśmy. Otrząsnęłam się i wstałam z miejsca. Złapałam Dominikę za rękę        i wyszłam razem z nią. Musiałyśmy jeszcze trochę przejść na piechotę. W końcu dotarłyśmy pod szpital. Weszłyśmy do wielkiego budynku i poszłyśmy do recepcji. Pani pozwoliła nam wejść do sali. Szliśmy w stronę sali w której leżał Adam, wtedy zobaczyłam Zaca, który siedział na krześle. Udawałam, że go tu nie ma. Szłam dalej. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za nadgarstek.. 
V: Zostaw mnie!- próbowałam się wyrwać z jego objęć.
Z: Vanessa chciałem cię przeprosić..
V: Mnie?! Jesteś chory na mózg! Przez Ciebie Adam leży w szpitalu!- wyrwałam mu się.
D: Zostaw ją, cwelu!-walnęła go w nogę.
Zaczęłyśmy uciekać. Trzymałam Dominikę za rękę, bo nie nadążała za mną. Dotarłyśmy do sali. Szybko weszłyśmy i zamknęliśmy drzwi.  Podeszłam do Adama i wtuliłam się w niego. Bałam się, że znowu mu coś zrobi.
A: Co się stało?- usiadłam na krześle.
V: Zac tu jest..
A: Nie martw się.. Dzisiaj wychodzę ze szpitala i będę cię bronił, rozumiesz?-złapał mnie za dłoń.
D: No i ja!- podbiegła do Adama i przytuliła.
A: I tak jesteś brzydka.
D: To po bracie.- odepchnęła się od niego i usiadła na drugim krześle.
V: Kiedy wychodzi?
A: Właściwie to dzisiaj..
V: Jejku, jak się cieszę!
A: Tęskniłem, wiesz?
V: Umm.. Ee..
A: Wiem, że też tęskniłaś.
V: No może..- zaśmiałam się.
D: A za mną to nie tęskniłeś!
A: Tęskniłem, durnoto.
D: Też Cię nie lubię!
A: I wzajemnie.
D: A wiesz, że Van spała u nas?
V: Co.. Ja..- byłam czerwona jak burak.
A: Rozumiem.

I tak rozmawialiśmy przez jakieś 3 godziny, aż wybiła godzina 16. Poszłam po lekarza i spytałam czy Adam może już wyjść. Mógł już się wypisać. Poszłam po Dominikę i Adama. Gdy weszłam do sali widziałam jak siostra mu pomaga wstać.. To było słodkie.. Ja zatem pomogłam mu się ubrać w kurtkę i buty. Adam ciągle zrzędził, że jego fryzura wygląda okropnie i, że nie może tak wyjść. Dałam mu czerwoną czapkę. Nałożył ją na siebie i razem z Dominiką wyszliśmy. Podeszliśmy do recepcji, żeby wypisać Adama. Pani wypisała szatyna. Wyszliśmy z budynku i szliśmy w stronę domu Adama. Wzięłam go za rękę i oparłam swoją głowę o jego ramie. Dominika szła śmiejąc się z nas. Potem zaczęłam gonić Dominikę i ją łapać. Szliśmy tak rozmawiając, przytulając. W końcu dotarliśmy. Adam otworzył drzwi do domu i wszyscy weszliśmy do środka. Gdy oni zdejmowali z siebie kurtki, pożegnałam się z nimi. Adam chciał, żebym została, a nawet nalegał. Uległam propozycji szatyna i zostałam. Dominika poszła do swojego pokoju, a ja z Adamem do jego. Gdy weszliśmy szatynowi opadła szczęka. Zaczęłam się z niego śmiać.
V: Coś się stało?
A: Cz-czemu tu jest tak.. Czysto?!
V: Posprzątałam!- zachichotałam i opadłam na łóżko.
A: Ale.. Po co? To mój obowiązek, a nie twój..
V: Tak, tak. Wiem, ale nie miałam co robić. Masz coś do mnie?- patrzyłam na sufit. W tej chwili był bardzo interesujący.
A: Tak, mam.- Adam rzucił się na łóżko i zaczął mnie łaskotać.
V: Przestań!! J-już!!-śmiałam się jak głupia.
A: Ale mam przecież coś do Ciebie!!
V: S-sory no!!
A: Tylko tyle?
V: Głupek!
A: No nie ładnie!
V: A masz!- obróciłam się na brzuch.
A: I tak Cię będę łaskotać!
V: No chyba nie!- spadłam z łóżka na dywan.
A: Van, nic Ci nie jest?- mówił pomiędzy śmiechem.
V: To bolało..-zakryłam swoją twarz kolanami.
A: Chodź tu do mnie.-podszedł do mnie i przytulił.
V: Teraz właśnie tego potrzebowałam..
A: Będę przy Tobie do końca mojego życia..
V: Dziękuje..
A: Wszystko dla Ciebie.. Chodź przejdziemy się, co ty na to?
V: Kocham spacery, więc na co czekamy!- wstałam i szybko zeszłam na dół.
A: Ach ty klopsie..

Byłam już ubrana w mój płaszczyk i botki. Czekałam na Adama. Ciągle czegoś szukał. To w swoim pokoju, To w Dominiki, to w salonie.. Biegał po całym domu. W końcu znalazł swoją czapkę. Ubrał się i razem z nim wyszłam. Tym razem nie złapałam go za rękę.. Sama nie wiem czemu.. Takie mam dziwne uczucie... Nie do opisania.. Może się boje? Ale czego?! Ja już sama nie wiem.. Szliśmy przed siebie. Spoglądałam czasami na szatyna. Słodko wyglądał.. Śliczne oczy.. Dobra Van, koniec tego wymieniania, bo zaraz się zakochasz.. A może już się zakochałam? Nie to raczej nie możliwe.. Spokojnie szłam przed siebie. Poczułam ciepło na mojej ręce.. Adam.. Uścisnęłam jego rękę. Uśmiechnął się do mnie. Spojrzałam w prawo, zobaczyłam tam Zac'a, który pił piwo. 
V: Adam, poczekasz tu?
A: A gdzie idziesz?
V: Usiąść na ławce.
A: To idę z Tobą.
V: Dobrze, a kupisz mi coś do picia?-popatrzyłam się na niego.
A: Pewnie, ale masz czekać na tam tej ławce.- pokazał palcem.
V: Dobrze, dziękuje..-puściłam jego rękę i poszłam.

Usiadłam. Rozmyślałam co powinnam teraz zrobić.. Mieć chłopaka czy sobie odpuścić? Ech.. Jestem głupia na poważnie. Wypuściłam powietrze. Poczułam smród piwa.. Nienawidziłam tego zapachu.. Spojrzałam w prawo.. Boże, Zac.. Wyglądał jak jakiś cwel.. Usiadł koło mnie..
Z: Elo mała..
V: Weź spadaj, ty gówniarzu!
Z: Co powiedziałaś?
V: To co słyszałeś!
Z: Słuchaj gówniaro..-złapał mnie za gardło.- jeśli zrobisz mi małą przysługę nic Ci nie zrobię..
V: Puszczaj..-waliłam go w rękę.- Adam.. Pomocy..
Z: Ten twój kochaś nie przyjdzie, nikt Ci nie pomoże!- uśmiechnął się chytrze i szarpnął mnie za rękę.

Bałam się i to na poważnie.. Jedyne co miałam teraz w myśli to Adama.. Niech juz wróci.. Nie wiem gdzie on mnie prowadzi.. Błagam Adam.. Pomóż mi.. 
Doprowadził mnie do jakiegoś krzaka.. Co ja miałam zrobić?! Wyrywałam się, ale to na nic.. Płakałam.. Przystawił mnie do drzewa.. Całował mnie po szyi a potem zaczął rozpinać mi guziki w koszulce.. Adam pomóż mi.. Miał już całować moje usta, gdy nagle usłyszałam szelest liści.. Popatrzyłam w lewo.. Adam.. Jezu, nie wierze! Dzięki Bogu! Wywalił Zac'a na ziemie. Popatrzyłam ze łzami w oczach na Adama.. Złapał mnie za rękę i razem uciekliśmy w stronę parku. Dotarliśmy pod fontannę.. Od tej chwili nienawidziłam tego miejsca.. Zac się strasznie zmienił.. Nie chce go znać, na prawdę.. Usiadłam na murku, chowając twarz w rękach.. Znów płakałam... Poczułam jak ktoś mnie przytula.. Wtuliłam się w Adama..
A: Spokojnie.. Jestem już przy Tobie...
V: Adam on chciał mnie..-nie mogłam wypowiedzieć tego słowa, znów się rozryczałam.
A: Cicho.. Nikt cię już nie skrzywdzi, gdy jestem przy Tobie.. Obiecuje Ci to..- podniósł mój podbródek ku swej twarzy.
V: Na prawdę?..- popatrzyłam mu w oczy.
A: Przysięgam.. A jak cię ktoś skrzywdzi to pożałuje tego bardzo..-zbliżył swoje czoło do mojego. W tej chwili opierał swoje czoło o moje.
V: Dziękuje..- jego usta były coraz bliżej moich. Adam trzymał mnie jedną ręką za szyję, a drugą mój policzek. Zamknęłam oczy.. Poczułam na swoich wargach jego słodkie usta.. Czułam się jak we śnie.. Było kilka pocałunków, ale ten był jakiś.. inny.. Jakby był wypełniony miłością.. Nie był szybki, ani nic z tych rzeczy.. Raczej był powolny.. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.. Lecz w końcu się oderwaliśmy. Popatrzyłam na Adama. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam jak miał iskierki w oczach. Dotknęłam jego policzka. Ciepły jak zawsze.. Usiadłam mu na kolanach.
A: Już humor wrócił?-przytulił mnie w pasie.
V: Dzięki Tobie..- odwróciłam głowę w jego stronę.
A: To też twoja zasługa..
V: Tak.. Masz racje.. Dziękuje..
A: Nie ma za co.. Chodź, odprowadzę cię.
V: Dobrze.- zeskoczyłam z niego.- Idziemy!- wzięłam go za rękę i poszłam razem z Adamem do mojego domu..

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 16 I live only for you..

Obudziłam się. Otworzyłam powoli oczy. 2 w nocy. Przetarłam rękoma swoje powieki i wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się, od razu było mi lepiej. Jak co dzień poszłam  do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zrobiłam lekki makijaż. Następnie ubrałam się w jakieś ciuchy. Nie wyglądałam aż tak źle, muszę przyznać. Przypomniałam sobie , o tym wczorajszym chłopaku. O Zacu prawie zapomniałam. Także dziwiło mnie to, że wstałam o 2..Hmm.. Nie chciało mi się zbytnio spać, więc postanowiłam, że pójdę się przejść. To było trochę ryzykowne, bo w tych czasach wiadomo.. są mordercy, przestępcy itp..  Ubrałam na siebie czarny płaszcz i buty w kolorze szarym. Wyszłam z domu. Szłam przed siebie. Niebo było całe w gwiazdach.. wyglądało tak pięknie. Znalazłam się w bardzo mrocznym miejscu... Bałam się.. Czułam jak ktoś za mną idzie.. Zaczęłam biec.. Niestety, jestem niezdarą i gdy biegłam potknęłam się o kamień.. Upadłam na ziemie. Ktoś zaczął mnie bić po twarzy.. Nie mogłam krzyczeć.. Zatkał mi ręką usta.. Po co wychodziłam o tej porze! Przecież dobrze wiedziałam, że będzie taka możliwość, że ktoś mnie zaatakuję.. Jestem głupia i niemądra.. Zamknęłam oczy i zaczęłam płakać.. Bałam się, że umrę.. Nagle poczułam jak ktoś zepchnął ze mnie chłopaka i zaczął go bić pięściami. Otworzyłam zapłakane oczy. Dotknęłam swojej twarzy, cała spuchnięta. Strasznie mnie bolało.. Bałam się coraz bardziej.. Chłopak, który mi pomógł podał mi rękę. Złapał ją i dzięki jemu wstałam. Popatrzyłam na niego. Wyglądał mi znajomo. Miał na sobie kaptur. Zdjął go. Czyżby.. to..on?..
V: D-dziękuję..- przytuliłam go.

Czułam się źle, nie wiedziałam co się dzieję. Nogi mi się coraz bardziej uginały. Jedyne co teraz widziałam to ciemność, wielka ciemność..

Nie wiedziałam co się stało.. Czy ja.. zemdlałam? Otworzyłam oczy. Byłam w nie swoim domu.. Otworzyłam je jeszcze bardziej. Szok. Przede mną stał brunet, który patrzył się na mnie tymi zielono-brązowymi oczami. Były śliczne.. I to jego zmarszczone czoło..

A: Obudziłaś się.. Umm.. Zaprowadziłem cię do mojego pokoju.. Nie mogłem cię tam zostawić.. Wybaczysz?- opuścił swoją głowę.
V: Mam rozumieć, że to ty mnie uratowałeś?
A: Można tak powiedzieć..
V: Dziękuję Ci, gdyby nie Ty pewnie bym wylądowała w szpitalu..
A: Nie ma za co. A tak w ogóle.. po co wychodziłaś o tej porze?- podniósł swoją głowę i przeniósł wzrok na mnie.
V: Umm.. lepiej nie mówić..-lekko się zarumieniłam.
A: Szukałaś mnie?- zmarszczył swoje czoło, w tej chwili wyglądał słodko.
V: Ja.. Nie..-zakrył mi usta ręką.
A: Ćśś.. nie musisz nic mówić.
V: A tak w ogóle.. nie muszę Ci niczego wybaczać, uratowałeś mnie..-zdjęłam jego rękę z moich ust.
A: Ale ze mnie idiota.. wybacz nie przedstawiłem się.. Jestem Adam, a Ty?- uśmiechnął się.
V: Jestem Vanessa, miło mi Cię znowu widzieć.- uśmiechnęłam się do niego szczerym uśmiechem.
A: Tak, i to przez Ciebie!- pokazał język.
V: Przeze mnie? Ja tylko chciałam się przejść!
A: Tak, tak, jasne!-zaśmiał się.
V: No tak!- zrobiłam minę zbitego psa.
A: No dobra, wierze Ci- zachichotał.- Nadal boli cię twarz?
V: Tak.. ale już mniej.
A: Czekaj, może to Ci poprawi humor.-podszedł do półki z której wziął swoje "sławnego" misia.- Trzymaj.-podał mi go.
V: Czyżby to Andrzej?-zaśmiałam się i przytuliłam go do siebie.
A: Skąd to wiesz?- popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
V: Oglądam takiego youtubera, o nazwie  "Naruciak". I ma takiego misia jak ty! Dziwne..-zaśmiałam się, gdy zobaczyłam jego minę.
A: Proszę, nie mów mi, że jesteś moją fanką..
V: Oszalałeś? Żartowałam!-zachichotałam- po prostu wczoraj nie miałam co robić, więc weszłam na youtube. I zobaczyłam w kategorii "popularne" twoją twarz, więc kliknęłam i zaczęłam oglądać. Dowiedziałam się o Tobie zbyt nie wiele, ale i tak zawsze coś!
A: No dobra.. masz rację. Mam kanał na yt. Wiedz, że jestem dziwny..
V: Właśnie widzę!-pokazałam mu język.
A: Ej, nie pokazuj języka, bo Ci krowa nasika.- zaśmiał się.
V: Pff, już cię nie lubię!
A: Też Cię lubię! Dobra, odpoczywaj księżniczko. Przynieść Ci coś?- podniósł swoje brwi ku górze, a na jego czole było tak zwane "wifi". Zaśmiałam się.- No co? Z czego się śmiejesz?
V: Z twojego czoła.- próbowałam powstrzymać śmiech, ale na nic.
A: Już po Tobie!- podszedł do łóżka i zaczął mnie łaskotać.- przeproś!
V: Z-za Co!-śmiałam się jak głupia.
A: Jak powiesz coś miłego o mnie to przestanę lub przeprosisz!
V: N-no d-dobra!- mówiłam śmiejąc się.- P-przestań!
A: Nie, masz powiedzieć.
V: M-masz s-słodkie do-dołki, g-gdy się u-uśmiechasz!- wydarłam się.

Adam patrzył się na mnie jakby.. był.. zaskoczony? Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech. Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Poprosiłam go o szklankę wody, więc zaraz powinien przyjść. Jest może trochę dziwny, ale także zarazem słodki.. Co ja wygaduję! Van opanuj się.. Miało być koniec z chłopakami.. Ale to takie trudne.. Przecież.. bez drugiej połówki nie da się żyć.. nieprawdaż? Zac zaczął powoli mi przechodzić.. Nie czułam już do niego tego samego co kiedyś.. no.. może coś jeszcze trochę do niego czuję, a nawet tęsknie.. ale się nie poddam. Po kilku minutach przyszedł brunet. Podał mi szklankę wody i usiadł koło mnie. Wzięłam kilka łyków i odstawiłam ją na półkę. Adam zaczął grać na gitarze i śpiewać. Ja zaczęłam się z niego śmiać. Następnie zaczęliśmy ze sobą gadać jak najlepsi przyjaciele. Czułam jakbym go znała od dziecka. Zaczął mi opowiadać różne historię z jego życia. Potem puścił jakiś smutny film na którym płakałam, a on mnie pocieszał. Byłam szczęśliwa. Miło się z nim spędza czas.. nikt nie przeszkadza.. Adam wstał z krzesła i zaczął grzebać po szafkach. Wyjął z jednej kamerkę. Nie wiedziałam co chciał zrobić. Zauważyłam jak bierze ją w moją stronę. Schowałam się pod pościelą.

A: Hej witajcie! Z tej strony Naruciak, a dzisiaj z serii "Lenistwo".-zaśmiał się.
V: Co Ty robisz! Wyłącz to!!-wysunęłam swoją głowę spod pościeli.
A: Nie bój się, pokaż się moim widzom!
V: Nie!!
A: No chodź!-podał mi rękę.
V: Nie, a masz!-walnęłam go w rękę.
A: No weź, ja cię tak ładnie proszę!
V: Nie ma mowy, wyłącz to!
A: Nie!- zrzucił ze mnie pościel.
V: No Ej!-zakryłam twarz dłońmi. Udawałam, że płacze.
A: Hej, no nie płacz..-wyłączył kamerę- spokojnie, już nie nagrywam.-podszedł do mnie bliżej i mnie przytulił mocno.
V: Ha! Nabrałam Cię!-pokazałam mu język.
A: Andrzej i ja, cię już nie lubimy! Chodź, idziemy!-wziął swojego misia z łóżka.
V: No nie idźcie! Prooszę!
A: Przeproś.- zmarszczył swoje czoło.
V: No dobra.. przepraszam..
A: No to zostajemy!-odłożył misia na półkę.
V: Chodź tuu.-poklepałam wolne miejsce na łóżku. Chłopak posłusznie usiadł tam gdzie wskazałam.

A: Uśmiech!- zrobił mi zdjęcie.
V: Jak mogłeś! Głupek- zrobiłam smutną minkę.
A: Usunę to zdjęcia w zamian za wspólne selfie.
V: Nie, bo wyglądam brzydko.-zasłoniłam się dłońmi.
A: Nie prawda. No chodź, bo nie usunę tego zdjęcia!
V: No dobra! Ale masz mi pokazać jak je usuwasz!-przybliżyłam się bardziej do niego.
A: Proszę, i już z głowy.-pokazał mi usunięcie zdjęcia.
V: Ugh.. no dobra..
A: Uśmiech proszę!-złapał mnie za dwa policzki i uniósł ku górze.
V: Ała to boli!- zaśmiałam się.
A: Ii..uwaga!-kliknął przycisk, który zrobił nam zdjęcie.-Gotowe.
V: No i mówiłam, że brzydko wyjdę!-pokazałam rząd białych zębów.
A: No, brzydko wyszłaś.-pokazał mi język.
V: Nie lubię Cię, idę sobie!-wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki.


Wiedziałam, że on za mną idzie. Weszłam do pomieszczenia i schowałam się w kabinie prysznicowej. Strasznie było tu gorąco. Przykucnęłam i czekałam aż Adam mnie znajdzie. Chciało mi się śmiać. Usłyszałam otwieranie drzwi.. myśląc, że to brunet wyskoczyłam z kabiny i uwiesiłam się szyji. Coś trochę on był niski.. popatrzyłam się wprost. O kurcze.. okazało się, że to była siostra Adama.. Puściłam ją i odsunęłam się od niej. Patrzyła się na mnie jak wściekła baba, która została oszukana. Może to określenie jest dziwne, ale tak to wyglądało.



V: Umm..Przepraszam, myślałam, że to Adam..

D: A weź się zamknij! Nie chce widzieć Cię tu! WON!-nakrzyczała na mnie.

V: Dobra.. wybacz..
D: WYNOCHA!!-krzyknęła głośniej.


Posłusznie wyszłam z łazienki. Poczułam, że ta dziewczyna mnie nie polubiła.. Nie wiedziałam za bardzo o co jej chodzi.. Hmm... w sumie to nie moja sprawa.. Powinna trochę się opanować i być bardziej kulturalna.. Dobra, czas wracać do domu.. Zeszłam na dół. Podeszłam do wieszaka i zdjęłam z niego swój czarny płaszczyk. Nałożyłam go na siebie, a następnie buty. Chciałam już wyjść, gdy nagle poczułam na swoim nadgarstku uścisk. Zarumieniłam się. Miał taką gorącą rękę..


A: Musisz iść?
V: Tak.. poza tym nie jestem tu mile widziana..
A: No nie mów mi, że moja siostra na ciebie nawrzeszczała?-popatrzył się w moje oczy.
V: Można to tak nazwać, widocznie mnie nie polubiła..
A: DOMINIKA! ZŁAŹ TU, JUŻ!- krzyknął.
D: WAL SIĘ!
A: KONIEC TEGO DOBREGO!-wszedł po schodach.-Poczekaj tu.
V: Dobrze.-zachichotałam.

Czekałam na Adama. Słyszałam jak krzyczał na swoją siostrę. Tak to już jest, gdy się ma rodzeństwo.. miałam tak samo z moją siostrą, Stellą. Wyjechała po jakimś czasie ze swoim chłopakiem do Niemiec. Z zamyśleń wyrwało mnie głośne trzaśnięcie drzwiami. Zobaczyłam jak po schodach schodzi brunet ze swoją siostrą. Trzymał ją za ucho i prowadził w moją stronę. Spuściłam głowę. Teraz pewnie pomyśli, że jestem wariatką lub, że to ja mu kazałam mnie przeprosić.

A: Przeproś ją.-powiedział do Dominiki.
D: Za co, że jest taka jak inne?
A: Co Ty gadasz?
D: Zdzira, wykorzystuję chłopaków, leci tylko na kasę. Przecież to widać!
A: Morda dziecko, jak nie przeprosisz twój telefonik będzie sprzedany.
D: Chyba cię powaliło!
V: To ja już pójdę..-otworzyłam drzwi. Łzy mi zaczęły zlatywać po policzkach..
A: Wypieprzaj do pokoju!-krzyknął w stronę swojej siostry.
D: Nara, niech nie wraca!
A: Vanessa, zaczekaj!

Wyszłam. Nie miałam ochoty słuchać tych bzdur od jego siostry.. Nie wierzę w to, że ktoś taki jak ona będzie mnie wyzywała od zdzir.. W pewnej chwili zabolało mnie serce, o co chodzi? Łzy spływały coraz bardziej, a ja straciłam humor. Kierowałam się w stronę domu.. Ludzie aż tak bardzo muszą być okrutni? Czemu ona mnie tak nazywa? Czy ja.. na prawdę tak wyglądam? A może.. to prawda?.. Co ja wygaduję! Van weź się w garść! To tylko słowa jakiejś trzynastoletniej nastolatki!
Muszę być silna. Przecież życie nie może być ciągle wypełnione szczęściem.. musi też być nieszczęśliwe..  Szłam dalej. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za nadgarstek.. wystraszyłam się.
Ktoś odwrócił mnie ku sobie. Spojrzałam do góry. Adam. Uśmiechnęłam się do niego ze łzami w oczach. 

A: Van, o co chodzi?..
V: Przecież wiesz..
A: Chodzi o tą ciotę? Nie martw się, nie jesteś zdzirą, ani niczym innym..
V: To kim jestem? Jeszcze kimś gorszym?..
A: Jesteś księżniczką, o której każdy chłopak by marzył, rozumiesz?-złapał mnie za ręce.
V: Na-naprawdę tak myślisz..?-spuściłam głowę w dół.
A: Tak.-złapał mnie za podbródek i podniósł go ku swojej twarzy.-Nie przejmuj się..
V: D-dziękuję za wszystko..-coraz bardziej moja twarz była bliżej niego.
A: Gdy czegoś będziesz jeszcze potrzebowała, przyjdź do mnie, a pomogę Ci.. - nasze usta miały się już złączyć w pocałunku, gdy nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna.
J: Cześć, jestem Jessica, jestem twoją fanką! O boże! To Ty Naruciak!!-okazało się, że to fanka Adama..
A: Yy tak..-odsunął się trochę ode mnie.
J: Mogę z Tobą zrobić zdjęcie?!
A: Tak.-podszedł do dziewczyny i zrobił z nią selfie.
J: Mogę też autograf?! Prooszę!
A: Jasne.. wszystko dla moich ciuraków..-wziął od dziewczyny długopis i podpisał się jej na kartce.
J: Dziękuję!!-pobiegła w stronę swojej mamy.
A: To na czym skończyliśmy?-podszedł bliżej mnie.
V: Nie Adam, ja nie mogę.. nie mam humoru.. wybacz..
A: Rozumiem, to ja przepraszam. Odprowadzę Cię.
V: Nie musisz..
A: Muszę, bo znowu ktoś Cię pobiję, nie rozumiesz?
V: Nie musisz się o mnie tak troszczyć.
A: Nie ma żadnego marudzenia, idziemy!-wziął mnie za rękę i poszłam razem z nim do mojego domu.

Gdy tak szliśmy patrzyłam na niego co jakiś czas, lecz gdy nasz wzrok się spotykał odwracałam szybko głowę. Trzymałam go mocno za rękę. Nie wiem dlaczego, tak jakbym się czegoś bała.. że zaraz coś się stanie.. Moje przeczucia się chyba spełniły.. z oddali widziałam Zac'a który kierował się w naszą stronę. Bałam się.. ale czego? Był coraz bliżej. Spuściłam głowę i patrzyłam się w chodnik. Usłyszałam jak dochodzi. Adam spojrzał się na mnie, jakby nie wiedział o co chodzi.. no tak.. nie mówiłam mu nic o nim.. I co ja teraz zrobię? Pomyśli sobie, że go wykorzystuję! A tak nie jest..

Z: Cześć..-zatrzymał się przy nas.
A: Kim jesteś?- popatrzył się na szatyna.
Z: A ty?!
A: Jestem Adam, przyjaciel Van. Masz coś do tego?
Z: Van to prawda?
V: A co Cię to obchodzi! Zostaw mnie w spokoju! Idź do tej Srami!-wkurzyłam się.
Z: Pytam się!
V: A jakby to był mój chłopak, to co?! Przywalisz mi?!
Z: Nie, ale widzę, że bardzo szybko go znalazłaś.-posmutniał.
V: Jejku, przecież mówi, że jest moim przyjacielem..
Z: Yhym.. rozumiem..
A: Vanessa, kim on jest?
V: Były chłopak, który mnie zdradził.-puściłam mu złe spojrzenie.
A: Debil..
Z: Zamknij mordę, gówniarzu.-złapał go za szyję.
A: Puszczaj, kretynie!-krzyknął i popchnął go.
Z: Już po Tobie!-przywalił mu pięścią w twarz. Adam oddał mu.
V: PRZESTAŃ KRETYNIE!-popchnęłam Zac'a i podeszłam do bruneta, który leżał na betonie.-Adam, żyjesz, Adam!-poklepałam go po policzku.-TY POWALONA SZMATO COŚ TY MU ZROBIŁ..-położyłam głowę na klatce Adama. Nie oddychał. Łzy napływały mi do oczu.. Wstałam. Podeszłam do Zac'a i przywaliłam mu z otwartej ręki. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechało w porę. Wzięli Adama do karetki i zawieźli do szpitala.. Niestety, nie mogłam z nim jechać, więc poszłam na piechotę. Bałam się o niego.. Nienawidzę Zac'a! On mógł go nawet zabić! I to wszystko.. przeze mnie.. Doszłam do szpitala. Weszłam do wielkiego budynku i usiadłam w poczekalni. Rozpłakałam się. Ukryłam twarz w dłoniach. Podszedł do mnie lekarz, powiedział mi, że Adam jest w złym stanie. Bałam się i to bardzo.. Chciałam, żeby to był tylko sen.. Poczułam jak ktoś koło mnie siada. Odwróciłam się. Ktoś zaczął się do mnie przytulać.. Nie mogłam uwierzyć, że to ona..

środa, 2 grudnia 2015

Rozdział 15 Jak on ma na imię?..

*Vanessa*

Zaczynałam się budzić. Otworzyłam lekko powieki. Słońce zaczęło mnie strasznie razić po oczach. Przetarłam je rękoma. Wstałam do pozycji siedzącej.  Przypomniałam sobie z bólem wczorajszą sytuację.. czy aż tak mogłam się co do niego pomylić? A może jednak to znów była sprawka tej Sami? Albo mnie zdradza? Sama już nie wiedziałam. Jedyne czego teraz pragnęłam to nigdy go nie widzieć na oczy. Nienawidzę go. Przerwałam swoje myśli i wstałam z łóżka, kierując się w stronę łazienki. Otworzyłam drzwi i weszłam. Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania i weszłam pod prysznic. Zasunęłam zasłonkę i odkręciłam wodę. Gorący prysznic dobrze mi zrobił. Nałożyłam na swoje włosy mój ulubiony szampon i rozmasowałam go po całej górnej części głowy. Następnie na swoje ciało nałożyłam żel o zapachu malinowym. Zmyłam wszystko wodą i wyszłam z kabiny prysznicowej. Wytarłam się ręcznikiem i z szafki wyjęłam czystą bieliznę. Nałożyłam ją na siebie i zaczęłam sobie suszyć włosy suszarką. Po kilku minutach włosy miałam już suche, uczesałam je a następnie podkręciłam lokówką. Podeszłam do kranu, wzięłam szczotkę i nałożyłam na nią trochę pasty. Następnie zaczęłam szorować sobie zęby. Wyplułam całą zawartość z mojej buzi i opłukałam ją wodą. Wyjęłam z toaletki potrzebne rzeczy do makijażu. Jak zwykle zrobiłam sobie lekki makijaż. Taki najbardziej do mnie pasował. Nie należałam do dziewczyn, które są bezczelne i robią strasznie mocny makijaż, żeby podkreślić sobie bardziej swoją "urodę". Wyszłam z pomieszczenia i pokierowałam się w stronę swojej szafy. Nie miałam pomysłu w co się ubrać. Otworzyłam ją. Długo się zastanawiałam, aż w końcu wybrałam. Założyłam mój "komplet" na siebie. W tej chwili wyglądałam tak. Ta.. dopiero teraz sobie przypomniałam, że jest szkoła.. Prawdopodobnie już się spóźniłam na 1 lekcję 30 minut. Wzięłam plecak i szybko zbiegłam na dół. Z koszyka z owocami wzięłam jabłko, schowałam je do plecaka. Ze stołu wzięłam także kluczę. Wyszłam w końcu z domu. Z szybkimi krokami kierowałam się ku szkole. Wyjęłam z kieszeni telefon. Nacisnęłam guzik do odblokowywania. 10 nieodebranych połączeń od Zac'a. Niech się wypcha tą całą swoją Srami. Nienawidzę jej i jego. Jak mogli się całować pod moim balkonem?.. Pluję już na niego. Niech sobie idzie do niej, będzie mi to ciężko przyjąć do wiadomości, ale uda mi się. Przecież jestem silną dziewczyną, nie dam sobą tak pomiatać! Ale gdy tylko przypominam sobie chwilę, które z nim przeżyłam, chce mi się płakać. Na prawdę.. zaufałam mu, a on to widocznie wykorzystał.. Z zamyśleń wyrwał mnie głos, który krzyczał moje imię. Okazało się, że Ash wróciła do szkoły, w końcu! Co ja bym bez niej zrobiła. Kocham ją, oczywiście jako przyjaciółkę! Ona jedyna mnie rozumie i wesprze. Zaczęłam biec w jej stronę. Nagle na kogoś wpadłam. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Tak, to był chłopak..

V: Sory..-odsunęłam się od niego. Chciałam już iść, ale szatyn złapał mnie za nadgarstek.
Z: Van, co się stało?
V: I ty się jeszcze pytasz?! Kiedy miałeś mi zamiar powiedzieć o twojej kochance!!
Z: Jakiej kochance, Vanessa!
V: SRAMI CZY JAK JEJ TAM!
Z: Przestań.. dobrze wiesz, że ja nie chci..
V: Weź już nie pieprz tych głupot, dobra? Wiem, że ty ją wolisz, i puszczaj mnie ty niedorobieńcu.
Z: Van, przysięgam Ci, że ja nic nie zrobiłem, to ona za mną zaczęła iść!
V: No już uwierzę. Fajnie, że mnie wykorzystałeś.. zadowolony jesteś z siebie? Jesteś taki jak Josh!- burknęłam.
Z: Uwierz mi, Van..- chłopak przysunął mnie do jego klatki.
V: Weź się lecz człowieku! Spitalaj do tej swojej lafiryndy!- wyrwałam mu się z objęć.
Z: Ale Van..!
V: Nienawidzę Cię, rozumiesz? To koniec, z nami. Teraz będziesz tylko ty i ja. Nie my.
Z: Van pozwól mi to chociaż wytłumaczyć!
V: Tu nic nie ma do tłumaczenia! Wal się! Nie przychodź do mnie, nie dzwoń i nic co jest związane ze mną! Nienawidzę Cię! NIENAWIDZĘ!- krzyknęłam mu prosto w twarz i palnęłam go ręką w policzek.



Pobiegłam w stronę Ash. Nadal tam na mnie czekała. Znając życie będzie się wypytywać o wszystko co jest związane z tym debilem. Co ja w ogóle mogłam sobie pomyśleć, że co taki przystojny, silny chłopak mnie pokocha? Myliłam się, raczej wykorzysta. Doszłam do mojej przyjaciółki. Zaczęła mnie ściskać i całować po policzkach. Odwzajemniłam jej wszystkie uściski i pocałunki. Zaśmiałam się razem z nią. Idąc pod klasę zaczęłam jej opowiadać wszystkie zdarzenia, które mnie spotkały. Dodając tą ostatnią sytuację przy szkole z Zac'iem. Ashley jak zwykle histeryzowała. No, ale trzymała moją stronę, nie jego. Od tej pory zaczęła wyzywać Zac'a od gejów *sama nie wiem dlaczego*, bachora, debila, gnoja i tak dalej.. Wiedziałam, że w ten sposób się o mnie troszczy. Zadzwonił dzwonek, wzięłyśmy plecaki z podłogi i weszłyśmy równo do klasy. Zasiadłam na swoim miejscu, lecz dopiero gdy odsunęło się koło mnie krzesło, zrozumiałam, że siedzę z Zac'iem. Podniosłam rękę do góry.

N: Tak panienko Vanesso?- zasiadła przy swoim biurku.
V: Mogę się przesiąść?
N: Jak widzisz nie ma wolnych miejsc..-powiedziała z sarkazmem- a teraz siadaj na krześle.


Oburzona, wyjęłam wszystkie rzeczy potrzebne do lekcji i zmuszona usiadłam na krześle. Plecak odstawiłam przy nodze od ławki. Widziałam jak na mnie patrzył. Wkurzało mnie to i to bardzo. Najpierw podlizuję się jakieś suce, a teraz znowu zaczyna do mnie strzelać podryw. Wiedziałam, że teraz myśli o mnie. A nawet śni. Ale miałam to głęboko w dupie, szczerze. Nie chce go znać. Jest dupkiem i tyle. Już nigdy się tak nie pomylę. Koniec z chłopakami. Wykorzystują tylko niewinne dziewczyny, w tym mnie. Ja, Vanessa Hudgens już nigdy się tak nie pomylę! Lekcja mijała coraz szybciej, a ja nie mogłam się skupić na lekcjach, przez sami wiecie kogo. Koniec. Odetchnęłam z ulgą, gdy zaczął dzwonić dzwonek. Jak zwykle praca domowa jest zadana. Wrzuciłam wszystkie książki i rzeczy, które miałam na ławce do plecaka. Zasunęłam go i zarzuciłam go na ramię. Wyszłam. Wpadłam na moją przyjaciółkę Ash. Postanowiłyśmy pójść jeszcze do sklepiku szkolnego. Schodząc na dół zauważyłam Zac'a, który gadał z kolegami. W końcu odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Szybko się otrząsnęłam i poszłam dalej. Van weź się w garść! Koniec z chłopakami! Musisz sobie to zapamiętać! Nie mogłam mu od tak odpuścić. Jest parszywym dupkiem. Doszłam razem z Ashley do sklepiku. Kupiłyśmy sobie wodę niegazowaną i muslli. Zadzwonił dzwonek. Szybko wbiegłyśmy po schodach na górę śmiejąc się nie wiadomo z czego. Weszłyśmy do klasy. Zasiadłam na swoim miejscu i się rozpakowałam. Lekcja się zaczęła...

I tak mijały wszystkie moje lekcję. Coraz szybciej, i szybciej.. aż w końcu się skończyły. Wybiegłam uradowana z klasy, wiadomo z jakiego powodu. Nie musiałam już spędzać czasu w szkole z tym dupkiem!  Pobiegłam do szatni i szybko się przebrałam. Wzięłam torbę i ubrana zaczęłam wychodzić ze szkoły. Zeszłam po schodkach. Nagle poczułam na moim nadgarstku uścisk. Strasznie bolało. Odwróciłam się. Szok. Kolega Zac'a.

C: Vanessa, czekaj.
V: Puść mnie! Idź sobie do tego mendziarza!!
C: Posłuchaj mnie, to cię puszczę.
V: Przysięgasz?
C: Tak, ale masz nie uciekać.
V: Dobrze.. masz minutę.- puścił mnie.
C: Słuchaj, od czasu kiedy zerwałaś z Zac'iem, jak sama wiesz jest strasznie przygnębiony. Nie trafia do kosza, źle mu idzie w nauce,  oraz zachowuję się jak dziecko.. Czasami, gdy kończymy trening, on siada na ławce w szatni i zakrywa dłońmi twarz.. A gdy się go o coś pytamy to się wkurza.. Ja wiem, że to co on zrobił jest złe, ale pomyśl.. przecież ta Sami ona go prowokuję.. przemyśl to.. Trzymaj się, pa- odszedł.

Stałam jak kołek na środku schodów szkoły. Nie wiedziałam o co chodzi. Czy on na prawdę się tak zachowuję? A może to ja jestem stuknięta?  Może Corbin ma rację? Może przesadzam za bardzo? Przecież wiedziałam, że ta suka mogłaby to zrobić 2 raz.. A niedawno go wyzywałam od dupków.. Dlaczego ja go nie wysłuchałam?.. Dlaczego, dlaczego, dlaczego..? Otrząsnęłam się. Poszłam w stronę parku, znowu. Tak, macie rację. Kochałam chodzić na spacery. To poprawiało mi humor, a w tej chwili go nie miałam.. posmutniałam. Usiadłam na ławeczce. Opuściłam głowę. Zaczęłam płakać, nie wiem z jakiego powodu. Jestem wrażliwą osobą, co ja poradzę.. Nagle słyszałam jak ktoś koło mnie usiadł. Podniosłam głowę. Był to jakiś chłopak.. nie znałam go.. Miał brązowe włosy, oczy zielono-brązowe oczy. Na rękach miał tysiące różnych bransoletek. Czarna bluzka do tego ciemna czerwona bluza, a na to jeansy. Fryzurę miał podniesioną do góry, ale nie za bardzo. Poklepał mnie po plecach.

A: Ładna dziś pogoda, nie sądzisz? - uśmiechnął się do mnie.
V: Tak.- powiedziałam już z mniejszym płaczem.
A: Hej, masz przyjaciół, oni zawsze Ci pomogą, pamiętaj..- złapał mnie za ręce.
V: Tak wiem, tylko nie którzy przyjaciele są fałszywi albo nie mają czasu..-spuściłam głowę.
A: Głowa do góry, będzie dobrze.- złapał mnie za podbródek i uniósł ku swej twarzy.
Nagle do chłopaka przyszedł sms.
A: Wybacz, muszę lecieć, trzymaj się.
V: Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy..-uśmiechnął się i odszedł.

Tak, macie rację. Ten chłopak mi poprawił humor, tylko.. nie wiem jak się nazywa.. A szkoda, wydaję się być miły.. Może byśmy się zaprzyjaźnili? Hmm.. Tak wiem, nie dawno mówiłam, że koniec z chłopakami.. ale nie powiedziałam nic takiego jak koniec z przyjaźnią! Jestem dziwna. Wstałam z ławki i skierowałam się w stronę mojego domu. Miałam nadzieję, że jeszcze spotkam go i dowiem się jak ma na imię. Ugh.. nawet ja mu się nie przedstawiłam.. ech.. no trudno. Doszłam w końcu do swojego domu. Otwarłam drzwi i zdjęłam buty razem z płaszczem. Weszłam na górę i rzuciłam się na łóżko jak szalona. Obróciłam się, tak abym była na plecach. Patrzyłam się w sufit. Mama nadal nie przyjechała. Ech.. miejmy nadzieję, że niedługo wróci.. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju. Co ja mogłabym teraz robić?.. Hmm.. Popatrzyłam się na laptopa. No jasne! Oglądnę sobie coś na youtubie. Siadłam na krześle koło biurka i odpaliłam urządzenie. Trochę trzeba poczekać jak to z laptopami.. W końcu się otworzył. Otwarłam stronę i wpisałam w niej "youtube". Kliknęłam na stronkę i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to filmik, który był w kategorii "Popularne". Otwarłam go. Nie wierze. To jest ten chłopak, którego spotkałam w parku! Jego fanki pewnie by się pokroiły na spotkanie z nim.. Wydawał się być szczerym i dobrym chłopakiem. Nie takim jak Zac.. nie chce wracać do tego tematu. Oglądnęłam jego kilka filmików. Na prawdę mi się podobały. Postarał się. Nie zbyt dużo o nim wiem. Nadal nie wiem jak ma na imię.. jedyne co wiem to, że ma nick Naruciak, ma misia, którego nazwał Andrzej, ma 18 lat. Jutro oglądnę więcej.. Spojrzałam na zegarek. 23:00.  O matko, ile ja to oglądałam, aż tak mnie to wciągnęło? Dobra, koniec gadania. Wstałam z krzesła i zamknęłam laptopa. Podeszłam do szafy i wyjęłam piżamę. Ubrałam się w nią i położyłam się do łóżka. Z myślami o dzisiejszym dniu, zasnęłam...

-------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Jak widzicie, zmieniłam formę opowiadania!
Czasami będę pisać z strony Vanessy, a potem Zac'a, a może nawet Naruciaka!
Tak, dodałam bohatera, który poznał tak jakby Vanessę.
Wiem, jestem dziwna, ale nie mogłam się powstrzymać!
Też was kc. Do zobaczenia! :D

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 14 Pomyliłam się co do niego..

Brunetka o imieniu Vanessa, zaczęła się budzić. Strasznie bolała ją głowa. Nie wiedziała dlaczego.
Otworzyła powoli oczy. Rozejrzała się po pokoju. Nie wiedziała gdzie się znajduję. Bała
się, że coś głupiego zrobiła. Opuściła głowę. Zobaczyła, że jest w chłopskiej koszulce.
Pachniała jej znajomo. "Ach..Zac.."-pomyślała. Odetchnęła z ulgą. Powoli wstała z łóżka
chłopaka. Przeciągnęła się, ziewając. Założyła kapcie i zeszła na dół. Przeszła do salonu,
a tam zastała słodko śpiącego szatyna z otwartymi ustami. Podeszła do niego po cichu i
przykucneła koło chłopaka. Pogładziła go po policzku, a następnie lekko pocałowała w usta.

V: Hej, królewiczu.. wstawaj..- powiedziała cicho mówiąc mu do ucha. Nie odpowiedział.
V: Wstawaj..-szturchnęła go i pocałowała w ucho.
Z: Co się dzieję..-powiedział półprzytomny.
V: Masz jakieś tabletki na ból głowy?- szepnęła do niego, gładząc go po włosach.
Z: Yy.. no mam.. są w szafce..-zrobił dziubek i znów zamknął oczy.
V: Mój książe..-cmoknęła go lekko w usta i wstała.
Z: Mhm.. zaraz wstaję, mamo..
V: Głupota..-zaśmiała się i ruszyła w stronę kuchni.

Wyjęła z szafki pudełko tabletek na ból głowy. Wzięła jedną z nich i połknęła, popijając
wodą z butelki. Odłożyła wszystko na swoje miejsce. Poszła znowu do salonu. Usiadła
na fotelu i włączyła TV. Przełączyła na kanał z muzyką. Zaczęła sobie po cichu śpiewać
piosenke, która w tej chwili leciała. Nie mogła się powstrzymać i zaczęła tańczyć.
Uwielbiała to robić. Ruszanie ciałem, potem ruszanie rękami, następnie obrót i..
potknęła się o dywan. Myślała, że zaraz spadnie, więc zamknęła oczy. Lecz nic takiego się
nie stało. Poczuła, że ktoś ją trzyma. Podniosła głowę do góry i otworzyła oczy. Zobaczyła
tam piękne, niebieskie tęczówki, które miały iskierki w oczach. Wstała i przytuliła się do
szatyna.

V: Już wstałeś?
Z: Jak widać.. a jak tam głowa?-zaśmiał się.
V: Ale śmieszne! Nawet nie wiem dlaczego mnie tak cholernie bolała! Ale już mi trochę lepiej..
Z: To dobrze..-przypomniał sobie tą niezręczną sytuację- Kocham Cię, wiesz?
V: Nie wiem, bo nigdy mi tego nie mówiłeś?- drażniła się z nim.
Z: To teraz Ci mówię, księżniczko.
V: Aha.- odwróciła się do niego plecami.
Z: No ej, co się fochasz.- przytulił ją od tyłu.
V: Bo tak, puść mnie!! Zbok!
Z: Nie mam zamiaru Cię puszczać!
V: Pomocy, ludzie! A tak w ogóle.. czemu jestem w twojej koszulce?.. Czy Ty mnie przebierałeś?!
Z: Nie..znaczy.. tak, ale Van muszę Ci co..
V: Głupek, zbok, grubas, jak mogłeś!!
Z: Już nie mogę widzieć swojej dziewczyny w bieliźnie?
V: Ugh..-zarumieniła się.
Z: To jak? wybaczasz?
V: Nie, no chyba, że za coś..
Z: Hmm.. a może za to?- pocałował ją w usta.
V: Nie..
Z: To może to..-włożył pod jej koszulkę ręce i rozpiął stanik.
V: ZAC!!- podniosła stanik z ziemi i walnęła go nim.
Z: No co, przecież chciałaś za coś!!
V: Puszczaj mnie! No jaki zboczeniec!
Z: Cichaj! No mogę Ci go założyć jak chcesz..- poruszał brwiami.
V: NIE! Won!
Z: Tak w ogóle, fajny czarny stanik.- puścił jej oczko.
V: Pomocy!!- wyrwała się z jego objęć i pobiegła na górę.


Otworzyła szybko drzwi od pokoju i myśląc, że zamknęła drzwi *zamek był zepsuty* opadła na łóżko. Po chwili do pokoju wpadł Zac. Potknął się o dywan i wywalił. Vanessa zaczęła się z niego
śmiać. Chłopak podniósł się i rzucił się na brunetkę. W ten sposób leżał na niej. Zaczął całować ją
po szyji, a następnie w usta. Dziewczyna zepchnęła go z siebie, a wtedy weszła na niego. 

V: I kto wygrał? Ja!
Z: No dobra, wygrałaś.
V: Nagroda!
Z: Nagroda to przespanie się ze mną.- poruszał brwiami.
V: No chyba nie.
Z: To może taka? - złapał ją za tyłek i pocałował w usta.
V: Mmm.. wiesz co?
Z: Co?
V: Jesteś zbokiem!- zeszła z niego.- a teraz się odwróć, bo chce założyć ten cholerny stanik!
Z: No dobra, dobra.. już się nie złość..- wstał i zamknął oczy.
V: Masz się nie patrzeć!- odwróciła się plecami do niego.
Z: Nie patrzę..- otworzył oczy przez "PRZYPADEK" i zobaczył brunetkę bez bluzki.
 Szatyn podszedł do niej po cichu.. Na początku nie dotknął jej.  Nagle złapał ją za biodra i swoim
rękoma zaczął iść na górę aż trafił na jej piersi. Dziewczyna się wystraszyła. Bolało ją to. Chłopak
obrócił brunetkę w swoją stronę. Vanessa zakryła piersi swoimi rękami. 

V: Co Ty odpieprzasz!!- nakrzyczała na niego i walnęła go ręką w policzek.
Z: Pomagam mojej dziewczynie?
V: To jest pomaganie?! To bolało..
Z: Przepraszam, wybacz! Ale co miałem zrobić jak twoje piersi są takie śliczne..
V: Dzięki wiesz, fajnie że tylko to masz w głowie..- wyrwała się z jego objęć.
Z: Ale w tobie mi się coś innego podoba, twój charakter, kotek..
V: Odwal się..
Z: No proszę, co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła za moją głupotę?
V: Gówno..-oburzyła się.
Z: A jak Ci rozmasuję całe ciałko kremem?
V: Pogrzało Cię chyba..- weszła do łazienki, zostawiając szatyna samego.

Zapukał lekko do drzwi. Brak odpowiedzi. Wystraszył się. Uchylił lekko drzwi, a to co tam zauważył było nie do opisania (XD). Brunetka myła się pod prysznicem. "Boże, dobrze, że przynajmniej szkło jest zaparowane"-pomyślał. Wszedł po cichu i czekał na swoją ukochaną. Dziewczyna myśląc, że nikogo nie ma w pomieszczeniu wyszła pewna siebie. Odwróciła głowę w prawo. Szczęka jej opadła.

Zac ciągle przyglądał się jej zgrabnej sylwetce. Podszedł do niej i podał jej ręcznik. Jego czoło opierało się o jej. Dziewczyna owinęła ręcznik dookoła swojego całego ciała.

V: Zac jak mogłeś tu wejść!! Wiedziałeś dobrze, że będę się myć!!- oburzyła się.
Z: Bo tęskniłem? Może być?
V: Nie! Wynocha! Już!
Z: Nie, to mój dom i mi nie zabronisz.
V: Proszę..a jak zrobię co tylko chcesz to wyjdziesz?
Z: Hmm... no okej.- zrobił chytry uśmieszek.
V: Tylko proszę, nic z łóżkiem!
Z: No to może coś łatwego..-myślał- złap mnie za tyłek, bo wiem, że tego nie zrobisz!-zaśmiał się.
V: Na prawdę!! Głupi jesteś, i nienormalny- oburzyła się.- nie zrobię tego!
Z: No to zostaję tutaj i będę się patrzył.
V: No nie.. no dobra zrobię to..-popatrzyła na niego.
Z: Nie wierzę, że Ty to zrobisz!- zachichotał.
V: No to uwierz?!- powoli przytuliła go i lekko złapała za tyłek.
Z: Tak lekko?
V: Masz coś do tego?- wbiła swoje pazury w jego 4 litery.
Z: Ała! No dobra, już wychodzę!
V: No i masz szczęście!- Szatyn wyszedł pokazując jej język.

Brunetka ubrała się w rzeczy szatyna, które jej pożyczył. Były na nią w sam raz, ponieważ na Zac'a były już za małe. Umyła zęby szczoteczką Zac'a, a następnie ze swojej torby wyjęła zestaw do makijażu. Zrobiła sobie jak zawsze ten sam lekki makijaż. Uczesała włosy i ułożyła  je. Wyszła z łazienki i natrafiła na klatkę piersiową szatyna. Popatrzyła do góry. Zobaczyła u chłopaka wielki uśmiech. Oderwała się od niego.

V: Wracam do domu.. - powiedziała niczym się nie przejmując.
Z: Czemu?
V: Bo muszę się przebrać?
Z: To pójdę z Tobą!
V: NIE! Już na dzisiaj wystarczy, debilu! A tak w ogóle..
Z: O co chodzi?
V: Ogol się i twoją klatkę także, bo wyglądasz jak małpa.- wyszła z pomieszczenia, zwanego pokojem. Wyszła z domu chłopaka i pokierowała się w stronę swojego domu, żeby się przebrać..

Szatyn ubrał się w białą koszulę, na to założył szarą bluzę w kratki i spodnie jeansowe. Wyglądał uroczo. Włożył szarą czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Zeszedł na dół i zakładał swoje ulubione buty, czyli czarne vansy. Wyszedł z domu i szedł w kierunku Vanessy domu. Nagle podeszła do niego znajoma mu twarz. Była to Sami, tak, to ta pusta blondynka co się z nim całowała.

S: Cześć Zacuś!
Z: Możesz się odwalić?
S: Ojejku, a co się stało? Vanesska cię wkurzyła?
Z: Nie, po prostu ty mnie wkur*iasz- uśmiechnął się do niej sztucznie.
S: Ach tak?! Ja Ci pokaże na co mnie stać!- zaczęła za nim iść.

Doszedł do domu Vanessy. Poszedł do ogródka brunetki. Skapnął się, że za nim nadal jest ta pusta, niemądra blondyna. Podeszła bliżej niego. Dotknęła jego warg palcami. Okazało się, że brunetka w tej samej chwili weszła na balkon. Nie mogła w to uwierzyć co zobaczyła. Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Nie mogła uwierzyć, że aż tak się pomyliła co do Zac'a. V: NIENAWIDZĘ CIĘ!- krzyknęła na głos i z płaczem weszła do pokoju, zamykając balkon..

sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 13 To nie tak miało być..

Brunetka zaczęła się budzić. Uchyliła lekko powieki. Słońce zaczęło ją mocno razić w oczy.
Przetarła je rękoma. Spojrzała na zegarek. 8:40. -O MATKO, ZOSTAŁO MI TYLKO 20 MINUT!-krzyknęła.
Wstała szybko, i wyjęła z szafy ubrania. Poszła do łazienki, wzięła szybki prysznic i
wytarła się ręcznikiem. Założyła na siebie czarną bluzkę na ramiączkach, krótkie
jeansowe spodenki oraz parę akcesorii. Wyglądała tak . Umyła zęby oraz zrobiła sobie
lekki makijaż. Podkręciła włosy lokówką i wyszła z pomieszczenia. Złapała szybko plecak
i zeszła na dół. Ubrała szybko buty. Miała już wychodzić, gdy po chwili zadzwonił dzwonek
do drzwi. Vanessa nacisnęła klamkę i otworzyła. Okazało się, że przyszedł po nią Zac.

V: Boże Zac!!
Z: Co się stało?
V: Jak to co?! Spóźnimy się do szkoły!! Szybko, wychodzimy!
Z: Mamy dzisiaj na 10.
V: Coś Ty powiedział?..-oburzyła się.
Z: To co słyszałaś, a co? Myślałaś, że na 9? Biedna!-zachichotał.
V: Dupek, Debil, Zbok, Grubas..
Z: Moja wina, że sobie zapomniałaś?
V: A żebyś wiedział..-wpuściła go do środka.
Z: Hej, uśmiechnij się.- pocałował ją lekko w usta.
V: Dla Ciebie? Nigdy!-drażniła się z nim. Podeszła do okna i przyglądała się chmurą na niebie.
Z: A może to cię przekona?- podszedł do niej od tyłu i przytulił.
V: Możesz sobie pomarzyć!
Z: Ale ja się dopiero rozkręcam..-zaczął całować ją po szyji.
V: I tak się..nie..uśmiechnę..!
Z: Ach tak?- całował ją w usta.
V: Mmm..- uśmiechała się pomiędzy pocałunkami.
Z: A jednak się uśmiechnęłaś, księżniczko.- posłał jej swój piękny uśmiech.
V: Specjalnie dla Ciebie..-wtuliła się w niego.
Z: A tak mnie nienawidziłaś!-zaśmiał się.
V: Ja Cię nie lubię, ja cię kocham..-musnęła jego wargi.
Z: Ja Ciebie też, chodź idziemy.
V: Co, gdzie, jak?!
Z: Zapomniało się, że jest takie coś jak "szkoła"?-zaśmiał się.
V: Yy.. nie! Dureń, grr..
Z: Nie złość się, złość piękności szkodzi.
V: Tak, tak. Chodź już!- złapała go za rękę i razem zaczęli iść w kierunku szkoły.

Doszli do szkoły. Ash najprawdopodobniej była chora, ponieważ nigdzie nie mogli jej znaleźć.
Popchnęli drzwi szkolne i weszli do budynku. Złapała Zac'a za rękę. Bała się, że to tylko
sen, a on zniknie.. kocha go jak nikogo innego.. nie chce go stracić.. Byli już przy
klasie. Czekali aż dzwonek zadzwoni. W tym czasie gadali i śmiali się z żartów szatyna.
Długo to nie potrwało, a dzwonek już zadzwonił. Niechętnie weszli do klasy i zasiadli
na swoich miejscach. Lekcja się zaczęła. Wyjęła zeszyty razem z książkami. Wyrwała jedną
kartkę z notatnika i zaczęła na niej coś bazgrać.

N(nauczycielka): Panno Hudgens, może mi panienka wytłumaczyć co robi?-podeszła bliżej ławki dziewczyny.
V: Ja..-nie umiała się wysłowić.
N: Proszę mi to oddać, następnym razem pójdzie Panienka do dyrektora i będzie się tłumaczyć.- wyrwała brunetce kartkę z rysunkiem.

Z: Ps. Vanessa!
V: Co znowu..
Z: Co tam rysowałaś?
V: Nie ważne..- przegryzła dolną wargę.
Z: Rozumiem, ale i tak się dowiem- szepnął jej do ucha.
V: Ciekawe jak..-powiedziała już sama do siebie.

Lekcja minęła bardzo szybko. Pierwszy raz Vanessa się tak nudziła na lekcji Biologii.
Cała klasa wybiegła z klasy, a ona jedyna została i pakowała swój plecak. Po chwili
podszedł do niej szatyn.

Z: Czy to ja?- pokazał jej pomiętą kartkę z rysunkiem Vanessy.
V: Skąd to masz?!-wyrwała mu ją z rąk. Zarumieniła się.
Z: Znalazłem koło kosza. Na prawdę ładnie rysujesz. Nigdy nie mówiłaś, że masz taki talent.
V: Takie coś to nie talent, tylko bazgroł, który nawet nie jest ładny..
Z: Co Ty gadasz! Van! Ślicznie rysujesz, uwierz mi.
V: Dla mnie to nie jest ładne, ale jak chcesz to sobie to zatrzymaj..-oddała mu kartkę.
Z: A żebyś wiedziała, że zatrzymam.-musnął jej dolną wargę.
V: Zac..jesteśmy w szkole..-powiedziała szeptem.
Z: Mam to gdzieś, rozumiesz? Dla mnie liczysz się tylko TY, nie inni..
V: Bądź już cicho, idziemy.- zarzuciłam plecak na ramię.
Z: Też Cię kocham. - złapał ją za rękę i poszli na kolejną lekcję.

Lekcję mijały coraz szybciej, aż w końcu się skończyły. Wyszła razem z Zac'iem z sali.
Kierowali się już do wyjścia, gdy zaczepiła ich Monique. Zatrzymali się i popatrzyli ze
zdziwieniem. Nie mogła nabrać powietrza, miała zadyszkę.

M: Cz..cze..czekaj..Va..Van!
V: Czekam, spokojnie!-zaśmiała się.
M: Cich..Cicho..
V: No już, mów o co chodzi!
Z: Ej Kotek, muszę już iść.
V: Nie idź!
Z: Muszę, wpadnę po Ciebie o 20, zgadzasz się?
V: No dobra, będę tęsknić..
Z: Ja też, pa.- pocałował ją w czółko i wyszedł.
V: No to co było takiego ważnego?
M: Idziemy..dzisiaj..na..imprezę..
V: CO
M: Do.. mojego..kuzyna.. zaprosił Ciebie i ogólnie całą szkołę!- przeszło jej.
V: Jak to całą szkołę?!
M: No tak, ponieważ mieszka w willi i wiesz jak to jest.. przyjdziesz?
V: Moni ja nie mo..
M: Możesz, możesz! Przyjdę po Ciebie o 18, pa!
V: Ale zaczekaj!-nie zdążyła jej zatrzymać, ponieważ Mulatka już wyszła.- Ach, jaka ona jest szalona..

Wyszła z uśmiechem na twarzy. Była szczęśliwa, że dostała takie szczęście od Boga. Tym
szczęściem był Zac. Ciągle o nim myślała, nie było takiego momentu żeby przestała o nim
rozmyślać. Szła tak myśląc do domu. Podśpiewywała sobie piosenki. Uważała, że nie tak
źle śpiewa. W końcu doszła do swojego mieszkania. Weszła. Poszła na górę, zrzuciła z
siebie plecak i upadła na łóżko ze zmęczenia. Powieki jej się zamykały coraz bardziej.
Zasnęła..

Po kilku godzinach..
Brunetka otworzyła powoli oczy. Usłyszała jak ktoś dobija się do jej drzwi. Popatrzyła
na zegarek. 17:00. Wstała i zeszła na dół. Otworzyła drzwi i zastała w nich Moni. Wpuściła
ją do środka pomieszczenia.

M: Van..nie mów mi, że przez ten cały dzień spałaś! I nic nie zrobiłaś!
V: No.. można tak powiedzieć?
M: Marsz do łazienki i się przygotować! Zrozumiano?
V: Tak jest!- pobiegła na górę.

Wmaszerowała szybko do łazienki. Wzięła gorący prysznic, który ją uspokajał. Wyszła z
kabiny prysznicowej i wytarła się czystym ręcznikiem. Założyła czystą, nową bieliznę.
Następnie podeszła do kranu z lustrem i umyła zęby. Zrobiła sobie lekki makijaż, taki jak
zawsze. Lokówką zakręciła bardziej swoje włosy. Pomalowała swoje usta malinowym błyszczykiem.
Przeglądnęła się i wyszła z łazienki. Od razu skierowała się w stronę swojej szafy. Szafa
była zawalona setkami bluzek, spodni, spódniczek, sukienek i tym podobnych rzeczy. Otworzyła
ją i zaczęła szukać sobie kompletu, który mogłaby dzisiaj założyć. W końcu wybrała białą,
nie za krótką sukienkę do tego srebrno,białe buty na szpilkach oraz kilka dodatków.
Założyła wszystko to na siebie. Wyglądała bosko. Wzięła wszystko co potrzebne do torebki
i zeszła do przyjaciółki.

V: I jak?- uśmiechnęła się.
M: Wy..wy..wyglądasz..PIĘKNIE!!
V: Ty także, kochana!
M: Dzięki, a teraz idziemy, raczej jedziemy.
V: Jedziemy?!
M: Zrobiłam sobie prawko kochana!
V: O matko! Gratuluję!
M: Dziękuję, chodź!- wyszły z pomieszczenia.

Wsiadły do nowego samochodu Monique. Mulatka odpaliła kluczykiem samochód i w ten sposób
ruszyli w kierunku imprezy u jej kuzyna. Jechały tam ponad 10 minut. Jej kuzyn chodził
do tej samej szkoły co one. Vanessa troszkę się bała tam przebywać. Wolałaby teraz ten
czas spędzać z Zac'iem. A co do szatyna.. miała nadzieję, że wpadnie na tą imprezę.
W końcu dojechały na miejsce. Wysiadły z samochodu. Moni zablokowała kluczykiem drzwi od
pojazdu. Podeszły do mieszkania chłopaka. Zapukały 1 raz..potem 2..3.. w końcu w drzwiach
stanął kuzyn mulatki.

T(Thomas,kuzyn): Cześć! Wbijajcie.- uśmiechnął się przekonująco.
M: Dzięki.- ucałowała go w policzek.

Weszły razem do pomieszczenia w którym już brzmiała bardzo głośna a zarazem super muzyka.
Skierowały się w stronę stolika, który był pusty. Usiadły. Podszedł do nich obcy im chłopak.
Okazało się, że to tak jakby był "kelner".

K(kelner): Może zechcą panienki drinka z odrobiną alkoholu?
M: Pewnie!- wzięła 2 kieliszki z tacy.
V: Dziękujemy.
K: Nie ma sprawy.- odszedł.
M: No to jak tam z twoim Zac'iem?- popiła drinkiem.
V: Eee..-zaniemówiła- No.. jesteśmy razem..- wzięła łyka drinka.
M: O matko! Gratuluję! Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?!
V: Nie było okazji.
M: Tak, tak!
V: No tak!
M: Już mnie nie oszukuj!
V: Jejku, Moni no po prostu, nie chciałam nic mówić!

I tak gadały o wszystkim i o niczym przez godzinę, pijąc przy tym kilka drinków. Robiło
się coraz bardziej niebezpieczniej. Vanessa nie wiedziała co już gada, a Moni kołysała
się w prawo i w lewo. Śmiały się jak głupie. Podeszli do nich pewni chłopacy.

D(Daniel): A co tu takie ładne panienki siedzą same?
M: A same nie wiemy! Haha!-zaśmiały się.
D: Jestem Daniel, a to Chris.
Ch: No cześć!- podał dłoń Vanessie- zatańczysz?
V: No pewnie! Hihi!..-pomógł jej wstać.

Weszli razem na parkiet. Brunetka zachowała się jak wariatka. Kusiła swojego "partnera" w
tańcu. Dotykała go po twarzy. Cmoknęła go w policzek, aż w końcu w usta. Uwiesiła się
jego szyji i tańczyła śmiejąc się. Włożyła ręce pod jego koszulę. Kołysała się w prawo i
lewo. Nie mogła się opanować. W końcu chłopak złapał ją za dupę. Jęknęła. Moni jedyne
co widziała to wszystko rozmazane, lecz zauważyła Van, podeszła do niej. Zamieniła się
z nią, a brunetka usiadła na fotelu. Znowu się śmiała. Siedziała tak sama, aż w końcu
podszedł do niej ktoś kogo bardzo dobrze znała, a nawet kochała. Lecz w tym momencie nie
wiedziała co robi. Usiadł koło niej i przytulił do siebie.

Z: Vanessa.. znowu piłaś?
V: Nie no.. co ty kiciuś..
Z: Czuć od Ciebie alkohol, wracamy do domu.
V: Jakiego domu, przecież ja nie mam gdzie mieszkać!!-dostała czkawki.
Z: No to zabalowałaś, znowu.
V: Hihi, no co ty!
Z: Jeśli coś głupiego zrobiłaś nie wybaczę sobie tego..
V: Ćśś..- zaczęła całować go namiętnie w usta.
Z: Van.. uspokój..się..-mówił pomiędzy pocałunkami.
V: Mmm..
Z: Koniec.- oderwał swoje usta od jej.- wracamy.- wziął ją na ręcę i wyszedł.

Szedł z nią tak na rękach i rozmyślał o tym czy coś jej się nie stało lub przytrafiło..
Bał się i to bardzo. Mógł przecież z nią zostać w domu i przypilnować jej, ale musiał
niestety załatwić jakąś sprawę.. Żałował swojej decyzji.. -"Jeśli coś głupiego zrobiłaś
wiedz, że Ci to wybaczę, ponieważ to moja wina..nie twoja.."-pomyślał. W końcu doszli
do jego domu. Dziewczyna nadal się głupio śmiała. Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia
razem z brunetką. Poszedł na górę i położył ją na łóżku. Usiadł koło niej.

Z: Van Ty głupoto..
V: Chodź tu!- pociągnęła go za kołnierz- Grrau..-znów zaczęła go całować.
Co raz namiętniej, a następnie z języczkiem. Zaczęła rozpinać guziki od jego koszuli.
W końcu udało jej się i zdjęła z niego koszulkę. Zac nie mógł się oprzeć tej pokusie.
Pociągnęła go w swoją stronę, że leżał na niej. Uwiesiła swoje nogi na jego biodrach.
Całowała go gdzie popadło. Szatyn rozsunął suwak z jej sukienki, a następnie sukienka
powędrowała na ziemię. Brunetka była w samej bieliźnie. Vanessa zaczęła zdejmować spodnie
Zacowi. Wyjęła z jego spodni pasek, a następnie spodnie rzuciła na ziemię. Zac zaczął
ją całować w szyję, potem niżej, i niżej aż do brzucha. Dziewczyna się śmiała. Pocałował
ją lekko w usta. Vanessa podała mu jego pasek. V: Przywiąż mnie!- powiedziała. Zac tak
jak mu rozkazała przywiązał ją do łóżka. Szatyn zdjął swoje bokserki i rzucił w kąt. Potem
troszkę zdjął majtki brunetki, że miała je do kolan. Chłopak miał już z nią się zjednoczyć,
gdyż dopiero teraz zrozumiał co on robi. Odwiązał szybko Vanessę, założył jej majtki, następnie
zszedł z niej i założył swoje bokserki. Ubrał się w piżamę, i rzucił do Van bluzkę.
Przebrał ją w to a resztę jej rzeczy pozbierał i położył w jednym miejscu. Posprzątał
cały swój pokój, a następnie gdy skończył zobaczył, że brunetka śpi. Pocałował ją w czoło i
zszedł na dół. Położył się na kanapie, a po chwili zasnął z myślą co mogło się teraz wydarzyć,
przez jego głupotę..
Rozdział 12 Czy zostaniesz moją..

Brunetka otworzyła lekko oczy. Przed jej oczami był Zac, który leżał na ziemi jak zabity.
Otworzyła całkowicie oczy. Strasznie bolała ją głowa, było jej niedobrze. Pamiętała
tylko jedynie jak była przy barze z Zac'iem, potem film się urwał. Wstała z łóżka.
Ominęła szatyna. Nie chciała go obudzić. "Wygląda tak słodko, gdy śpi.."-pomyślała.
Zeszła cichutko po schodach, żeby nikogo nie obudzić. Okazało się, że na dole już
była Ashley. Dopiero teraz Vanessa zorientowała się, że jest w domu blondynki.
Podeszła do niej i usiadła wygodnie w fotelu. Ashley podała jej tabletki.

A: Trzymaj, na pewno się przyda.
V: Dzięki..strasznie mnie boli głowa, wiesz?
A: Wczoraj się tak ochlałaś, że nie dało się z Tobą i Zac'iem wytrzymać.
V: Ale.. jak to?! Przecież ja rzadko co piję.
A: Ech.. zabalowałaś w klubie, więc się nie dziw.
V: Ale do niczego nie doszło?!
A: Spokojnie, ja z Corbinem o to zadbaliśmy.
V: Boże, Ash dziękuję.
A: Dobra, dobra.
V: To ja idę wziąć te cholerne tabletki, bo nie wytrzymam.
A: Taką właśnie dostałaś karę, a tak w ogóle.. to może nie doszło do tego, ale..prawie
by doszło.. i jeszcze te wasze słówka od których się chce rzygać.
V: Co?! Jakie słówka?
A: Coś w stylu "kotku", "kici,kici", "tygrysek", no i takie różne..dużo tego było.
V: Brawo dla mnie, mam nadzieję, że Zac tego nie pamięta..
A: Nawet nie wiesz co Zac robił.. Dobra! Nie ważne, idź bo zaraz ta twoja głowa Cię zamęczy na dobre.
V: Masz rację.. lepiej nie chce tego wiedzieć..-poszła do kuchni.

Wyjęła szklankę z półki. Wlała do niej wodę. Wzięła tabletkę i popiła, połykając ją.
Od razu jej ulżyło. Weszła na górę i poszła do łazienki. Odkręciła wodę w wannie i
dodała szamponu. Wzięła jakąś spinkę Ash i upięła sobie włosy. Weszła do wanny i
odprężała się. Oparła głowę o brzeg wanny. Zamknęła oczy.

Szatyn otworzył oczy. Mocno raziło go słońce. Z wielkim bólem głowy wstał. Zorientował się, że
znajduję się w domu Ash. Nie wiedział dlaczego tu był, bał się że mogło dojść do czegoś
więcej. Nie pamiętał co się wczoraj zdarzyło, po prostu film się urwał, gdy pił piwo.
Ze zmęczenia wszedł do łazienki, nie pukając. Vanessa się wystraszyła i skuliła się
w kłębek, żeby nie było widać jej "ciała". Zac umył twarz i dopiero teraz skapnął się,
że wszedł do łazienki w której siedziała brunetka, bez ubrań.

Z: Ee..ja..
V: Umm..- zarumieniła się.
Z: Ja..przepraszam..cholernie mnie boli głowa i wiesz..
V: Tak, rozumiem..
Z: To ja już pójdę..
V: Nie idź..
Z: Eee..-pociągnęła go za koszulkę, w ten sposób wpadł do wanny.
V: Haha, głupek!
Z: Van, oszalałaś czy mi się zdaję?
V: Może tak, może nie..-pocałowała go lekko w usta.
Z: Może nie wytrzeźwiałaś?
V: No wiesz co, nie dawno co brałam tabletki..
Z: A mnie nadal cholernie boli głowa..-dotknął swojego czoła.
V: Biedny..-powiedziała- Trzeba było tyle nie chlać- uśmiechnęła się.- W szafce są tabletki, idź.
Z: Dzięki.-wyszedł z wanny i dotknął jej policzka.
V: Zac no idź już..
Z: Już idę..- pocałował ją w usta.

Zamknął za sobą drzwi w łazience i zszedł na dół, cały mokry. Wyjął z szafki szklankę i tabletki na kaca.
Wlał wody i wziął tabletkę, popijając. Zauważył Ashley, która mu się przyglądała. Odstawił
szklankę i podszedł do niej.

A: Witam Drugiego Głupka.
Z: Drugiego?
A: Ty i Van jesteście głupotami. Ochlaliście się i wczoraj wygadywaliście takie głupoty..
Z: Eee.. Ale do niczego nie doszło?
A: Nie, spokojnie.
Z: To dobrze, a mogę wiedzieć jakie głupoty?
A: Van Ci opowie, a teraz idź do niej.
Z: Ona się myję..
A: No nie mów mi, że tam wszedłeś?
Z: Przez przypadek..
A: A co na to Van?
Z: Nic.
A: Nie wcale, chyba widzę, że jesteś cały mokry- zaśmiała się.
Z: Nie ważne!
A: Dobra, dobra. Idź.- poklepała go po plecach.
Z: A i jeszcze jedno, masz jakiś ręcznik?
A: Mam, w łazience. Weź sobie go.-zaśmiała się.
Z: Dobra, dzięki!- pobiegł na górę.

Wszedł do pokoju. Zdjął koszulkę i rzucił ją na podłogę. Położył się na łóżku i
patrzył w sufit, rozmyślając o Vanessie. Nie wiedział dlaczego ona na niego tak działa.
Chciał jej wyznać całą jego miłość, co do niej czuję..

Z: Van, wyłaź z tej łazienki! Siedzisz już tam z 2 godziny!
V: Daj mi spokój, zboczeńcu!
Z: Bo jak zaraz tam wejdę, to będzie po Tobie!
V: To se wchodź, zbok!
Z: Dobra, wchodzę jak tak tego pragniesz!
V: Nie pragnę!
Z: Trudno, wchodzę!-wstał i podszedł do drzwi, które otworzył.
Z: No jak?!
V: Co jak? Nie mogę być w ręczniku?
Z: No możesz, ale lepiej byś wyglądała bez niego..- podszedł do niej.
V: Głupku, ogarnij się.. i załóż koszulkę..
Z: Nie, bo jest mokra, i to przez Ciebie!- złapał ją za biodra.
V: Wyłaź, albo weź ręcznik..- uwiesiła ręce na jego szyji.
Z: Cichaj..- pocałował ją w usta.
V: Zac..-wtuliła się w niego.
Z: Hmm?..
V: Kocham Cię..- szepnęła.
Z: Ja Ciebie też, księżniczko.- odsunęli się od siebie.
V: Chodź, nie będziemy tu Ash przeszkadzać.
Z: Masz rację..W sumie to pierwszy raz!- zaśmiał się.
V: Bezczelny jesteś!- szturchnęła go łokciem, potem także zaczęła się śmiać.
Z: Idziemy marudo.
V: Sam jesteś maruda, pff!
Z: No już, nie strzelaj focha.- wyszli z łazienki.
V: Spadaj, idę do Ash, żeby mi pożyczyła ciuchy. A Ty załóż tą cholerną koszulkę.
Z: Nie, bo co mi zrobisz?
V: To!- walnęła go w klatkę piersiową.
Z: Hahaha, Van nie rozśmieszaj mnie!- zaśmiał się.
V: Grr! Nie lubię Cię już!- odwróciła się do niego plecami.
Z: A gdy przeproszę to mi wybaczysz? Hmm?- przytulił ją od tyłu.
V: Nie! Nigdy Ci nie wybaczę!
Z: Proszę..- pocałował ją w usta.
V: Hmm.. no może..
Z: No weź, Nessko moja..- zaczął całować ją po szyji.
V: No dobrze.. ale przestań już, jeszcze Ash zobaczy!
Z: Jeszcze chwilkę.- zaczął niżej całować- ładnie pachniesz..
V: Dziękuję, ale już, koniec tego!- popchnęła go, aż spadł na łóżko.- Masz za karę.- pokazała mu język.
Z: Zapłacisz mi za to, zobaczysz!- wstał i wziął ją za rękę.

Zeszli po schodach na dół. Van poprosiła Ashley o jakieś ubrania do pożyczenia. Zac ubrał
swoją koszulkę, która już wyschła. Brunetka ubrała się w łazience i po paru minutach zeszła
do Ash i szatyna. Podziękowała Ash i pożegnała się z nią. Wyszła razem z chłopakiem.
Poszli w stronę parku. Brunetka kochała tam przychodzić. Miała tam same dobra wspomnienia,
pomijając tego psychopatę. Cieszyła się, że mogła przebywać tu właśnie z szatynem, który
coraz bardziej jej się podobał. Lubiła się z nim drażnić. Nigdy wcześniej nie czuła tego
uczucia w sobie. Teraz dobrze wiedziała. Zakochała się. Zaufała Zac'owi i miała nadzieję,
że on nie jest taki jak Josh czy inni chłopcy. Dla niej teraz tylko liczył się szatyn.
Nie może o nim przestać myśleć mimo, że ciągle go wyzywa. Po krótkim spacerze usiedli na
ławeczce. Vanessa wtuliła się w szatyna. Kochała patrzeć mu w oczy. Zac miał niebieskie
oczy, które hipnotyzowały brunetkę. Chłopak popatrzył się na nią i złapał za ręce.

Z: Van..
V: O co chodzi?
Z: Chciałem Ci powiedzieć, że kocham Cię jak nikogo innego na świecie. Jesteś miłością
mojego życia. Gdy zobaczyłaś mnie z tą dziewczyną, myślałem, że Cię już stracę na zawsze.
A tego bym nie mógł znieść. Dziękuję, że mi wybaczyłaś.. Twoje oczy są takie piękne..
Chciałbym patrzeć na nie codziennie.. Kocham Cię, Van..
V: Zac, co chcesz przez to powiedzieć?..- łza jej spłynęła po policzku. (ze szczęścia)
Z: Vanessa.. Czy zostaniesz..-przełknął ślinę- moją dziewczyną?..
V: Ja.. Zac..-nie wiedziała co ma powiedzieć- Kocham Cię..- pocałowała go w usta.
Z: Ja Ciebie też, Nessko..- przytulił ją i pocałował w czoło.
V: I tak, zostanę twoją dziewczyną.- wtuliła się w niego.
Z: Wracajmy już, robi się zimno.
V: Masz rację.. Umm.. Zac, mogę cię o coś zapytać?..
Z: Pewnie, mów.
V: Ale to może być głupie..
Z: No mów, kotek.
V: Nie mó.. dobra nie ważne..
Z: No powiedz, nie bój się.
V: Czy przysięgasz, że będziemy na zawsze razem?- zrobiła maślane oczka.
Z: Van, co to za pytanie! Oczywiście, że tak..- pocałował ją w czoło.
V: Tsaa..
Z: Ćśś, najważniejsze, że teraz jesteś obok mnie...
V: Masz rację..- złapała go za rękę.

Wstali i poszli w stronę domu Vanessy. Szli tak rozmawiając o filmie w którym mieli
wystąpić. To mogła być wielka szansa dla brunetki, która marzyła, żeby zostać sławną
osobą. Kochała śpiewać, tańczyć. To było jej wielką pasją. Cieszyła się z tej roli.
W końcu doszli do domu brunetki.

V: Dobranoc..
Z: Dobranoc, księżniczko..- pocałował ją w czoło.
V: Zobaczymy się jutro, prawda?..
Z: Tak, obiecuję.
V: Kocham Cię..
Z: Ja Ciebie też..- poszedł w stronę swojego domu.

Vanessa zamknęła drzwi. Poszła na górę do swojego pokoju. Ciągle rozmyślała, czy dobrze
zrobiła, zostając dziewczyną Zac'a. Przecież aż tak nie dawno chłopak ją wykorzystał..
A co jeśli będzie tak z szatynem? Miała złe przeczucia, a zarazem kochała go.. Bała
się, że ktoś taki jak on, znów ją skrzywdzi. Wzięła z szafy piżamę i przebrała się.
Nie miała siły już się umyć.. postanowiła, że jutro rano się umyję. Położyła się do
łóżka i po pewnej chwili zasnęła z myślą o Zac'u..

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 11 Ulala..

Vanessa obudziła się o 6 rano. Przetarła oczy ręką i poszła do łazienki. Zdjęła z siebie
ubrania i weszła do wanny. Wlała jakiś szampon i relaksowała się (XD). Po pewnej chwili
zaczęła śpiewać. Myślała, że Zac śpi, więc zaryzykowała.

V: I got somewhere to be (where to be)
I want you to come with me (come with me)
See, I put my sneakers on
Cuz I'm gonna keep dancin
After they all go home

So are you ready?
Did ya eat?
Do you have the energy?
Are you reloaded?
Are you able to stay on your feet?
Don't want you passin' out
After a couple of hours of beats
We're gonna keep goin', and goin', and goin'
Yeah, cuz..

Szatyn nadal spał, po pewnym czasie spadł na podłogę. Otworzył oczy i dotknął swojej głowy.
Wstał i poszedł do kuchni. Wyjął z lodówki jajka. Miał już wyjąć patelnię, gdy usłyszał jakieś
odgłosy z góry. Odstawił wszystko co miał w rękach i wszedł do pokoju na górze. Co raz głośniej
słyszał dźwięki..tym razem to był śpiew. Podszedł do drzwi łazienki. Nacisnął leciutko klamkę i
uchylił troszkę drzwi.

Z: Vanessa, jesteś tam?
V: YYY..Zac?! Ty tu nie wszedłeś, PRAWDA?!-skończyła śpiewać.
Z: Spokojnie, uchyliłem leciutko drzwi i Cię widzę..-zaśmiał się.
V: ZAC TY ZBOCZEŃCU!!
Z: Żartowałem, nic nie widzę.-uśmiechnął się- ubierz się i zejdź na dół.
V: No co za..!
Z: Ja tu nadal jestem!
V: Eee..YYY..Emm.. Już, już! Zaraz tam zejdę, mendo!
Z: Osz ty, wchodzę!
V: Nie, proszę, NIE!!
Z: Ha ha ha! Przeproś to nie wejdę..
V: No dobrze, tylko poczekaj, muszę to "PRZEMYŚLEĆ"-zaśmiała się po cichu.
Wyszła z wanny i szybko podeszła wziąć ręcznik. Owinęła go wokół siebie.

V: Menda i debil!
Z: Przegięłaś, wchodzę!
V: Menda, menda, menda! Cwel, brudas!- śmiała się do bólu.
Z: O nie! Tak nie będzie, koniec tego!-wszedł.
Zobaczył tam Vanessę, która była tylko w samym ręczniku i się na niego gapiła.

Z: Ulala.-zagwizdał.
V: Powaliło Cię już, na prawdę?-zaśmiała się
Z: Nie, chyba nie.
V: Nigdy nie widziałeś kobiety w ręczniku?
Z: No..raczej nie.-zrobił chytry uśmieszek.
V: Oj Ty grubasie..-podeszła do niego i pocałowała lekko w usta.
Z: Mmm..a za co to?
V: Za twoją głupotę.-zaśmiała się- Dobra, ja idę na dół.. Nie wiem jak Ty!
Z: Czekaj, czekaj..-wziął ją na ręce- Teraz o wiele lepiej.
V: Nienormalny jesteś?! Połóż mnie na ziemię! Jeszcze coś Ci się stanie!-zaśmiała się.
Z: Tak, tak. Cichaj.
V: Sam se cichaj, mendo.
Z: Nie dobra dziewczynka!-pocałował ją w usta.
V: Ale kara! Aż mnie tak bolała, że nie wiem co!
Z: Chcesz gorszą karę?
V: No ciekawe jaką!
Z: Sama tego chciałaś!-pocałował ją znowu, ale tym razem namiętnie.
V: Głuuupi.. Chodź!
Z: Idziemy.

Zeszli razem na dół. Zac postawił Vanessę na ziemię, a on poszedł robić jajecznicę. Brunetka
patrzyła się na niego uważnie. Usiadła przy stole i czekała aż szatyn przyniesie jedzenie.
Wpatrywała się w jego ruchy i ogólnie na całe ciało. W końcu chłopak położył na stole chleb i
jajecznicę. Potem przyniósł kawy. Usiadł przy stole i podał Vanessie swój przygotowany przysmak.

Z: Trzymaj, najedz się, bo jesteś chuda jak patyk.
V: A Ty weź se etopiryne, na pewno Ci pomoże.
Z: Ha, ha, ale śmieszne..
V: No, żebyś wiedział!-zaśmiała się.
Z: Dobra, koniec. Jedz.
V: Bla,bla,bla..
Z: No już nie narzekaj, nakarmić Cię?
V: Nie, nie jestem małą dzidzią!
Z: To jedz.
V: Nie.
Z: Dobra, sama się o to prosiłaś.-podszedł do niej i przysunął bliżej niej krzesło.
Wziął jej widelec i nabrał jajecznicy.

Z: Ziuu..samolocik Vanessko!
V: Zostaw to głupcze!
Z: Am, am!
V: Niee!
Z: Otwieraj buzię, bo musi wylądować!
V: Nienormalny!-wzięła w ręce jajecznice i wepchnęła mu ją do buzi.-I co dobre?
Z: Mmm..pysza..-mówił z jedzeniem w buzi.
V: Nawet nie umie wymówić słowa "pycha"-zaśmiała się.
Z: No co, jak się ma mordę zapchaną jajecznicą, to się nie dziw.
V: Głupek, jesteś nieno..-Zac włożył jej jajecznicę do ust.
Z: I jak?
V: Duleń! Ale musę pszysnać, że doble!-mówiła z jedzeniem w ustach.
Z: Mówisz jak dziecko, haha!
V: A weź się!-usiadła mu na kolanach- Ale jajecznica była dobra..-zaczęła go całować w usta.
Zac odwzajemniał pocałunki. Wstali nadal się całując. Szatyn popchnął ją na blat kuchenny.
Podniósł ją i posadził na blacie. Nadal ją całował. Vanessa wykorzystując sytuację, wzięła
po kryjomu jajko, które było za nią.

V: Zaac..
Z: Ćśś..-zaczął całować jej szyję. Vanessa dostała dreszczy.
Przestała go całować i odsunęła się troszeczkę od niego.
V: Grubasie..
Z: Księżniczko..-przybliżył się do niej i złapał za jej pupę. (XD)
V: Ty..-rozbiła mu jajko na głowie- A MASZ!
Z: VAN!!
V: Hahaha! To ja już pójdę na górę, cześć!-pobiegła szybko, śmiejąc się.
Z: Zaraz będzie 1:1..-powiedział już sam do siebie.

Wziął mleko i pobiegł na górę. Vanessa leżała na łóżku i wpatrywała się w niego. Podszedł do
łóżka i usiadł obok niej. Dotknął swojej głowy, a potem Vanessie posmarował nogę żółtkiem.
Dziewczyna szybko się otrząsnęła i wstała, bijąc przy tym Zac'a.

Z: Hej, groźny kocie!
V: Nie jestem żadnym kotem!-biła go.
Z: Znowu mi robisz masaż, wiesz?
V: Aww!! Ty baranie napaćkany!
Z: Co? Ha ha ha! Przeproś.
V: Nie ma mowy, za co niby?-zaśmiała się.
Z: Nie przeprosisz?
V: Nie.
Z: Ale czy aby na pewno?
V: No nie przeproszę Cię Ty głu..- Zac oblał ją mlekiem.
V: NIE KONIEC TEGO ZABIJĘ CIĘ!!
Z: Jak Ty mi jajkiem pobrudziłaś włosy!
V: Ale nie całego ciebie!
Z: I tak jesteś w ręczniku, pomogę Ci go zdjąć jak chcesz.-poruszył brwiami.
V: Debil, zbok, menda, głupek, grubas!
Z: No co, oferuję Ci moją pomoc-zrobił chytry uśmieszek.
V: Sama sobie poradzę! Może kiedy indziej mi pomożesz..-uśmiechnęła się do niego.
Z: A nie mogę teraz?
V: Nie, sory Taki mamy klimat!-zaśmiała się ze swojego suchara. (XDD)
Z: To Cię chociaż odprowadzę do łazienki, hmm?
V: No dobrze..-zaczął znów ją całować po szyji.
V: Hej, hej, hej..Ty mnie tu prowokujesz, czyżby o to chodzi?-pokazała na ręcznik, który miała na sobie.
Z: Może..-zaczął jeszcze niżej całować.
V: Zaac..jak powiedziałam nie, to nie..
Z: Ćśś..
V: Przestaań..
Z: Niee..
V: Głupku, muszę się przebrać, idź mi stąd..
Z: Chodź do łazienki..
V: No właśnie chce iść, ale bez Ciebie..zostań tu..
Z: Nie, bo będę tęsknił..
V: Boże, jaki dureń..już przestań całować, natychmiast!
Z: No dobrze, dobrze..-przestał, lecz potem pociągnął troszkę ręcznik Vanessy
i wtedy się zsunął prawie z niej. Walnęła go ręką w klatkę piersiową i poszła do łazienki.
Zamknęła się na klucz. Zdjęła ręcznik i przebrała. Wyszła z pomieszczenia i zastała Zac'a,
który miał zamiar ubrać bluzkę, lecz ona go zobaczyła właśnie bez.. Szatyn odwrócił się do
niej i uśmiechnął. Prawie by zemdlała z wrażenia, gdyby nie to, że opierała się o ścianę.
"Wygląda tak sexy, bez koszulki.."-pomyślała.

V: Zakładaj tą bluzkę, ja nie patrzę!
Z: Przecież ja nie mam się czego wstydzić, żeby chodzić bez koszulki.
V: Czyli mogę się patrzeć?
Z: Yy..jak chcesz bejbe.
V: Ja Ci dam bejbe!
Z: Dobra, zmykaj na dół.
V: Pff, to ja idę po Ash!
Z: A ja po Corbina. Spotkamy się przed klubem "Let's dance".
V: Ok, pa!-dała mu buziaka i wyszła.

Poszła w stronę domu Ash. Miała jej tyle do powiedzenia.. Cieszyła się, że ma taką wspaniałą
przyjaciółkę, która zawsze ją wesprze, a nawet pomoże w trudnych sprawach.. Mogła na nią liczyć
w każdej chwili. W końcu dotarła do domu blondynki. Zapukała kilka razy. W końcu ktoś stanął
w drzwiach. Była to jej przyjaciółka.

V: Ash!-rzuciła się na nią przytulając.
A: Van, tak dawno Cię nie widziałam!
V: A ja Ciebie, to z powodu..
A: Zac'a?
V: Skąd wiedziałaś?
A: Wejdź, nie będziemy na dworze gadać o takich sprawach, kochana!

Weszły do środka. Vanessa poszła usiąść na kanapie, a Ash przyniosła coś do picia. Usiadła
obok Nessy.

A: No, opowiadaj!
V: Tego jest strasznie dużo..
A: Wysłucham, dawaj!

Vanessa zaczęła jej opowiadać wszystkie wydarzenia z Zac'iem. Powiedziała jej też, że piszę
swoje teksty piosenek. Mówiła też o swoim uczuciach do szatyna. Ciągle o nim myślała, a nawet
tęskniła.

V: No i to chyba tyle..
A: Uuu..widać, że miłość rozkwita!
V: Cichaj Ash! A właśnie, mamy przyjść pod klub "Let's dance".
A: Po co?
V: Umówiłam się z Zac'iem. I tak jakoś przyszłam po Ciebie, a on poszedł po Corbina.
A: Kto to Corbin?
V: Kolega Zac'a, zresztą zobaczysz! Chodź!-i pociągnęła ją za rękę

Wyszły z domu i szły w kierunku klubu. Vanessa była myślami gdzie indziej. W końcu uwierzyła,
że się zakochała w Zac'u..przecież mu to wyznała, że go kocha.. Ale nie spytał się jej
czy chce zostać jego dziewczyną.. Z zamyśleń wyrwała ją głośna muzyka. Były już przed klubem.
Szukały chłopaków. W końcu ich znalazły. Podeszły do nich.

Z: To co? Wbijamy?- złapał rękę Vanessy.
V: Tak, mój grubasku.
Z: A i Ashley, to jest mój kolega, Corbin. Corbin to Ashley.
A: Cześć, miło mi.
C: Mi tak samo.-pocałował ją w rękę.

Wszyscy weszli do środka. Vanessa rozejrzała się po lokalu. Zobaczyła barek gdzie można było
zamawiać coś do picia. Puściła ręke Zac'a i poszła się napić jakiegoś drinka. Usiadła na
krześle.

V: Dzień dobry, można zamówić jakiegoś drinka?
B(barmanka): Tak, już podaję.
V: Dziękuję!-poczuła na swoich plecach kogoś ręce. Odwróciła się i zobaczyła tam Zac'a.
Ujęła jego twarz dłońmi i pocałowała.
V: Siadaj.
Z: Już, czekaj..Ej! Barman! Daj piwo!-krzyknął.
V: Ty pijesz?
Z: Tak, ale nie za często.
B: Proszę, o to dla Pani drink, a dla Pana piwo, tak?
Z: Tak, tak. Dziękujemy, proszę.-podał barmance pieniądze.
V: Ej, przecież ja umiem płacić!
Z: Ja stawiałem.- lekko walnął szklanką o szklankę Vanessy.- Toast za Ciebie, księżniczko..
V: Za Ciebie też, głuptasie.-zaczęli pić swoje porcję.

Wypili już po kilkanaście kieliszków. Vanessie kręciło się już w głowie, Zac'owi także.
Podał rękę Vanessie i zeszli z krzeseł.

Z: Może zatańczymy bejbe?
V: No pewnie kocie, mrr- zaczęli tańczyć.

Zac wziął swoje ręce na jej biodra, a ona uwiesiła się jego szyji. Byli pijani, więc chwiali się.
Prawie by się wywalili, gdyby nie to, że Corbin i Ash ich złapali.

A: Oj, już na prawdę przesadziliście.
C: I po co tyle chlaliście?
V: A weźcie nas zostawcie..prawda kotku?..
Z: No właśnie, nara, idźcie stąd albo my pójdziemy..
V: Mrrau..
A: Boże, weźcie się w garść!
C: Ash, oni są pijani, przecież wiesz, że nie wiedzą nawet co robią i mówią.
V: Zacy, idziemy dalej tańczyć, kici kici..
Z: Chodźmy..-złapał ją za dwa pośladki.
V: Mrrauu-włożyła mu rękę pod koszulkę.
A: VANESSA OGARNIJ SIĘ!-wyjęła jej rękę z jego koszuli.
C: Ty Zac tak samo..- walnął go w ręce, żeby puścił jej pośladki.
A: Dzisiaj idziemy do mnie, nie pozwolę, żeby oni sami byli w domu i to jeszcze u niego!
C: Masz rację, wychodzimy!-wziął Zaca pod pachę, a Ashley Vanessę.

Wyszli z pomieszczenia. Ashley zadzwoniła po taksówkę, która przyjechała już po parenastu
minutach. Samochód ruszył w stronę domu blondynki. Rozmawiali trochę z taksówkarzem, aż
w końcu dojechali na miejsce. Dziewczyna zapłaciła i zaprowadziła wszystkich do jej domu.
Wprowadziła razem z Corbinem Zac'a i Vanessę. Odłożyli ich na kanapę.

V: Kici, kici!-miziała go po nosie.
Z: Hau, hau-dotykał jej nosa.
A: Ech..Corb, ile to będzie trwało?
C: Jedyne co wiem to, że będzie długo to trwało, gdy wytrzeźwieją.
A: Ech.. Nie wiem czy to wytrzymam. A jeśli oni to zrobią?..
C: Spokojnie, będę ich pilnował.
A: Dziękuję!-przytuliła się do niego.
C: Nie ma za co, a teraz jak chcesz idź się umyj, przypilnuję ich tu.
A: Okej.-pobiegła na górę.
V: Mrrau
Z: Grr..-włożył swoją ręke pod jej bluzkę.
V: Zacy, co ty wyprawiasz..
Z: Ćśś, kotek..
C: STARY PRZESTAŃ!- wyjął mu rękę z jej bluzki.- Powaliło Cię już do reszty?
Z: Zostaw nas w spokoju..-położył się na Vanessie.
C: Człowieku, zgnieciesz ją! Nie pora na takie zabawy!-palnął go w plecy, Zac wstał.
Z: Chcesz się bić?!-krzyknął, upadł na ziemię.
C: Gratulację za mądrość.
V: Hihihi, jaki słodki on jest..
C: Przestań Van!
V: Cicho bądź, Zac jest mój!
C: Co ja z wami mam!
Z: Morda..Przynieś jeszcze piwo..
C: Nie ma mowy!
V: Zacusiu, czekaj tygrysku..-upadła na niego.
C: Ludzie, ogar!
Z: Hau, hau..-zaczął ją całować.
C: Przestańcie!!-tym razem krzyknął na cały dom.
Z: Zluzuj majty.
C: Natychmiast wstawać! IDZIECIE TERAZ DO POKOJU, JUŻ!- podniósł ich i zaprowadził do pokoju.
C: Śpicie oddzielnie, jasne?!
V: Niee, ja śpię z moim kotem, mrau
Z: Właśnie, odwal się typku, nawet Cię nie znamy..
C: Mam to gdzieś! Zac leżysz na materacu, Vanessa na łóżku!
V: Niee, mój kiciuś..
Z: Kotek!
C: MORDA! Leż tu!- rzucił Zac'a na materac.- A Ty tu!-podniósł ją i położył na łóżku.

Brunetka od razu zasnęła tak jak szatyn. Corbin odetchnął z ulgą i zszedł na dół. Usiadł na
kanapie. Po chwili zeszła do niego blondynka w piżamie. Podeszła do niego.

A: Dzięki, że pomogłeś.
C: Nie ma sprawy. Ja już spadam.
A: Rozumiem.. jeszcze raz dzięki, pa.-pocałowała go w policzek.
C: Cześć.- i wyszedł.

Ashley nie mając co robić, poszła na górę i zaczęła czytać jakąś książkę. Miała nadzieję, że
jutro Van będzie już trzeźwa, i oczywiście Zac też. Musi przecież jeszcze przygotować im
tabletki na kaca. Po paru minutach czytania, zasnęła z książką w ręku..

C.D.N