Rozdział 13 To nie tak miało być..
Brunetka zaczęła się budzić. Uchyliła lekko powieki. Słońce zaczęło ją mocno razić w oczy.
Przetarła je rękoma. Spojrzała na zegarek. 8:40. -O MATKO, ZOSTAŁO MI TYLKO 20 MINUT!-krzyknęła.
Wstała szybko, i wyjęła z szafy ubrania. Poszła do łazienki, wzięła szybki prysznic i
wytarła się ręcznikiem. Założyła na siebie czarną bluzkę na ramiączkach, krótkie
jeansowe spodenki oraz parę akcesorii. Wyglądała tak . Umyła zęby oraz zrobiła sobie
lekki makijaż. Podkręciła włosy lokówką i wyszła z pomieszczenia. Złapała szybko plecak
i zeszła na dół. Ubrała szybko buty. Miała już wychodzić, gdy po chwili zadzwonił dzwonek
do drzwi. Vanessa nacisnęła klamkę i otworzyła. Okazało się, że przyszedł po nią Zac.
V: Boże Zac!!
Z: Co się stało?
V: Jak to co?! Spóźnimy się do szkoły!! Szybko, wychodzimy!
Z: Mamy dzisiaj na 10.
V: Coś Ty powiedział?..-oburzyła się.
Z: To co słyszałaś, a co? Myślałaś, że na 9? Biedna!-zachichotał.
V: Dupek, Debil, Zbok, Grubas..
Z: Moja wina, że sobie zapomniałaś?
V: A żebyś wiedział..-wpuściła go do środka.
Z: Hej, uśmiechnij się.- pocałował ją lekko w usta.
V: Dla Ciebie? Nigdy!-drażniła się z nim. Podeszła do okna i przyglądała się chmurą na niebie.
Z: A może to cię przekona?- podszedł do niej od tyłu i przytulił.
V: Możesz sobie pomarzyć!
Z: Ale ja się dopiero rozkręcam..-zaczął całować ją po szyji.
V: I tak się..nie..uśmiechnę..!
Z: Ach tak?- całował ją w usta.
V: Mmm..- uśmiechała się pomiędzy pocałunkami.
Z: A jednak się uśmiechnęłaś, księżniczko.- posłał jej swój piękny uśmiech.
V: Specjalnie dla Ciebie..-wtuliła się w niego.
Z: A tak mnie nienawidziłaś!-zaśmiał się.
V: Ja Cię nie lubię, ja cię kocham..-musnęła jego wargi.
Z: Ja Ciebie też, chodź idziemy.
V: Co, gdzie, jak?!
Z: Zapomniało się, że jest takie coś jak "szkoła"?-zaśmiał się.
V: Yy.. nie! Dureń, grr..
Z: Nie złość się, złość piękności szkodzi.
V: Tak, tak. Chodź już!- złapała go za rękę i razem zaczęli iść w kierunku szkoły.
Doszli do szkoły. Ash najprawdopodobniej była chora, ponieważ nigdzie nie mogli jej znaleźć.
Popchnęli drzwi szkolne i weszli do budynku. Złapała Zac'a za rękę. Bała się, że to tylko
sen, a on zniknie.. kocha go jak nikogo innego.. nie chce go stracić.. Byli już przy
klasie. Czekali aż dzwonek zadzwoni. W tym czasie gadali i śmiali się z żartów szatyna.
Długo to nie potrwało, a dzwonek już zadzwonił. Niechętnie weszli do klasy i zasiadli
na swoich miejscach. Lekcja się zaczęła. Wyjęła zeszyty razem z książkami. Wyrwała jedną
kartkę z notatnika i zaczęła na niej coś bazgrać.
N(nauczycielka): Panno Hudgens, może mi panienka wytłumaczyć co robi?-podeszła bliżej ławki dziewczyny.
V: Ja..-nie umiała się wysłowić.
N: Proszę mi to oddać, następnym razem pójdzie Panienka do dyrektora i będzie się tłumaczyć.- wyrwała brunetce kartkę z rysunkiem.
Z: Ps. Vanessa!
V: Co znowu..
Z: Co tam rysowałaś?
V: Nie ważne..- przegryzła dolną wargę.
Z: Rozumiem, ale i tak się dowiem- szepnął jej do ucha.
V: Ciekawe jak..-powiedziała już sama do siebie.
Lekcja minęła bardzo szybko. Pierwszy raz Vanessa się tak nudziła na lekcji Biologii.
Cała klasa wybiegła z klasy, a ona jedyna została i pakowała swój plecak. Po chwili
podszedł do niej szatyn.
Z: Czy to ja?- pokazał jej pomiętą kartkę z rysunkiem Vanessy.
V: Skąd to masz?!-wyrwała mu ją z rąk. Zarumieniła się.
Z: Znalazłem koło kosza. Na prawdę ładnie rysujesz. Nigdy nie mówiłaś, że masz taki talent.
V: Takie coś to nie talent, tylko bazgroł, który nawet nie jest ładny..
Z: Co Ty gadasz! Van! Ślicznie rysujesz, uwierz mi.
V: Dla mnie to nie jest ładne, ale jak chcesz to sobie to zatrzymaj..-oddała mu kartkę.
Z: A żebyś wiedziała, że zatrzymam.-musnął jej dolną wargę.
V: Zac..jesteśmy w szkole..-powiedziała szeptem.
Z: Mam to gdzieś, rozumiesz? Dla mnie liczysz się tylko TY, nie inni..
V: Bądź już cicho, idziemy.- zarzuciłam plecak na ramię.
Z: Też Cię kocham. - złapał ją za rękę i poszli na kolejną lekcję.
Lekcję mijały coraz szybciej, aż w końcu się skończyły. Wyszła razem z Zac'iem z sali.
Kierowali się już do wyjścia, gdy zaczepiła ich Monique. Zatrzymali się i popatrzyli ze
zdziwieniem. Nie mogła nabrać powietrza, miała zadyszkę.
M: Cz..cze..czekaj..Va..Van!
V: Czekam, spokojnie!-zaśmiała się.
M: Cich..Cicho..
V: No już, mów o co chodzi!
Z: Ej Kotek, muszę już iść.
V: Nie idź!
Z: Muszę, wpadnę po Ciebie o 20, zgadzasz się?
V: No dobra, będę tęsknić..
Z: Ja też, pa.- pocałował ją w czółko i wyszedł.
V: No to co było takiego ważnego?
M: Idziemy..dzisiaj..na..imprezę..
V: CO
M: Do.. mojego..kuzyna.. zaprosił Ciebie i ogólnie całą szkołę!- przeszło jej.
V: Jak to całą szkołę?!
M: No tak, ponieważ mieszka w willi i wiesz jak to jest.. przyjdziesz?
V: Moni ja nie mo..
M: Możesz, możesz! Przyjdę po Ciebie o 18, pa!
V: Ale zaczekaj!-nie zdążyła jej zatrzymać, ponieważ Mulatka już wyszła.- Ach, jaka ona jest szalona..
Wyszła z uśmiechem na twarzy. Była szczęśliwa, że dostała takie szczęście od Boga. Tym
szczęściem był Zac. Ciągle o nim myślała, nie było takiego momentu żeby przestała o nim
rozmyślać. Szła tak myśląc do domu. Podśpiewywała sobie piosenki. Uważała, że nie tak
źle śpiewa. W końcu doszła do swojego mieszkania. Weszła. Poszła na górę, zrzuciła z
siebie plecak i upadła na łóżko ze zmęczenia. Powieki jej się zamykały coraz bardziej.
Zasnęła..
Po kilku godzinach..
Brunetka otworzyła powoli oczy. Usłyszała jak ktoś dobija się do jej drzwi. Popatrzyła
na zegarek. 17:00. Wstała i zeszła na dół. Otworzyła drzwi i zastała w nich Moni. Wpuściła
ją do środka pomieszczenia.
M: Van..nie mów mi, że przez ten cały dzień spałaś! I nic nie zrobiłaś!
V: No.. można tak powiedzieć?
M: Marsz do łazienki i się przygotować! Zrozumiano?
V: Tak jest!- pobiegła na górę.
Wmaszerowała szybko do łazienki. Wzięła gorący prysznic, który ją uspokajał. Wyszła z
kabiny prysznicowej i wytarła się czystym ręcznikiem. Założyła czystą, nową bieliznę.
Następnie podeszła do kranu z lustrem i umyła zęby. Zrobiła sobie lekki makijaż, taki jak
zawsze. Lokówką zakręciła bardziej swoje włosy. Pomalowała swoje usta malinowym błyszczykiem.
Przeglądnęła się i wyszła z łazienki. Od razu skierowała się w stronę swojej szafy. Szafa
była zawalona setkami bluzek, spodni, spódniczek, sukienek i tym podobnych rzeczy. Otworzyła
ją i zaczęła szukać sobie kompletu, który mogłaby dzisiaj założyć. W końcu wybrała białą,
nie za krótką sukienkę do tego srebrno,białe buty na szpilkach oraz kilka dodatków.
Założyła wszystko to na siebie. Wyglądała bosko. Wzięła wszystko co potrzebne do torebki
i zeszła do przyjaciółki.
V: I jak?- uśmiechnęła się.
M: Wy..wy..wyglądasz..PIĘKNIE!!
V: Ty także, kochana!
M: Dzięki, a teraz idziemy, raczej jedziemy.
V: Jedziemy?!
M: Zrobiłam sobie prawko kochana!
V: O matko! Gratuluję!
M: Dziękuję, chodź!- wyszły z pomieszczenia.
Wsiadły do nowego samochodu Monique. Mulatka odpaliła kluczykiem samochód i w ten sposób
ruszyli w kierunku imprezy u jej kuzyna. Jechały tam ponad 10 minut. Jej kuzyn chodził
do tej samej szkoły co one. Vanessa troszkę się bała tam przebywać. Wolałaby teraz ten
czas spędzać z Zac'iem. A co do szatyna.. miała nadzieję, że wpadnie na tą imprezę.
W końcu dojechały na miejsce. Wysiadły z samochodu. Moni zablokowała kluczykiem drzwi od
pojazdu. Podeszły do mieszkania chłopaka. Zapukały 1 raz..potem 2..3.. w końcu w drzwiach
stanął kuzyn mulatki.
T(Thomas,kuzyn): Cześć! Wbijajcie.- uśmiechnął się przekonująco.
M: Dzięki.- ucałowała go w policzek.
Weszły razem do pomieszczenia w którym już brzmiała bardzo głośna a zarazem super muzyka.
Skierowały się w stronę stolika, który był pusty. Usiadły. Podszedł do nich obcy im chłopak.
Okazało się, że to tak jakby był "kelner".
K(kelner): Może zechcą panienki drinka z odrobiną alkoholu?
M: Pewnie!- wzięła 2 kieliszki z tacy.
V: Dziękujemy.
K: Nie ma sprawy.- odszedł.
M: No to jak tam z twoim Zac'iem?- popiła drinkiem.
V: Eee..-zaniemówiła- No.. jesteśmy razem..- wzięła łyka drinka.
M: O matko! Gratuluję! Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?!
V: Nie było okazji.
M: Tak, tak!
V: No tak!
M: Już mnie nie oszukuj!
V: Jejku, Moni no po prostu, nie chciałam nic mówić!
I tak gadały o wszystkim i o niczym przez godzinę, pijąc przy tym kilka drinków. Robiło
się coraz bardziej niebezpieczniej. Vanessa nie wiedziała co już gada, a Moni kołysała
się w prawo i w lewo. Śmiały się jak głupie. Podeszli do nich pewni chłopacy.
D(Daniel): A co tu takie ładne panienki siedzą same?
M: A same nie wiemy! Haha!-zaśmiały się.
D: Jestem Daniel, a to Chris.
Ch: No cześć!- podał dłoń Vanessie- zatańczysz?
V: No pewnie! Hihi!..-pomógł jej wstać.
Weszli razem na parkiet. Brunetka zachowała się jak wariatka. Kusiła swojego "partnera" w
tańcu. Dotykała go po twarzy. Cmoknęła go w policzek, aż w końcu w usta. Uwiesiła się
jego szyji i tańczyła śmiejąc się. Włożyła ręce pod jego koszulę. Kołysała się w prawo i
lewo. Nie mogła się opanować. W końcu chłopak złapał ją za dupę. Jęknęła. Moni jedyne
co widziała to wszystko rozmazane, lecz zauważyła Van, podeszła do niej. Zamieniła się
z nią, a brunetka usiadła na fotelu. Znowu się śmiała. Siedziała tak sama, aż w końcu
podszedł do niej ktoś kogo bardzo dobrze znała, a nawet kochała. Lecz w tym momencie nie
wiedziała co robi. Usiadł koło niej i przytulił do siebie.
Z: Vanessa.. znowu piłaś?
V: Nie no.. co ty kiciuś..
Z: Czuć od Ciebie alkohol, wracamy do domu.
V: Jakiego domu, przecież ja nie mam gdzie mieszkać!!-dostała czkawki.
Z: No to zabalowałaś, znowu.
V: Hihi, no co ty!
Z: Jeśli coś głupiego zrobiłaś nie wybaczę sobie tego..
V: Ćśś..- zaczęła całować go namiętnie w usta.
Z: Van.. uspokój..się..-mówił pomiędzy pocałunkami.
V: Mmm..
Z: Koniec.- oderwał swoje usta od jej.- wracamy.- wziął ją na ręcę i wyszedł.
Szedł z nią tak na rękach i rozmyślał o tym czy coś jej się nie stało lub przytrafiło..
Bał się i to bardzo. Mógł przecież z nią zostać w domu i przypilnować jej, ale musiał
niestety załatwić jakąś sprawę.. Żałował swojej decyzji.. -"Jeśli coś głupiego zrobiłaś
wiedz, że Ci to wybaczę, ponieważ to moja wina..nie twoja.."-pomyślał. W końcu doszli
do jego domu. Dziewczyna nadal się głupio śmiała. Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia
razem z brunetką. Poszedł na górę i położył ją na łóżku. Usiadł koło niej.
Z: Van Ty głupoto..
V: Chodź tu!- pociągnęła go za kołnierz- Grrau..-znów zaczęła go całować.
Co raz namiętniej, a następnie z języczkiem. Zaczęła rozpinać guziki od jego koszuli.
W końcu udało jej się i zdjęła z niego koszulkę. Zac nie mógł się oprzeć tej pokusie.
Pociągnęła go w swoją stronę, że leżał na niej. Uwiesiła swoje nogi na jego biodrach.
Całowała go gdzie popadło. Szatyn rozsunął suwak z jej sukienki, a następnie sukienka
powędrowała na ziemię. Brunetka była w samej bieliźnie. Vanessa zaczęła zdejmować spodnie
Zacowi. Wyjęła z jego spodni pasek, a następnie spodnie rzuciła na ziemię. Zac zaczął
ją całować w szyję, potem niżej, i niżej aż do brzucha. Dziewczyna się śmiała. Pocałował
ją lekko w usta. Vanessa podała mu jego pasek. V: Przywiąż mnie!- powiedziała. Zac tak
jak mu rozkazała przywiązał ją do łóżka. Szatyn zdjął swoje bokserki i rzucił w kąt. Potem
troszkę zdjął majtki brunetki, że miała je do kolan. Chłopak miał już z nią się zjednoczyć,
gdyż dopiero teraz zrozumiał co on robi. Odwiązał szybko Vanessę, założył jej majtki, następnie
zszedł z niej i założył swoje bokserki. Ubrał się w piżamę, i rzucił do Van bluzkę.
Przebrał ją w to a resztę jej rzeczy pozbierał i położył w jednym miejscu. Posprzątał
cały swój pokój, a następnie gdy skończył zobaczył, że brunetka śpi. Pocałował ją w czoło i
zszedł na dół. Położył się na kanapie, a po chwili zasnął z myślą co mogło się teraz wydarzyć,
przez jego głupotę..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz