niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 9 Bo to miłość...

To co tam zauważyła było cudne.. Nie mogła uwierzyć, że ma takie szczęście. Pomijając
to, nieszczęście z Joshem i Zac'iem, który się całował z jakąś lafiryndą.

V: Zac..Ty to sam wszystko zrobiłeś?
Z: Nie, bo Święty Mikołaj-zaśmiał się.
V: Ty głupku..

A co tam było? Był tam wielki rozłożony koc z jedzeniem oraz czerwonym winem.
Zac podał Vanessie rękę i poszli usiąść na miejscach. Brunet nalał do kieliszków alkohol.
Dziewczyna ciągle patrzyła się na niego potajemnie. W końcu brunetka się zakrztusiła.
Zac podszedł do niej i poklepał ją po plecach.

Z: Lepiej?
V: Tak, o wiele.
Z: Może zostaw już to wino..
V: No dobrze, głupku.
Z: Tak się chcesz bawić? Oj poczekaj, aż cię zła..-nie dokończył, ponieważ brunetka uciekła
w stronę plaży. Biegała po plaży cała roześmiana. Zac biegł za nią, aż w końcu ją złapał.

Z: Idziemy! Teraz będzie kara za ucieczkę.
V: Jaka kara! Puść mnie, grubasie!-śmiała się do bólu.
Z: No to już przegięłaś.-wziął ją na ręce i szedł w stronę morza.
V: Nie, proszę Zac nie mów mi, że Ty masz to na myśli?!
Z: Ale co?
V: Zac puszczaj!
Z: Nie ma mowy, kara to kara, księżniczko.-i wrzucił ją do morza.

V: Zac, zabiję Cię, przysięgam! Nie lubię Cię już, nara.-odpłynęła od niego, udawając
obrażoną. Gdy tak płynęła roześmiała się głośno, że Zac nawet to usłyszał.
Z: Ej! No Van, nie obrażaj się!
V: Nie odzywam się do durniów.
Z: Taak? A czyżby na pewno?
V: Tak, nie odzywam się już od teraz.

Zac zaśmiał się pod nosem i wskoczył do wody w ubraniu. Po cichu, żeby Van go nie usłyszała
podpłynął do niej od tyłu. Złapał ją w pasie i szybko obrócił ją dookoła.

V: Ej! Wystraszyłam się!
Z: I o to chodziło! W końcu się odezwałaś, haha!
V: Ale śmieszne, A MASZ!-chlapnęła go wodą.
Z: Oj nie ma tak łatwo, mała.-puścił ją i chlapnął ją w twarz.
V: To nie było miłe!! Teraz Ty tak dostaniesz!-miała zamiar już go chlapnąć, ale on
się zanurzył pod wodą. Vanessa poczuła na swoich kostkach czyjeś ręce. To był Zac.
Pociągnął ją za nogi, na co ona się zanurzyła. Otworzyła oczy. Pod wodą było ślicznie.
Nie było żadnych śmieci, papierosów i tym podobnych rzeczy. Czysta, ciepła woda.
Zauważyła Zaca, po czym go lekko walnęła w policzek. Raczej dużo nie poczuł, bo byli
pod wodą. W końcu się wynurzyła, Zac także.

Z: Nie jest Ci zimno?
V: No może trochę..
Z: Chodź, wychodzimy, bo jeszcze się przeziębisz, i co wtedy?
V: I nic, nie będę musiała Cię widzieć, bo jesteś głupkiem i kretynem.
Z: Jak tak to idę, narka.
V: Niee, zostań tu.. ze mną.
Z: Chodź tu moja kruszyno.
V: Ej, ej, ej. Nie jestem żadna kruszyna, grubasie!!
Z: To ja może nie chce być grubasem?
V: A co ja mam na to poradzić, że nic innego mi nie przychodzi do głowy? HMM?
Z: No nie wiem? Może Ty pomyśl?
V: Nie?
Z: Tak?
V: Uspokój się!
Z: Nie?
V: Boże, ale dureń.
Z: No chyba nie.

Vanssie w tym momencie się zachciało śpiewać. Ale nie chciała przy Zacu. Jeszcze by ją
wyśmiał, więc zaczęła sobie nucić swoją piosenkę. Wyszli z wody i zaczęli iść w stronę
domu Vanessy. W końcu Zac usłyszał jak Van nuci piosenkę.

Z: Co tak sobie nucisz? Nie lepiej pośpiewać?
V: Nie, bo mnie wyśmiejesz.
Z: Nie? Coś Ty, ja taki nie jestem.
V: Tak, tak, jasne. A tak w ogóle, jak było na castingu, dostałeś się?
Z: Tak, a Ty?
V: Ja też.
Z: To chyba dobrze, no nie?
V: Nie, będę musiała występować z Tobą, a Ty jesteś głupi.
Z: Pff, jestem normalny.
V: Nie.
Z: Tak.
V: Nie?
Z: Tak?
V: Dobra, uznajmy że jesteś "NORMALNY"
Z: Ok, a Ty jesteś wariatką.
V: Przesadziłeś, nie lubię Cię już!
Z: Ej no Van, zaczekaj!

Vanessa pokazała mu język i pobiegła do domu śmiejąc się z Zaca. Szatyn szybko pobiegł za
nią. Śmiał się jak nigdy dotąd. W końcu ją dogonił i złapał za nadgarstek. Odwrócił ją
przodem do siebie. Głęboko się popatrzył w jej oczy. Było w nich szczęście i radość.

Z: Van..ja muszę Ci coś powiedzieć..
V: Ej, nie rób się taki poważny, no wal, śmiało!-zaśmiała się.
Z: To nie jest śmieszne Van..

Vanessa się uspokoiła. Nie wiedziała o co mu może chodzić. Bała się tego najgorszego.
Mógł też powiedzieć przecież, że ćpie, albo że jakaś kobieta ma z nim dzieci. I co wtedy?
Van by się załamała na takie wiadomości. Wsłuchała się w jego słowa uważnie.


Z: Van, wiem że to nie najlepszy moment, ale..Gdy Cię zobaczyłem 1 raz od razu w moim
sercu poczułem coś do Ciebie. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, myślałem, że
to tylko po prostu zauroczenie. Ale po pewnym czasie zrozumiałem, że to co teraz czuję
to miłość. Vanessa, ja Cię..kocham.

Vanessa nie wiedziała co powiedzieć. Była zaskoczona zachowaniem Zac'a, na początku
myślała, że on dla żartów wyznaję jej miłość, ale gdy dokończył ostatnie słowo, zamarła.
Przez pewną chwilę była cisza. W końcu Van się odezwała.

V: Zac..ja..nie wiem co powiedzieć..
Z: Spokojnie.. Nie musisz teraz podejmować decyzji..ja poczekam.
V: Tak Zac, muszę to przemyśleć. Dopiero co widziałam Cię z tą Srami czy jak jej tam..
Z: Ale ja na prawdę jej nie poca...
V: Tak, wiem. Ale wole poczekać..
Z: Czyli, że..
V: Zac..-dotknęła jego włosów ręką- przemyślę to, obiecuję.
Z: Dobra, odprowadzę Cię..
V: Jeżeli nie chcesz Zac, to nie musisz mnie odprowadzać, jakoś sama dojdę..
Z: Van, jeszcze ktoś by mi Cię porwał!
V: Umiem się bronić, głupku.
Z: Tak, tak pewnie. Chodźmy już.
V: Dobrze, ciężarku. (XD)
Z: Jaki ciężarek?
V: No..tak mi jakoś wpadło do głowy, bo jesteś ciężki!
Z: Tak, tak.
V: No tak! Pójdziesz na wagę i zobaczysz.
Z: Dobra księżniczko, bo zaraz mnie zanudzisz.
V: Osz Ty! Czyli Cię zanudzam tak?
Z: Tak..znaczy..Niee!
V: Grr!-podeszła do niego i go lekko pocałowała.-masz za swoje!
Z: To miała być kara?
V: Tak i nie marudź. Idziemy!

Ruszyli w stronę domu Vanessy. Gdy już się znaleźli, poszli do ogrodu Van. Usiedli
na hamaku, ruszając przy tym nogami (wiecie o co kamon XD). Brunetka przybliżyła się
bardziej do Zaca i położyła na jego ramieniu głowę. Brunet objął ją jedną ręką w pasie.

V: Zac..
Z: Tak?
V: Zostań..na noc..
Z: Van, ale..
V: Nie ma żadnego, ale. Prooszę!-zrobiła maślane oczka.
Z: Dla Ciebie wszystko.
V: Głupek.
Z: No co?
V: No Nic, jesteś po prostu głupi.
Z: No to jak jestem głupi to idę.
V: Niee.. zostań ciężarku mój..
Z: Van..
V: Cicho, nie marudź..

Dziewczyna ujęła jego twarz dłońmi. Patrzyła mu się uważnie w oczy. Były przepełnione
radością. Zbliżyła swoją głowę, ich nosy się stykały. Czuła jego oddech na swoich
ustach. W końcu go pocałowała..pocałunek stawał się co raz bardziej namiętniejszy.
Dziewczyna uwiesiła swoje ręce na jego szyji. Szatyn ją podniósł, przy czym oni nadal
się całowali. Weszli do pokoju Van. Chłopak położył ją na łóżku, a potem zaczął całować
jej szyję. Vanessa pociągnęła go za koszulę. Zac miał już zdejmować koszulkę, gdy nagle
brunetka zdała sobie sprawę co teraz właśnie miało się wydarzyć. Odepchnęła go od siebie.

V: Zac..ja nie mogę..dopiero co się kłóciliśmy..wybacz..
Z: Spokojnie Van, rozumiem Cię..pójdę już i przepraszam..
V: Pa, zadzwonię jutro.
Z: Pa.-pocałował ją w policzek i wyszedł.

Zakłopotana brunetka poszła do łazienki, wzięła prysznic i umyła zęby. Ubrała się w piżamę i
wyszła z pomieszczenia. Położyła się na łóżku. Z myślami o Zacu, zasnęła..


C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz