niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 14 Pomyliłam się co do niego..

Brunetka o imieniu Vanessa, zaczęła się budzić. Strasznie bolała ją głowa. Nie wiedziała dlaczego.
Otworzyła powoli oczy. Rozejrzała się po pokoju. Nie wiedziała gdzie się znajduję. Bała
się, że coś głupiego zrobiła. Opuściła głowę. Zobaczyła, że jest w chłopskiej koszulce.
Pachniała jej znajomo. "Ach..Zac.."-pomyślała. Odetchnęła z ulgą. Powoli wstała z łóżka
chłopaka. Przeciągnęła się, ziewając. Założyła kapcie i zeszła na dół. Przeszła do salonu,
a tam zastała słodko śpiącego szatyna z otwartymi ustami. Podeszła do niego po cichu i
przykucneła koło chłopaka. Pogładziła go po policzku, a następnie lekko pocałowała w usta.

V: Hej, królewiczu.. wstawaj..- powiedziała cicho mówiąc mu do ucha. Nie odpowiedział.
V: Wstawaj..-szturchnęła go i pocałowała w ucho.
Z: Co się dzieję..-powiedział półprzytomny.
V: Masz jakieś tabletki na ból głowy?- szepnęła do niego, gładząc go po włosach.
Z: Yy.. no mam.. są w szafce..-zrobił dziubek i znów zamknął oczy.
V: Mój książe..-cmoknęła go lekko w usta i wstała.
Z: Mhm.. zaraz wstaję, mamo..
V: Głupota..-zaśmiała się i ruszyła w stronę kuchni.

Wyjęła z szafki pudełko tabletek na ból głowy. Wzięła jedną z nich i połknęła, popijając
wodą z butelki. Odłożyła wszystko na swoje miejsce. Poszła znowu do salonu. Usiadła
na fotelu i włączyła TV. Przełączyła na kanał z muzyką. Zaczęła sobie po cichu śpiewać
piosenke, która w tej chwili leciała. Nie mogła się powstrzymać i zaczęła tańczyć.
Uwielbiała to robić. Ruszanie ciałem, potem ruszanie rękami, następnie obrót i..
potknęła się o dywan. Myślała, że zaraz spadnie, więc zamknęła oczy. Lecz nic takiego się
nie stało. Poczuła, że ktoś ją trzyma. Podniosła głowę do góry i otworzyła oczy. Zobaczyła
tam piękne, niebieskie tęczówki, które miały iskierki w oczach. Wstała i przytuliła się do
szatyna.

V: Już wstałeś?
Z: Jak widać.. a jak tam głowa?-zaśmiał się.
V: Ale śmieszne! Nawet nie wiem dlaczego mnie tak cholernie bolała! Ale już mi trochę lepiej..
Z: To dobrze..-przypomniał sobie tą niezręczną sytuację- Kocham Cię, wiesz?
V: Nie wiem, bo nigdy mi tego nie mówiłeś?- drażniła się z nim.
Z: To teraz Ci mówię, księżniczko.
V: Aha.- odwróciła się do niego plecami.
Z: No ej, co się fochasz.- przytulił ją od tyłu.
V: Bo tak, puść mnie!! Zbok!
Z: Nie mam zamiaru Cię puszczać!
V: Pomocy, ludzie! A tak w ogóle.. czemu jestem w twojej koszulce?.. Czy Ty mnie przebierałeś?!
Z: Nie..znaczy.. tak, ale Van muszę Ci co..
V: Głupek, zbok, grubas, jak mogłeś!!
Z: Już nie mogę widzieć swojej dziewczyny w bieliźnie?
V: Ugh..-zarumieniła się.
Z: To jak? wybaczasz?
V: Nie, no chyba, że za coś..
Z: Hmm.. a może za to?- pocałował ją w usta.
V: Nie..
Z: To może to..-włożył pod jej koszulkę ręce i rozpiął stanik.
V: ZAC!!- podniosła stanik z ziemi i walnęła go nim.
Z: No co, przecież chciałaś za coś!!
V: Puszczaj mnie! No jaki zboczeniec!
Z: Cichaj! No mogę Ci go założyć jak chcesz..- poruszał brwiami.
V: NIE! Won!
Z: Tak w ogóle, fajny czarny stanik.- puścił jej oczko.
V: Pomocy!!- wyrwała się z jego objęć i pobiegła na górę.


Otworzyła szybko drzwi od pokoju i myśląc, że zamknęła drzwi *zamek był zepsuty* opadła na łóżko. Po chwili do pokoju wpadł Zac. Potknął się o dywan i wywalił. Vanessa zaczęła się z niego
śmiać. Chłopak podniósł się i rzucił się na brunetkę. W ten sposób leżał na niej. Zaczął całować ją
po szyji, a następnie w usta. Dziewczyna zepchnęła go z siebie, a wtedy weszła na niego. 

V: I kto wygrał? Ja!
Z: No dobra, wygrałaś.
V: Nagroda!
Z: Nagroda to przespanie się ze mną.- poruszał brwiami.
V: No chyba nie.
Z: To może taka? - złapał ją za tyłek i pocałował w usta.
V: Mmm.. wiesz co?
Z: Co?
V: Jesteś zbokiem!- zeszła z niego.- a teraz się odwróć, bo chce założyć ten cholerny stanik!
Z: No dobra, dobra.. już się nie złość..- wstał i zamknął oczy.
V: Masz się nie patrzeć!- odwróciła się plecami do niego.
Z: Nie patrzę..- otworzył oczy przez "PRZYPADEK" i zobaczył brunetkę bez bluzki.
 Szatyn podszedł do niej po cichu.. Na początku nie dotknął jej.  Nagle złapał ją za biodra i swoim
rękoma zaczął iść na górę aż trafił na jej piersi. Dziewczyna się wystraszyła. Bolało ją to. Chłopak
obrócił brunetkę w swoją stronę. Vanessa zakryła piersi swoimi rękami. 

V: Co Ty odpieprzasz!!- nakrzyczała na niego i walnęła go ręką w policzek.
Z: Pomagam mojej dziewczynie?
V: To jest pomaganie?! To bolało..
Z: Przepraszam, wybacz! Ale co miałem zrobić jak twoje piersi są takie śliczne..
V: Dzięki wiesz, fajnie że tylko to masz w głowie..- wyrwała się z jego objęć.
Z: Ale w tobie mi się coś innego podoba, twój charakter, kotek..
V: Odwal się..
Z: No proszę, co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła za moją głupotę?
V: Gówno..-oburzyła się.
Z: A jak Ci rozmasuję całe ciałko kremem?
V: Pogrzało Cię chyba..- weszła do łazienki, zostawiając szatyna samego.

Zapukał lekko do drzwi. Brak odpowiedzi. Wystraszył się. Uchylił lekko drzwi, a to co tam zauważył było nie do opisania (XD). Brunetka myła się pod prysznicem. "Boże, dobrze, że przynajmniej szkło jest zaparowane"-pomyślał. Wszedł po cichu i czekał na swoją ukochaną. Dziewczyna myśląc, że nikogo nie ma w pomieszczeniu wyszła pewna siebie. Odwróciła głowę w prawo. Szczęka jej opadła.

Zac ciągle przyglądał się jej zgrabnej sylwetce. Podszedł do niej i podał jej ręcznik. Jego czoło opierało się o jej. Dziewczyna owinęła ręcznik dookoła swojego całego ciała.

V: Zac jak mogłeś tu wejść!! Wiedziałeś dobrze, że będę się myć!!- oburzyła się.
Z: Bo tęskniłem? Może być?
V: Nie! Wynocha! Już!
Z: Nie, to mój dom i mi nie zabronisz.
V: Proszę..a jak zrobię co tylko chcesz to wyjdziesz?
Z: Hmm... no okej.- zrobił chytry uśmieszek.
V: Tylko proszę, nic z łóżkiem!
Z: No to może coś łatwego..-myślał- złap mnie za tyłek, bo wiem, że tego nie zrobisz!-zaśmiał się.
V: Na prawdę!! Głupi jesteś, i nienormalny- oburzyła się.- nie zrobię tego!
Z: No to zostaję tutaj i będę się patrzył.
V: No nie.. no dobra zrobię to..-popatrzyła na niego.
Z: Nie wierzę, że Ty to zrobisz!- zachichotał.
V: No to uwierz?!- powoli przytuliła go i lekko złapała za tyłek.
Z: Tak lekko?
V: Masz coś do tego?- wbiła swoje pazury w jego 4 litery.
Z: Ała! No dobra, już wychodzę!
V: No i masz szczęście!- Szatyn wyszedł pokazując jej język.

Brunetka ubrała się w rzeczy szatyna, które jej pożyczył. Były na nią w sam raz, ponieważ na Zac'a były już za małe. Umyła zęby szczoteczką Zac'a, a następnie ze swojej torby wyjęła zestaw do makijażu. Zrobiła sobie jak zawsze ten sam lekki makijaż. Uczesała włosy i ułożyła  je. Wyszła z łazienki i natrafiła na klatkę piersiową szatyna. Popatrzyła do góry. Zobaczyła u chłopaka wielki uśmiech. Oderwała się od niego.

V: Wracam do domu.. - powiedziała niczym się nie przejmując.
Z: Czemu?
V: Bo muszę się przebrać?
Z: To pójdę z Tobą!
V: NIE! Już na dzisiaj wystarczy, debilu! A tak w ogóle..
Z: O co chodzi?
V: Ogol się i twoją klatkę także, bo wyglądasz jak małpa.- wyszła z pomieszczenia, zwanego pokojem. Wyszła z domu chłopaka i pokierowała się w stronę swojego domu, żeby się przebrać..

Szatyn ubrał się w białą koszulę, na to założył szarą bluzę w kratki i spodnie jeansowe. Wyglądał uroczo. Włożył szarą czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Zeszedł na dół i zakładał swoje ulubione buty, czyli czarne vansy. Wyszedł z domu i szedł w kierunku Vanessy domu. Nagle podeszła do niego znajoma mu twarz. Była to Sami, tak, to ta pusta blondynka co się z nim całowała.

S: Cześć Zacuś!
Z: Możesz się odwalić?
S: Ojejku, a co się stało? Vanesska cię wkurzyła?
Z: Nie, po prostu ty mnie wkur*iasz- uśmiechnął się do niej sztucznie.
S: Ach tak?! Ja Ci pokaże na co mnie stać!- zaczęła za nim iść.

Doszedł do domu Vanessy. Poszedł do ogródka brunetki. Skapnął się, że za nim nadal jest ta pusta, niemądra blondyna. Podeszła bliżej niego. Dotknęła jego warg palcami. Okazało się, że brunetka w tej samej chwili weszła na balkon. Nie mogła w to uwierzyć co zobaczyła. Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Nie mogła uwierzyć, że aż tak się pomyliła co do Zac'a. V: NIENAWIDZĘ CIĘ!- krzyknęła na głos i z płaczem weszła do pokoju, zamykając balkon..

sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 13 To nie tak miało być..

Brunetka zaczęła się budzić. Uchyliła lekko powieki. Słońce zaczęło ją mocno razić w oczy.
Przetarła je rękoma. Spojrzała na zegarek. 8:40. -O MATKO, ZOSTAŁO MI TYLKO 20 MINUT!-krzyknęła.
Wstała szybko, i wyjęła z szafy ubrania. Poszła do łazienki, wzięła szybki prysznic i
wytarła się ręcznikiem. Założyła na siebie czarną bluzkę na ramiączkach, krótkie
jeansowe spodenki oraz parę akcesorii. Wyglądała tak . Umyła zęby oraz zrobiła sobie
lekki makijaż. Podkręciła włosy lokówką i wyszła z pomieszczenia. Złapała szybko plecak
i zeszła na dół. Ubrała szybko buty. Miała już wychodzić, gdy po chwili zadzwonił dzwonek
do drzwi. Vanessa nacisnęła klamkę i otworzyła. Okazało się, że przyszedł po nią Zac.

V: Boże Zac!!
Z: Co się stało?
V: Jak to co?! Spóźnimy się do szkoły!! Szybko, wychodzimy!
Z: Mamy dzisiaj na 10.
V: Coś Ty powiedział?..-oburzyła się.
Z: To co słyszałaś, a co? Myślałaś, że na 9? Biedna!-zachichotał.
V: Dupek, Debil, Zbok, Grubas..
Z: Moja wina, że sobie zapomniałaś?
V: A żebyś wiedział..-wpuściła go do środka.
Z: Hej, uśmiechnij się.- pocałował ją lekko w usta.
V: Dla Ciebie? Nigdy!-drażniła się z nim. Podeszła do okna i przyglądała się chmurą na niebie.
Z: A może to cię przekona?- podszedł do niej od tyłu i przytulił.
V: Możesz sobie pomarzyć!
Z: Ale ja się dopiero rozkręcam..-zaczął całować ją po szyji.
V: I tak się..nie..uśmiechnę..!
Z: Ach tak?- całował ją w usta.
V: Mmm..- uśmiechała się pomiędzy pocałunkami.
Z: A jednak się uśmiechnęłaś, księżniczko.- posłał jej swój piękny uśmiech.
V: Specjalnie dla Ciebie..-wtuliła się w niego.
Z: A tak mnie nienawidziłaś!-zaśmiał się.
V: Ja Cię nie lubię, ja cię kocham..-musnęła jego wargi.
Z: Ja Ciebie też, chodź idziemy.
V: Co, gdzie, jak?!
Z: Zapomniało się, że jest takie coś jak "szkoła"?-zaśmiał się.
V: Yy.. nie! Dureń, grr..
Z: Nie złość się, złość piękności szkodzi.
V: Tak, tak. Chodź już!- złapała go za rękę i razem zaczęli iść w kierunku szkoły.

Doszli do szkoły. Ash najprawdopodobniej była chora, ponieważ nigdzie nie mogli jej znaleźć.
Popchnęli drzwi szkolne i weszli do budynku. Złapała Zac'a za rękę. Bała się, że to tylko
sen, a on zniknie.. kocha go jak nikogo innego.. nie chce go stracić.. Byli już przy
klasie. Czekali aż dzwonek zadzwoni. W tym czasie gadali i śmiali się z żartów szatyna.
Długo to nie potrwało, a dzwonek już zadzwonił. Niechętnie weszli do klasy i zasiadli
na swoich miejscach. Lekcja się zaczęła. Wyjęła zeszyty razem z książkami. Wyrwała jedną
kartkę z notatnika i zaczęła na niej coś bazgrać.

N(nauczycielka): Panno Hudgens, może mi panienka wytłumaczyć co robi?-podeszła bliżej ławki dziewczyny.
V: Ja..-nie umiała się wysłowić.
N: Proszę mi to oddać, następnym razem pójdzie Panienka do dyrektora i będzie się tłumaczyć.- wyrwała brunetce kartkę z rysunkiem.

Z: Ps. Vanessa!
V: Co znowu..
Z: Co tam rysowałaś?
V: Nie ważne..- przegryzła dolną wargę.
Z: Rozumiem, ale i tak się dowiem- szepnął jej do ucha.
V: Ciekawe jak..-powiedziała już sama do siebie.

Lekcja minęła bardzo szybko. Pierwszy raz Vanessa się tak nudziła na lekcji Biologii.
Cała klasa wybiegła z klasy, a ona jedyna została i pakowała swój plecak. Po chwili
podszedł do niej szatyn.

Z: Czy to ja?- pokazał jej pomiętą kartkę z rysunkiem Vanessy.
V: Skąd to masz?!-wyrwała mu ją z rąk. Zarumieniła się.
Z: Znalazłem koło kosza. Na prawdę ładnie rysujesz. Nigdy nie mówiłaś, że masz taki talent.
V: Takie coś to nie talent, tylko bazgroł, który nawet nie jest ładny..
Z: Co Ty gadasz! Van! Ślicznie rysujesz, uwierz mi.
V: Dla mnie to nie jest ładne, ale jak chcesz to sobie to zatrzymaj..-oddała mu kartkę.
Z: A żebyś wiedziała, że zatrzymam.-musnął jej dolną wargę.
V: Zac..jesteśmy w szkole..-powiedziała szeptem.
Z: Mam to gdzieś, rozumiesz? Dla mnie liczysz się tylko TY, nie inni..
V: Bądź już cicho, idziemy.- zarzuciłam plecak na ramię.
Z: Też Cię kocham. - złapał ją za rękę i poszli na kolejną lekcję.

Lekcję mijały coraz szybciej, aż w końcu się skończyły. Wyszła razem z Zac'iem z sali.
Kierowali się już do wyjścia, gdy zaczepiła ich Monique. Zatrzymali się i popatrzyli ze
zdziwieniem. Nie mogła nabrać powietrza, miała zadyszkę.

M: Cz..cze..czekaj..Va..Van!
V: Czekam, spokojnie!-zaśmiała się.
M: Cich..Cicho..
V: No już, mów o co chodzi!
Z: Ej Kotek, muszę już iść.
V: Nie idź!
Z: Muszę, wpadnę po Ciebie o 20, zgadzasz się?
V: No dobra, będę tęsknić..
Z: Ja też, pa.- pocałował ją w czółko i wyszedł.
V: No to co było takiego ważnego?
M: Idziemy..dzisiaj..na..imprezę..
V: CO
M: Do.. mojego..kuzyna.. zaprosił Ciebie i ogólnie całą szkołę!- przeszło jej.
V: Jak to całą szkołę?!
M: No tak, ponieważ mieszka w willi i wiesz jak to jest.. przyjdziesz?
V: Moni ja nie mo..
M: Możesz, możesz! Przyjdę po Ciebie o 18, pa!
V: Ale zaczekaj!-nie zdążyła jej zatrzymać, ponieważ Mulatka już wyszła.- Ach, jaka ona jest szalona..

Wyszła z uśmiechem na twarzy. Była szczęśliwa, że dostała takie szczęście od Boga. Tym
szczęściem był Zac. Ciągle o nim myślała, nie było takiego momentu żeby przestała o nim
rozmyślać. Szła tak myśląc do domu. Podśpiewywała sobie piosenki. Uważała, że nie tak
źle śpiewa. W końcu doszła do swojego mieszkania. Weszła. Poszła na górę, zrzuciła z
siebie plecak i upadła na łóżko ze zmęczenia. Powieki jej się zamykały coraz bardziej.
Zasnęła..

Po kilku godzinach..
Brunetka otworzyła powoli oczy. Usłyszała jak ktoś dobija się do jej drzwi. Popatrzyła
na zegarek. 17:00. Wstała i zeszła na dół. Otworzyła drzwi i zastała w nich Moni. Wpuściła
ją do środka pomieszczenia.

M: Van..nie mów mi, że przez ten cały dzień spałaś! I nic nie zrobiłaś!
V: No.. można tak powiedzieć?
M: Marsz do łazienki i się przygotować! Zrozumiano?
V: Tak jest!- pobiegła na górę.

Wmaszerowała szybko do łazienki. Wzięła gorący prysznic, który ją uspokajał. Wyszła z
kabiny prysznicowej i wytarła się czystym ręcznikiem. Założyła czystą, nową bieliznę.
Następnie podeszła do kranu z lustrem i umyła zęby. Zrobiła sobie lekki makijaż, taki jak
zawsze. Lokówką zakręciła bardziej swoje włosy. Pomalowała swoje usta malinowym błyszczykiem.
Przeglądnęła się i wyszła z łazienki. Od razu skierowała się w stronę swojej szafy. Szafa
była zawalona setkami bluzek, spodni, spódniczek, sukienek i tym podobnych rzeczy. Otworzyła
ją i zaczęła szukać sobie kompletu, który mogłaby dzisiaj założyć. W końcu wybrała białą,
nie za krótką sukienkę do tego srebrno,białe buty na szpilkach oraz kilka dodatków.
Założyła wszystko to na siebie. Wyglądała bosko. Wzięła wszystko co potrzebne do torebki
i zeszła do przyjaciółki.

V: I jak?- uśmiechnęła się.
M: Wy..wy..wyglądasz..PIĘKNIE!!
V: Ty także, kochana!
M: Dzięki, a teraz idziemy, raczej jedziemy.
V: Jedziemy?!
M: Zrobiłam sobie prawko kochana!
V: O matko! Gratuluję!
M: Dziękuję, chodź!- wyszły z pomieszczenia.

Wsiadły do nowego samochodu Monique. Mulatka odpaliła kluczykiem samochód i w ten sposób
ruszyli w kierunku imprezy u jej kuzyna. Jechały tam ponad 10 minut. Jej kuzyn chodził
do tej samej szkoły co one. Vanessa troszkę się bała tam przebywać. Wolałaby teraz ten
czas spędzać z Zac'iem. A co do szatyna.. miała nadzieję, że wpadnie na tą imprezę.
W końcu dojechały na miejsce. Wysiadły z samochodu. Moni zablokowała kluczykiem drzwi od
pojazdu. Podeszły do mieszkania chłopaka. Zapukały 1 raz..potem 2..3.. w końcu w drzwiach
stanął kuzyn mulatki.

T(Thomas,kuzyn): Cześć! Wbijajcie.- uśmiechnął się przekonująco.
M: Dzięki.- ucałowała go w policzek.

Weszły razem do pomieszczenia w którym już brzmiała bardzo głośna a zarazem super muzyka.
Skierowały się w stronę stolika, który był pusty. Usiadły. Podszedł do nich obcy im chłopak.
Okazało się, że to tak jakby był "kelner".

K(kelner): Może zechcą panienki drinka z odrobiną alkoholu?
M: Pewnie!- wzięła 2 kieliszki z tacy.
V: Dziękujemy.
K: Nie ma sprawy.- odszedł.
M: No to jak tam z twoim Zac'iem?- popiła drinkiem.
V: Eee..-zaniemówiła- No.. jesteśmy razem..- wzięła łyka drinka.
M: O matko! Gratuluję! Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?!
V: Nie było okazji.
M: Tak, tak!
V: No tak!
M: Już mnie nie oszukuj!
V: Jejku, Moni no po prostu, nie chciałam nic mówić!

I tak gadały o wszystkim i o niczym przez godzinę, pijąc przy tym kilka drinków. Robiło
się coraz bardziej niebezpieczniej. Vanessa nie wiedziała co już gada, a Moni kołysała
się w prawo i w lewo. Śmiały się jak głupie. Podeszli do nich pewni chłopacy.

D(Daniel): A co tu takie ładne panienki siedzą same?
M: A same nie wiemy! Haha!-zaśmiały się.
D: Jestem Daniel, a to Chris.
Ch: No cześć!- podał dłoń Vanessie- zatańczysz?
V: No pewnie! Hihi!..-pomógł jej wstać.

Weszli razem na parkiet. Brunetka zachowała się jak wariatka. Kusiła swojego "partnera" w
tańcu. Dotykała go po twarzy. Cmoknęła go w policzek, aż w końcu w usta. Uwiesiła się
jego szyji i tańczyła śmiejąc się. Włożyła ręce pod jego koszulę. Kołysała się w prawo i
lewo. Nie mogła się opanować. W końcu chłopak złapał ją za dupę. Jęknęła. Moni jedyne
co widziała to wszystko rozmazane, lecz zauważyła Van, podeszła do niej. Zamieniła się
z nią, a brunetka usiadła na fotelu. Znowu się śmiała. Siedziała tak sama, aż w końcu
podszedł do niej ktoś kogo bardzo dobrze znała, a nawet kochała. Lecz w tym momencie nie
wiedziała co robi. Usiadł koło niej i przytulił do siebie.

Z: Vanessa.. znowu piłaś?
V: Nie no.. co ty kiciuś..
Z: Czuć od Ciebie alkohol, wracamy do domu.
V: Jakiego domu, przecież ja nie mam gdzie mieszkać!!-dostała czkawki.
Z: No to zabalowałaś, znowu.
V: Hihi, no co ty!
Z: Jeśli coś głupiego zrobiłaś nie wybaczę sobie tego..
V: Ćśś..- zaczęła całować go namiętnie w usta.
Z: Van.. uspokój..się..-mówił pomiędzy pocałunkami.
V: Mmm..
Z: Koniec.- oderwał swoje usta od jej.- wracamy.- wziął ją na ręcę i wyszedł.

Szedł z nią tak na rękach i rozmyślał o tym czy coś jej się nie stało lub przytrafiło..
Bał się i to bardzo. Mógł przecież z nią zostać w domu i przypilnować jej, ale musiał
niestety załatwić jakąś sprawę.. Żałował swojej decyzji.. -"Jeśli coś głupiego zrobiłaś
wiedz, że Ci to wybaczę, ponieważ to moja wina..nie twoja.."-pomyślał. W końcu doszli
do jego domu. Dziewczyna nadal się głupio śmiała. Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia
razem z brunetką. Poszedł na górę i położył ją na łóżku. Usiadł koło niej.

Z: Van Ty głupoto..
V: Chodź tu!- pociągnęła go za kołnierz- Grrau..-znów zaczęła go całować.
Co raz namiętniej, a następnie z języczkiem. Zaczęła rozpinać guziki od jego koszuli.
W końcu udało jej się i zdjęła z niego koszulkę. Zac nie mógł się oprzeć tej pokusie.
Pociągnęła go w swoją stronę, że leżał na niej. Uwiesiła swoje nogi na jego biodrach.
Całowała go gdzie popadło. Szatyn rozsunął suwak z jej sukienki, a następnie sukienka
powędrowała na ziemię. Brunetka była w samej bieliźnie. Vanessa zaczęła zdejmować spodnie
Zacowi. Wyjęła z jego spodni pasek, a następnie spodnie rzuciła na ziemię. Zac zaczął
ją całować w szyję, potem niżej, i niżej aż do brzucha. Dziewczyna się śmiała. Pocałował
ją lekko w usta. Vanessa podała mu jego pasek. V: Przywiąż mnie!- powiedziała. Zac tak
jak mu rozkazała przywiązał ją do łóżka. Szatyn zdjął swoje bokserki i rzucił w kąt. Potem
troszkę zdjął majtki brunetki, że miała je do kolan. Chłopak miał już z nią się zjednoczyć,
gdyż dopiero teraz zrozumiał co on robi. Odwiązał szybko Vanessę, założył jej majtki, następnie
zszedł z niej i założył swoje bokserki. Ubrał się w piżamę, i rzucił do Van bluzkę.
Przebrał ją w to a resztę jej rzeczy pozbierał i położył w jednym miejscu. Posprzątał
cały swój pokój, a następnie gdy skończył zobaczył, że brunetka śpi. Pocałował ją w czoło i
zszedł na dół. Położył się na kanapie, a po chwili zasnął z myślą co mogło się teraz wydarzyć,
przez jego głupotę..
Rozdział 12 Czy zostaniesz moją..

Brunetka otworzyła lekko oczy. Przed jej oczami był Zac, który leżał na ziemi jak zabity.
Otworzyła całkowicie oczy. Strasznie bolała ją głowa, było jej niedobrze. Pamiętała
tylko jedynie jak była przy barze z Zac'iem, potem film się urwał. Wstała z łóżka.
Ominęła szatyna. Nie chciała go obudzić. "Wygląda tak słodko, gdy śpi.."-pomyślała.
Zeszła cichutko po schodach, żeby nikogo nie obudzić. Okazało się, że na dole już
była Ashley. Dopiero teraz Vanessa zorientowała się, że jest w domu blondynki.
Podeszła do niej i usiadła wygodnie w fotelu. Ashley podała jej tabletki.

A: Trzymaj, na pewno się przyda.
V: Dzięki..strasznie mnie boli głowa, wiesz?
A: Wczoraj się tak ochlałaś, że nie dało się z Tobą i Zac'iem wytrzymać.
V: Ale.. jak to?! Przecież ja rzadko co piję.
A: Ech.. zabalowałaś w klubie, więc się nie dziw.
V: Ale do niczego nie doszło?!
A: Spokojnie, ja z Corbinem o to zadbaliśmy.
V: Boże, Ash dziękuję.
A: Dobra, dobra.
V: To ja idę wziąć te cholerne tabletki, bo nie wytrzymam.
A: Taką właśnie dostałaś karę, a tak w ogóle.. to może nie doszło do tego, ale..prawie
by doszło.. i jeszcze te wasze słówka od których się chce rzygać.
V: Co?! Jakie słówka?
A: Coś w stylu "kotku", "kici,kici", "tygrysek", no i takie różne..dużo tego było.
V: Brawo dla mnie, mam nadzieję, że Zac tego nie pamięta..
A: Nawet nie wiesz co Zac robił.. Dobra! Nie ważne, idź bo zaraz ta twoja głowa Cię zamęczy na dobre.
V: Masz rację.. lepiej nie chce tego wiedzieć..-poszła do kuchni.

Wyjęła szklankę z półki. Wlała do niej wodę. Wzięła tabletkę i popiła, połykając ją.
Od razu jej ulżyło. Weszła na górę i poszła do łazienki. Odkręciła wodę w wannie i
dodała szamponu. Wzięła jakąś spinkę Ash i upięła sobie włosy. Weszła do wanny i
odprężała się. Oparła głowę o brzeg wanny. Zamknęła oczy.

Szatyn otworzył oczy. Mocno raziło go słońce. Z wielkim bólem głowy wstał. Zorientował się, że
znajduję się w domu Ash. Nie wiedział dlaczego tu był, bał się że mogło dojść do czegoś
więcej. Nie pamiętał co się wczoraj zdarzyło, po prostu film się urwał, gdy pił piwo.
Ze zmęczenia wszedł do łazienki, nie pukając. Vanessa się wystraszyła i skuliła się
w kłębek, żeby nie było widać jej "ciała". Zac umył twarz i dopiero teraz skapnął się,
że wszedł do łazienki w której siedziała brunetka, bez ubrań.

Z: Ee..ja..
V: Umm..- zarumieniła się.
Z: Ja..przepraszam..cholernie mnie boli głowa i wiesz..
V: Tak, rozumiem..
Z: To ja już pójdę..
V: Nie idź..
Z: Eee..-pociągnęła go za koszulkę, w ten sposób wpadł do wanny.
V: Haha, głupek!
Z: Van, oszalałaś czy mi się zdaję?
V: Może tak, może nie..-pocałowała go lekko w usta.
Z: Może nie wytrzeźwiałaś?
V: No wiesz co, nie dawno co brałam tabletki..
Z: A mnie nadal cholernie boli głowa..-dotknął swojego czoła.
V: Biedny..-powiedziała- Trzeba było tyle nie chlać- uśmiechnęła się.- W szafce są tabletki, idź.
Z: Dzięki.-wyszedł z wanny i dotknął jej policzka.
V: Zac no idź już..
Z: Już idę..- pocałował ją w usta.

Zamknął za sobą drzwi w łazience i zszedł na dół, cały mokry. Wyjął z szafki szklankę i tabletki na kaca.
Wlał wody i wziął tabletkę, popijając. Zauważył Ashley, która mu się przyglądała. Odstawił
szklankę i podszedł do niej.

A: Witam Drugiego Głupka.
Z: Drugiego?
A: Ty i Van jesteście głupotami. Ochlaliście się i wczoraj wygadywaliście takie głupoty..
Z: Eee.. Ale do niczego nie doszło?
A: Nie, spokojnie.
Z: To dobrze, a mogę wiedzieć jakie głupoty?
A: Van Ci opowie, a teraz idź do niej.
Z: Ona się myję..
A: No nie mów mi, że tam wszedłeś?
Z: Przez przypadek..
A: A co na to Van?
Z: Nic.
A: Nie wcale, chyba widzę, że jesteś cały mokry- zaśmiała się.
Z: Nie ważne!
A: Dobra, dobra. Idź.- poklepała go po plecach.
Z: A i jeszcze jedno, masz jakiś ręcznik?
A: Mam, w łazience. Weź sobie go.-zaśmiała się.
Z: Dobra, dzięki!- pobiegł na górę.

Wszedł do pokoju. Zdjął koszulkę i rzucił ją na podłogę. Położył się na łóżku i
patrzył w sufit, rozmyślając o Vanessie. Nie wiedział dlaczego ona na niego tak działa.
Chciał jej wyznać całą jego miłość, co do niej czuję..

Z: Van, wyłaź z tej łazienki! Siedzisz już tam z 2 godziny!
V: Daj mi spokój, zboczeńcu!
Z: Bo jak zaraz tam wejdę, to będzie po Tobie!
V: To se wchodź, zbok!
Z: Dobra, wchodzę jak tak tego pragniesz!
V: Nie pragnę!
Z: Trudno, wchodzę!-wstał i podszedł do drzwi, które otworzył.
Z: No jak?!
V: Co jak? Nie mogę być w ręczniku?
Z: No możesz, ale lepiej byś wyglądała bez niego..- podszedł do niej.
V: Głupku, ogarnij się.. i załóż koszulkę..
Z: Nie, bo jest mokra, i to przez Ciebie!- złapał ją za biodra.
V: Wyłaź, albo weź ręcznik..- uwiesiła ręce na jego szyji.
Z: Cichaj..- pocałował ją w usta.
V: Zac..-wtuliła się w niego.
Z: Hmm?..
V: Kocham Cię..- szepnęła.
Z: Ja Ciebie też, księżniczko.- odsunęli się od siebie.
V: Chodź, nie będziemy tu Ash przeszkadzać.
Z: Masz rację..W sumie to pierwszy raz!- zaśmiał się.
V: Bezczelny jesteś!- szturchnęła go łokciem, potem także zaczęła się śmiać.
Z: Idziemy marudo.
V: Sam jesteś maruda, pff!
Z: No już, nie strzelaj focha.- wyszli z łazienki.
V: Spadaj, idę do Ash, żeby mi pożyczyła ciuchy. A Ty załóż tą cholerną koszulkę.
Z: Nie, bo co mi zrobisz?
V: To!- walnęła go w klatkę piersiową.
Z: Hahaha, Van nie rozśmieszaj mnie!- zaśmiał się.
V: Grr! Nie lubię Cię już!- odwróciła się do niego plecami.
Z: A gdy przeproszę to mi wybaczysz? Hmm?- przytulił ją od tyłu.
V: Nie! Nigdy Ci nie wybaczę!
Z: Proszę..- pocałował ją w usta.
V: Hmm.. no może..
Z: No weź, Nessko moja..- zaczął całować ją po szyji.
V: No dobrze.. ale przestań już, jeszcze Ash zobaczy!
Z: Jeszcze chwilkę.- zaczął niżej całować- ładnie pachniesz..
V: Dziękuję, ale już, koniec tego!- popchnęła go, aż spadł na łóżko.- Masz za karę.- pokazała mu język.
Z: Zapłacisz mi za to, zobaczysz!- wstał i wziął ją za rękę.

Zeszli po schodach na dół. Van poprosiła Ashley o jakieś ubrania do pożyczenia. Zac ubrał
swoją koszulkę, która już wyschła. Brunetka ubrała się w łazience i po paru minutach zeszła
do Ash i szatyna. Podziękowała Ash i pożegnała się z nią. Wyszła razem z chłopakiem.
Poszli w stronę parku. Brunetka kochała tam przychodzić. Miała tam same dobra wspomnienia,
pomijając tego psychopatę. Cieszyła się, że mogła przebywać tu właśnie z szatynem, który
coraz bardziej jej się podobał. Lubiła się z nim drażnić. Nigdy wcześniej nie czuła tego
uczucia w sobie. Teraz dobrze wiedziała. Zakochała się. Zaufała Zac'owi i miała nadzieję,
że on nie jest taki jak Josh czy inni chłopcy. Dla niej teraz tylko liczył się szatyn.
Nie może o nim przestać myśleć mimo, że ciągle go wyzywa. Po krótkim spacerze usiedli na
ławeczce. Vanessa wtuliła się w szatyna. Kochała patrzeć mu w oczy. Zac miał niebieskie
oczy, które hipnotyzowały brunetkę. Chłopak popatrzył się na nią i złapał za ręce.

Z: Van..
V: O co chodzi?
Z: Chciałem Ci powiedzieć, że kocham Cię jak nikogo innego na świecie. Jesteś miłością
mojego życia. Gdy zobaczyłaś mnie z tą dziewczyną, myślałem, że Cię już stracę na zawsze.
A tego bym nie mógł znieść. Dziękuję, że mi wybaczyłaś.. Twoje oczy są takie piękne..
Chciałbym patrzeć na nie codziennie.. Kocham Cię, Van..
V: Zac, co chcesz przez to powiedzieć?..- łza jej spłynęła po policzku. (ze szczęścia)
Z: Vanessa.. Czy zostaniesz..-przełknął ślinę- moją dziewczyną?..
V: Ja.. Zac..-nie wiedziała co ma powiedzieć- Kocham Cię..- pocałowała go w usta.
Z: Ja Ciebie też, Nessko..- przytulił ją i pocałował w czoło.
V: I tak, zostanę twoją dziewczyną.- wtuliła się w niego.
Z: Wracajmy już, robi się zimno.
V: Masz rację.. Umm.. Zac, mogę cię o coś zapytać?..
Z: Pewnie, mów.
V: Ale to może być głupie..
Z: No mów, kotek.
V: Nie mó.. dobra nie ważne..
Z: No powiedz, nie bój się.
V: Czy przysięgasz, że będziemy na zawsze razem?- zrobiła maślane oczka.
Z: Van, co to za pytanie! Oczywiście, że tak..- pocałował ją w czoło.
V: Tsaa..
Z: Ćśś, najważniejsze, że teraz jesteś obok mnie...
V: Masz rację..- złapała go za rękę.

Wstali i poszli w stronę domu Vanessy. Szli tak rozmawiając o filmie w którym mieli
wystąpić. To mogła być wielka szansa dla brunetki, która marzyła, żeby zostać sławną
osobą. Kochała śpiewać, tańczyć. To było jej wielką pasją. Cieszyła się z tej roli.
W końcu doszli do domu brunetki.

V: Dobranoc..
Z: Dobranoc, księżniczko..- pocałował ją w czoło.
V: Zobaczymy się jutro, prawda?..
Z: Tak, obiecuję.
V: Kocham Cię..
Z: Ja Ciebie też..- poszedł w stronę swojego domu.

Vanessa zamknęła drzwi. Poszła na górę do swojego pokoju. Ciągle rozmyślała, czy dobrze
zrobiła, zostając dziewczyną Zac'a. Przecież aż tak nie dawno chłopak ją wykorzystał..
A co jeśli będzie tak z szatynem? Miała złe przeczucia, a zarazem kochała go.. Bała
się, że ktoś taki jak on, znów ją skrzywdzi. Wzięła z szafy piżamę i przebrała się.
Nie miała siły już się umyć.. postanowiła, że jutro rano się umyję. Położyła się do
łóżka i po pewnej chwili zasnęła z myślą o Zac'u..

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 11 Ulala..

Vanessa obudziła się o 6 rano. Przetarła oczy ręką i poszła do łazienki. Zdjęła z siebie
ubrania i weszła do wanny. Wlała jakiś szampon i relaksowała się (XD). Po pewnej chwili
zaczęła śpiewać. Myślała, że Zac śpi, więc zaryzykowała.

V: I got somewhere to be (where to be)
I want you to come with me (come with me)
See, I put my sneakers on
Cuz I'm gonna keep dancin
After they all go home

So are you ready?
Did ya eat?
Do you have the energy?
Are you reloaded?
Are you able to stay on your feet?
Don't want you passin' out
After a couple of hours of beats
We're gonna keep goin', and goin', and goin'
Yeah, cuz..

Szatyn nadal spał, po pewnym czasie spadł na podłogę. Otworzył oczy i dotknął swojej głowy.
Wstał i poszedł do kuchni. Wyjął z lodówki jajka. Miał już wyjąć patelnię, gdy usłyszał jakieś
odgłosy z góry. Odstawił wszystko co miał w rękach i wszedł do pokoju na górze. Co raz głośniej
słyszał dźwięki..tym razem to był śpiew. Podszedł do drzwi łazienki. Nacisnął leciutko klamkę i
uchylił troszkę drzwi.

Z: Vanessa, jesteś tam?
V: YYY..Zac?! Ty tu nie wszedłeś, PRAWDA?!-skończyła śpiewać.
Z: Spokojnie, uchyliłem leciutko drzwi i Cię widzę..-zaśmiał się.
V: ZAC TY ZBOCZEŃCU!!
Z: Żartowałem, nic nie widzę.-uśmiechnął się- ubierz się i zejdź na dół.
V: No co za..!
Z: Ja tu nadal jestem!
V: Eee..YYY..Emm.. Już, już! Zaraz tam zejdę, mendo!
Z: Osz ty, wchodzę!
V: Nie, proszę, NIE!!
Z: Ha ha ha! Przeproś to nie wejdę..
V: No dobrze, tylko poczekaj, muszę to "PRZEMYŚLEĆ"-zaśmiała się po cichu.
Wyszła z wanny i szybko podeszła wziąć ręcznik. Owinęła go wokół siebie.

V: Menda i debil!
Z: Przegięłaś, wchodzę!
V: Menda, menda, menda! Cwel, brudas!- śmiała się do bólu.
Z: O nie! Tak nie będzie, koniec tego!-wszedł.
Zobaczył tam Vanessę, która była tylko w samym ręczniku i się na niego gapiła.

Z: Ulala.-zagwizdał.
V: Powaliło Cię już, na prawdę?-zaśmiała się
Z: Nie, chyba nie.
V: Nigdy nie widziałeś kobiety w ręczniku?
Z: No..raczej nie.-zrobił chytry uśmieszek.
V: Oj Ty grubasie..-podeszła do niego i pocałowała lekko w usta.
Z: Mmm..a za co to?
V: Za twoją głupotę.-zaśmiała się- Dobra, ja idę na dół.. Nie wiem jak Ty!
Z: Czekaj, czekaj..-wziął ją na ręce- Teraz o wiele lepiej.
V: Nienormalny jesteś?! Połóż mnie na ziemię! Jeszcze coś Ci się stanie!-zaśmiała się.
Z: Tak, tak. Cichaj.
V: Sam se cichaj, mendo.
Z: Nie dobra dziewczynka!-pocałował ją w usta.
V: Ale kara! Aż mnie tak bolała, że nie wiem co!
Z: Chcesz gorszą karę?
V: No ciekawe jaką!
Z: Sama tego chciałaś!-pocałował ją znowu, ale tym razem namiętnie.
V: Głuuupi.. Chodź!
Z: Idziemy.

Zeszli razem na dół. Zac postawił Vanessę na ziemię, a on poszedł robić jajecznicę. Brunetka
patrzyła się na niego uważnie. Usiadła przy stole i czekała aż szatyn przyniesie jedzenie.
Wpatrywała się w jego ruchy i ogólnie na całe ciało. W końcu chłopak położył na stole chleb i
jajecznicę. Potem przyniósł kawy. Usiadł przy stole i podał Vanessie swój przygotowany przysmak.

Z: Trzymaj, najedz się, bo jesteś chuda jak patyk.
V: A Ty weź se etopiryne, na pewno Ci pomoże.
Z: Ha, ha, ale śmieszne..
V: No, żebyś wiedział!-zaśmiała się.
Z: Dobra, koniec. Jedz.
V: Bla,bla,bla..
Z: No już nie narzekaj, nakarmić Cię?
V: Nie, nie jestem małą dzidzią!
Z: To jedz.
V: Nie.
Z: Dobra, sama się o to prosiłaś.-podszedł do niej i przysunął bliżej niej krzesło.
Wziął jej widelec i nabrał jajecznicy.

Z: Ziuu..samolocik Vanessko!
V: Zostaw to głupcze!
Z: Am, am!
V: Niee!
Z: Otwieraj buzię, bo musi wylądować!
V: Nienormalny!-wzięła w ręce jajecznice i wepchnęła mu ją do buzi.-I co dobre?
Z: Mmm..pysza..-mówił z jedzeniem w buzi.
V: Nawet nie umie wymówić słowa "pycha"-zaśmiała się.
Z: No co, jak się ma mordę zapchaną jajecznicą, to się nie dziw.
V: Głupek, jesteś nieno..-Zac włożył jej jajecznicę do ust.
Z: I jak?
V: Duleń! Ale musę pszysnać, że doble!-mówiła z jedzeniem w ustach.
Z: Mówisz jak dziecko, haha!
V: A weź się!-usiadła mu na kolanach- Ale jajecznica była dobra..-zaczęła go całować w usta.
Zac odwzajemniał pocałunki. Wstali nadal się całując. Szatyn popchnął ją na blat kuchenny.
Podniósł ją i posadził na blacie. Nadal ją całował. Vanessa wykorzystując sytuację, wzięła
po kryjomu jajko, które było za nią.

V: Zaac..
Z: Ćśś..-zaczął całować jej szyję. Vanessa dostała dreszczy.
Przestała go całować i odsunęła się troszeczkę od niego.
V: Grubasie..
Z: Księżniczko..-przybliżył się do niej i złapał za jej pupę. (XD)
V: Ty..-rozbiła mu jajko na głowie- A MASZ!
Z: VAN!!
V: Hahaha! To ja już pójdę na górę, cześć!-pobiegła szybko, śmiejąc się.
Z: Zaraz będzie 1:1..-powiedział już sam do siebie.

Wziął mleko i pobiegł na górę. Vanessa leżała na łóżku i wpatrywała się w niego. Podszedł do
łóżka i usiadł obok niej. Dotknął swojej głowy, a potem Vanessie posmarował nogę żółtkiem.
Dziewczyna szybko się otrząsnęła i wstała, bijąc przy tym Zac'a.

Z: Hej, groźny kocie!
V: Nie jestem żadnym kotem!-biła go.
Z: Znowu mi robisz masaż, wiesz?
V: Aww!! Ty baranie napaćkany!
Z: Co? Ha ha ha! Przeproś.
V: Nie ma mowy, za co niby?-zaśmiała się.
Z: Nie przeprosisz?
V: Nie.
Z: Ale czy aby na pewno?
V: No nie przeproszę Cię Ty głu..- Zac oblał ją mlekiem.
V: NIE KONIEC TEGO ZABIJĘ CIĘ!!
Z: Jak Ty mi jajkiem pobrudziłaś włosy!
V: Ale nie całego ciebie!
Z: I tak jesteś w ręczniku, pomogę Ci go zdjąć jak chcesz.-poruszył brwiami.
V: Debil, zbok, menda, głupek, grubas!
Z: No co, oferuję Ci moją pomoc-zrobił chytry uśmieszek.
V: Sama sobie poradzę! Może kiedy indziej mi pomożesz..-uśmiechnęła się do niego.
Z: A nie mogę teraz?
V: Nie, sory Taki mamy klimat!-zaśmiała się ze swojego suchara. (XDD)
Z: To Cię chociaż odprowadzę do łazienki, hmm?
V: No dobrze..-zaczął znów ją całować po szyji.
V: Hej, hej, hej..Ty mnie tu prowokujesz, czyżby o to chodzi?-pokazała na ręcznik, który miała na sobie.
Z: Może..-zaczął jeszcze niżej całować.
V: Zaac..jak powiedziałam nie, to nie..
Z: Ćśś..
V: Przestaań..
Z: Niee..
V: Głupku, muszę się przebrać, idź mi stąd..
Z: Chodź do łazienki..
V: No właśnie chce iść, ale bez Ciebie..zostań tu..
Z: Nie, bo będę tęsknił..
V: Boże, jaki dureń..już przestań całować, natychmiast!
Z: No dobrze, dobrze..-przestał, lecz potem pociągnął troszkę ręcznik Vanessy
i wtedy się zsunął prawie z niej. Walnęła go ręką w klatkę piersiową i poszła do łazienki.
Zamknęła się na klucz. Zdjęła ręcznik i przebrała. Wyszła z pomieszczenia i zastała Zac'a,
który miał zamiar ubrać bluzkę, lecz ona go zobaczyła właśnie bez.. Szatyn odwrócił się do
niej i uśmiechnął. Prawie by zemdlała z wrażenia, gdyby nie to, że opierała się o ścianę.
"Wygląda tak sexy, bez koszulki.."-pomyślała.

V: Zakładaj tą bluzkę, ja nie patrzę!
Z: Przecież ja nie mam się czego wstydzić, żeby chodzić bez koszulki.
V: Czyli mogę się patrzeć?
Z: Yy..jak chcesz bejbe.
V: Ja Ci dam bejbe!
Z: Dobra, zmykaj na dół.
V: Pff, to ja idę po Ash!
Z: A ja po Corbina. Spotkamy się przed klubem "Let's dance".
V: Ok, pa!-dała mu buziaka i wyszła.

Poszła w stronę domu Ash. Miała jej tyle do powiedzenia.. Cieszyła się, że ma taką wspaniałą
przyjaciółkę, która zawsze ją wesprze, a nawet pomoże w trudnych sprawach.. Mogła na nią liczyć
w każdej chwili. W końcu dotarła do domu blondynki. Zapukała kilka razy. W końcu ktoś stanął
w drzwiach. Była to jej przyjaciółka.

V: Ash!-rzuciła się na nią przytulając.
A: Van, tak dawno Cię nie widziałam!
V: A ja Ciebie, to z powodu..
A: Zac'a?
V: Skąd wiedziałaś?
A: Wejdź, nie będziemy na dworze gadać o takich sprawach, kochana!

Weszły do środka. Vanessa poszła usiąść na kanapie, a Ash przyniosła coś do picia. Usiadła
obok Nessy.

A: No, opowiadaj!
V: Tego jest strasznie dużo..
A: Wysłucham, dawaj!

Vanessa zaczęła jej opowiadać wszystkie wydarzenia z Zac'iem. Powiedziała jej też, że piszę
swoje teksty piosenek. Mówiła też o swoim uczuciach do szatyna. Ciągle o nim myślała, a nawet
tęskniła.

V: No i to chyba tyle..
A: Uuu..widać, że miłość rozkwita!
V: Cichaj Ash! A właśnie, mamy przyjść pod klub "Let's dance".
A: Po co?
V: Umówiłam się z Zac'iem. I tak jakoś przyszłam po Ciebie, a on poszedł po Corbina.
A: Kto to Corbin?
V: Kolega Zac'a, zresztą zobaczysz! Chodź!-i pociągnęła ją za rękę

Wyszły z domu i szły w kierunku klubu. Vanessa była myślami gdzie indziej. W końcu uwierzyła,
że się zakochała w Zac'u..przecież mu to wyznała, że go kocha.. Ale nie spytał się jej
czy chce zostać jego dziewczyną.. Z zamyśleń wyrwała ją głośna muzyka. Były już przed klubem.
Szukały chłopaków. W końcu ich znalazły. Podeszły do nich.

Z: To co? Wbijamy?- złapał rękę Vanessy.
V: Tak, mój grubasku.
Z: A i Ashley, to jest mój kolega, Corbin. Corbin to Ashley.
A: Cześć, miło mi.
C: Mi tak samo.-pocałował ją w rękę.

Wszyscy weszli do środka. Vanessa rozejrzała się po lokalu. Zobaczyła barek gdzie można było
zamawiać coś do picia. Puściła ręke Zac'a i poszła się napić jakiegoś drinka. Usiadła na
krześle.

V: Dzień dobry, można zamówić jakiegoś drinka?
B(barmanka): Tak, już podaję.
V: Dziękuję!-poczuła na swoich plecach kogoś ręce. Odwróciła się i zobaczyła tam Zac'a.
Ujęła jego twarz dłońmi i pocałowała.
V: Siadaj.
Z: Już, czekaj..Ej! Barman! Daj piwo!-krzyknął.
V: Ty pijesz?
Z: Tak, ale nie za często.
B: Proszę, o to dla Pani drink, a dla Pana piwo, tak?
Z: Tak, tak. Dziękujemy, proszę.-podał barmance pieniądze.
V: Ej, przecież ja umiem płacić!
Z: Ja stawiałem.- lekko walnął szklanką o szklankę Vanessy.- Toast za Ciebie, księżniczko..
V: Za Ciebie też, głuptasie.-zaczęli pić swoje porcję.

Wypili już po kilkanaście kieliszków. Vanessie kręciło się już w głowie, Zac'owi także.
Podał rękę Vanessie i zeszli z krzeseł.

Z: Może zatańczymy bejbe?
V: No pewnie kocie, mrr- zaczęli tańczyć.

Zac wziął swoje ręce na jej biodra, a ona uwiesiła się jego szyji. Byli pijani, więc chwiali się.
Prawie by się wywalili, gdyby nie to, że Corbin i Ash ich złapali.

A: Oj, już na prawdę przesadziliście.
C: I po co tyle chlaliście?
V: A weźcie nas zostawcie..prawda kotku?..
Z: No właśnie, nara, idźcie stąd albo my pójdziemy..
V: Mrrau..
A: Boże, weźcie się w garść!
C: Ash, oni są pijani, przecież wiesz, że nie wiedzą nawet co robią i mówią.
V: Zacy, idziemy dalej tańczyć, kici kici..
Z: Chodźmy..-złapał ją za dwa pośladki.
V: Mrrauu-włożyła mu rękę pod koszulkę.
A: VANESSA OGARNIJ SIĘ!-wyjęła jej rękę z jego koszuli.
C: Ty Zac tak samo..- walnął go w ręce, żeby puścił jej pośladki.
A: Dzisiaj idziemy do mnie, nie pozwolę, żeby oni sami byli w domu i to jeszcze u niego!
C: Masz rację, wychodzimy!-wziął Zaca pod pachę, a Ashley Vanessę.

Wyszli z pomieszczenia. Ashley zadzwoniła po taksówkę, która przyjechała już po parenastu
minutach. Samochód ruszył w stronę domu blondynki. Rozmawiali trochę z taksówkarzem, aż
w końcu dojechali na miejsce. Dziewczyna zapłaciła i zaprowadziła wszystkich do jej domu.
Wprowadziła razem z Corbinem Zac'a i Vanessę. Odłożyli ich na kanapę.

V: Kici, kici!-miziała go po nosie.
Z: Hau, hau-dotykał jej nosa.
A: Ech..Corb, ile to będzie trwało?
C: Jedyne co wiem to, że będzie długo to trwało, gdy wytrzeźwieją.
A: Ech.. Nie wiem czy to wytrzymam. A jeśli oni to zrobią?..
C: Spokojnie, będę ich pilnował.
A: Dziękuję!-przytuliła się do niego.
C: Nie ma za co, a teraz jak chcesz idź się umyj, przypilnuję ich tu.
A: Okej.-pobiegła na górę.
V: Mrrau
Z: Grr..-włożył swoją ręke pod jej bluzkę.
V: Zacy, co ty wyprawiasz..
Z: Ćśś, kotek..
C: STARY PRZESTAŃ!- wyjął mu rękę z jej bluzki.- Powaliło Cię już do reszty?
Z: Zostaw nas w spokoju..-położył się na Vanessie.
C: Człowieku, zgnieciesz ją! Nie pora na takie zabawy!-palnął go w plecy, Zac wstał.
Z: Chcesz się bić?!-krzyknął, upadł na ziemię.
C: Gratulację za mądrość.
V: Hihihi, jaki słodki on jest..
C: Przestań Van!
V: Cicho bądź, Zac jest mój!
C: Co ja z wami mam!
Z: Morda..Przynieś jeszcze piwo..
C: Nie ma mowy!
V: Zacusiu, czekaj tygrysku..-upadła na niego.
C: Ludzie, ogar!
Z: Hau, hau..-zaczął ją całować.
C: Przestańcie!!-tym razem krzyknął na cały dom.
Z: Zluzuj majty.
C: Natychmiast wstawać! IDZIECIE TERAZ DO POKOJU, JUŻ!- podniósł ich i zaprowadził do pokoju.
C: Śpicie oddzielnie, jasne?!
V: Niee, ja śpię z moim kotem, mrau
Z: Właśnie, odwal się typku, nawet Cię nie znamy..
C: Mam to gdzieś! Zac leżysz na materacu, Vanessa na łóżku!
V: Niee, mój kiciuś..
Z: Kotek!
C: MORDA! Leż tu!- rzucił Zac'a na materac.- A Ty tu!-podniósł ją i położył na łóżku.

Brunetka od razu zasnęła tak jak szatyn. Corbin odetchnął z ulgą i zszedł na dół. Usiadł na
kanapie. Po chwili zeszła do niego blondynka w piżamie. Podeszła do niego.

A: Dzięki, że pomogłeś.
C: Nie ma sprawy. Ja już spadam.
A: Rozumiem.. jeszcze raz dzięki, pa.-pocałowała go w policzek.
C: Cześć.- i wyszedł.

Ashley nie mając co robić, poszła na górę i zaczęła czytać jakąś książkę. Miała nadzieję, że
jutro Van będzie już trzeźwa, i oczywiście Zac też. Musi przecież jeszcze przygotować im
tabletki na kaca. Po paru minutach czytania, zasnęła z książką w ręku..

C.D.N

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 10 Kocham Cię..

Siedziała w domu rozmyślając o propozycji Zac'a. Nie była jeszcze zbyt pewna co do niego.
Przecież nie dawno się całował z tą głupotą sztuczną. Wiedziała, że Zac nie chciał jej
pocałować, ale czy na pewno? A może on chce sobie założyć trójkącik? Van od razu tą myśl
odrzuciła z myśli. W końcu wstała i przebrała się. Był ranek. O godzinie 11 Vanessa wyszła
z łazienki i zeszła na dół. Wyjęła z lodówki coś do jedzenia i usiadła przy stole, zajadając
się pysznymi kanapkami. Gdy już zjadła wyszła z domu i poszła na zajęcia taneczne. Bała
się, że spotka tam Zac'a. A przecież ona jeszcze tego nie przemyślała.. A obiecała mu, że
dzisiaj poda odpowiedź.. Szła w kierunku drzwi wejściowych do klubu. Szybko weszła przez nie
i pobiegła do szatni. Przebrała się w strój do tańca i poszła na salę. Tym razem nie mieli
już z chłopakami zajęć.

V: "Uff, aż mi ulżyło.."-pomyślała.

Zaczęły się zajęcia. Dzisiaj mieli tańczyć hip hop. Wszystkie dziewczyny powtarzały ruchy
pani. Vanessie dobrze szło. W końcu zajęcia po 45 minutach się skończyły. Nauczycielka
od tańca zrobi im za 3 dni sprawdzian. Do tego jeszcze mają zrobić swój własny układ z
dzisiejszej lekcji. Dla Nessy była to prościzna. Tańczy już od dawna, więc co to za trudność.
Ash dzisiaj nie było na zajęciach. Podobno zaspała. Vanessa wyszła z sali i poszła
do szatni. Gdy już miała założyć bluzkę ktoś ją złapał w pasie. Ness się wystraszyła.
Odwróciła głowę, a tu proszę..Zac..

Z: Witam księżniczkę.
V: Emm..Ee..Hej.
Z: Jak minął Ci dzień?
V: Jakoś ujdzie, głupku.
Z: Możesz w końcu przest..
V: Nie, nie przestanę tak na Ciebie mówić, debilu.
Z: No wiesz co..
V: No co, a mam Cię nazywać menda?
Z: No niee..
V: No właśnie, i już nie będziesz ciężarkiem. Przykro mi.
Z: No to co znowu wymyśliłaś?
V: Nic, po prostu będę Cię nazywać jak mi wpadnie coś do głowy.
Z: Rozumiem, pójdziemy się przejść?
V: Jasne.

Poszli w kierunku parku. To właśnie tu, w tym parku, przy tej fontannie się pierwszy raz
pocałowali. Vanessa uśmiechnęła się pod nosem na te piękne wspomnienia. Usiedli przy fontannie.
Vanessa wtuliła się w niego, a on bawił się jej włosami.

V: To właśnie tu, był nasz pierwszy pocałunek..-powiedziała po cichu, żeby nikt tego nie
usłyszał.
Z: Van..-podniósł jej podbródek, żeby mogła mu spojrzeć w oczy.
V: Tak?
Z: Kocham Cię..
V: Zac, ale..ja..
Z: Ćśś..
V: Ale..-nie dokończyła, ponieważ zamknął jej usta pocałunkiem. W końcu go odepchnęła.
Z: O co chodzi?
V: Nie możemy być razem..-odsunęła się od niego.
Z: Ale..
V: Nie Zac, nie jestem Ciebie warta, wybacz..-miała łzy w oczach, gdy to mówiła..
Z: Jak to? Van nie mów tak..
V: Widzisz.. każda z dziewczyn z klasy na Ciebie leci, mogłabym się założyć, że gdybyśmy
byli razem, próbowaliby nas rozłączyć..-łzy zleciały jej po policzkach.
Chciała już odejść, gdy szatyn złapał ją za nadgarstek.

Z: Vanessa, mnie nie obchodzą inne dziewczyny, ty jesteś tą wyjątkową..
V: Puść mnie!..
Z: Posłuchaj mnie Van..przemyśl to przynajmniej, proszę..
V: Zac, zrozum.. Ty lecisz na pewno też na inne, zapomnij o mnie i pójdź sobie do tej Sami..
Z: Nessa, ty siebie słyszysz? Co Ty mówisz?
V: Mówię prawdę Zac..
Z: Mnie nie obchodzą, plastiki jak Barbie..Tylko Ty mi się podobasz Van..
V: Weź już przestań kłamać!-rozpłakała się.

Wyrwała rękę z jego objęć i pobiegła. Nie wiedziała co w nią wstąpiło.."Co to miało znaczyć.."
-pomyślała. W końcu upadła na kolana..zaczęła płakać..schowała twarz w dłoniach. "Co ja robię
ze swoim życiem.."-pomyślała. Nie obchodziło ją to, że teraz każdy się na nią patrzył. Miała
to gdzieś. Po chwili usłyszała czyjeś kroki.. poczuła na swoim ramieniu kogoś rękę..

Z: Van nic Ci nie jest?
V: Nie, wiesz! Nic mi nie jest! W ogóle!..
Z: Ćśś..-kucnął przy niej i pogłaskał po głowie.
V: Jestem nienormalna..
Z: Nie mów tak.
V: No tylko to prawda.
Z: Ty nie jesteś nienormalna, za to ja jestem.
V: Nie Zac.. Straciłam Cię już..
Z: A kto Ci tak powiedział, księżniczko?-uśmiechnął się do niej, pokazując przy tym biały rządek zębów.
V: Głuuupek..Czy Ty kiedyś się zmienisz?
Z: Chyba nie, bo Ty na mnie tak działasz.
V: Jesteś dziwny.
Z: Może jestem, i co?
V: Nic, nic. Kretyn jeden.
Z: Oj Ty kruszyno, wstawaj.-podał jej rękę.

Dziewczyna wstała. Popatrzyła się uważnie w oczy szatyna. Były takie piękne.. Chciała je
zawsze widzieć..Ale nie wiedziała dlaczego tak postąpiła, mówiąc mu, że nie jest jego warta.
W końcu nie wytrzymała i się przytuliła do niego. Chłopak podniósł jej podbródek i wytarł
jej łzy. Szatyn schował jej włos za ucho. Pogładził ją po policzku. Był on gorący.
Złapał ją za rękę i ruszyli w stronę jego domu.

Z: Dzisiaj idziemy do mnie, jasne?
V: Ale Zac, ja mam swój dom..
Z: Ja do Ciebie przychodziłem.
V: Ale..
Z: Nie ma żadnego "ale", księżniczko.
V: Ale Ty głupi jesteś.
Z: Ty nie lepszaa, wariatko.
V: Pff, dureń.
Z: Kruszyna.
V: Debil.
Z: Nesska.
V: Mordeczka.
Z: Chudzina.
V: Grubas!

I tak było przez całą drogę. Śmiali się i wygłupiali. W końcu dotarli do szatyna domu.
Chłopak otworzył drzwi i wpuścił pierwszą Vanessę. Zac poszedł zrobić coś do jedzenia, a
Nessa poszła do pokoju. Szatyn robiąc kanapki, zaczął śpiewać "Miłość". Dziewczyna tym
czasem oglądała pokój Zac'a. Był on posprzątany dokładnie, oraz kolor ściany miał biały.
Usłyszała po chwili jakiś śpiew z dołu. Zeszła po cichutku. Zatrzymała się na ostatnim schodku.
Przyglądała się Zac'owi, który robił kanapki i śpiewał.

Z: Dlaczego wciąż o Tobie myślę, wciąż jesteś w snach..Dlaczego, gdy Cię nie ma cały świat
traci blask, Dlaczego między nami więzy postawił los? Bo to miłość..- w końcu przestał śpiewać.
Miał zamiar zanieść kanapki do pokoju, gdy nagle zauważył Vanessę, która ciągle się na niego
patrzyła.

V: A co to za piosenka?
Z: Yyy..Ja..Ja nic nie śpiewałem..znaczy..eee..
V: Ale Ty jesteś głuuuupi -zaśmiała się.
Z: No, ale..no..-podrapał się po głowie.
V: Ładnie śpiewasz, nie wiedziałam że masz takie zdolności.-podeszła do niego i wzięła od niego
talerzyk z kanapkami, który odstawiła na stół. Uwiesiła swoje ręcę na jego szyji. Szatyn
złapał ją za biodra i przysunął ją do siebie. Zaczęli tak jakby "tańczyć". Dziewczyna położyła
swoją głowę na jego torsie. Słyszała jak mu szybko biję serce.

V: Zac..
Z: O co chodzi, coś ni..-i tu nie dokończył, ponieważ brunetka zamknęła jego usta pocałunkiem.
V: Mogę zostać na noc?.. Już jest 23.
Z: No pewnie, idź do pokoju, a ja będę spał na kanapie.
V: Zac, kobiety nie muszą mieć zawsze tak dobrze, ja pójdę spać na kanapie.
Z: Nie Nessko, nie ma mowy! Już, rusz ten swój zgrabny tyłeczek i idź na górę!
V: Pff! Zboczuch!-i uciekła na górę.
Z: Ja Ci dam zboczucha!-pobiegł za nią.

Gdy już wbiegł, zobaczył że Van nie ma. Zaczął, więc ją szukać. Nie było jej. Została mu tylko
łazienka. Wszedł. Powoli zrobił krok, nagle wyskoczyła Vanessa. Zac upadł na podłogę ze strachu.

V: Hahahahahaha!- nie mogła przestać się śmiać.
Z: Ha,ha, ale śmieszne..
V: No, bo to było śmieszne.. Sorki już Ci pomagam!-zaśmiała się.
Z: Zapłacisz mi za to kiedyś!
V: Hahaha, śmieszny jesteś, głuptasie. Wstawaj!
Z: No już, już.., a pomożesz mi?
V: No okej-podała mu rękę.

Zac złapał jej rękę i pociągnął. Upadła na niego. Musnęła lekko jego wargi i znowu
zaczęła się śmiać jak głupia.

Z: Vanessa, dobrze się czujesz?
V: A ty?-zaśmiała się.
Z: Oj Nessko, Nessko. Co ja z Tobą mam.
V: Ale Ty głupi jesteś wiesz?
Z: Tak wiem, mówiłaś to już po raz setny.
V: Haha, dobra wstajemy..
Z: Poleżmy jeszcze tutaj.
V: Jesteś normalny?
Z: Właściwie to nie, sama tak powiedziałaś.
V: Oj Ty głupku, chodź!
Z: Nie, zostańmy tu.
V: Nie ma mowy, tu jest zimno..
Z: To włącz prysznic na gorącą wodę i będzie już ciepło.
V: Ale z Ciebie zboczuch, ja wstaję, nie wiem jak Ty.
Z: No, ale jesteś!
V: A daj mi spokój, głupku!-zaśmiała się i wstała.

Poszła do szafki szatyna. Szukała jakieś bluzki, która mogłaby zastąpić jej piżamę, której przy sobie nie miała. Miała się już
odwrócić, lecz ktoś ją złapał za biodra. Brunetka podniosła głowę do góry. Ujrzała tam
śliczne oczy o niebieskim kolorze. Jedną ręką dotknęła jego szyji. Szatyn lekko musnął jej
usta. Odwróciła się do niego i położyła swoje ręce na jego torsie.

Z: Dlaczego na mnie tak działasz?
V: Niby jak?
Z: Na twój widok, serce mi szybciej biję.. nogi mi się uginają na widok twoich czekoladowych oczu..
V: Zac..jesteś głupi..
Z: Tak, tak wiem..-pogładził ją po policzku.
V: Ty na mnie tak samo działasz..- zbliżyła swoje usta do jego.
Z: Kocham Cię..-szepnął i ją pocałował. Pocałunek stawał się co raz bardziej namiętniejszy.
V: Ja..Ciebie..też..Zac..-mówiła pomiędzy pocałunkami.

Szatyn zaczął całować jej szyję. Ona zatem uwiesiła swoje ręce na jego szyji. Zac podniósł ją
i zaczął kręcić dookoła. Zapomniała o wszystkich swoich problemach. Ciągle się śmiała. W końcu
chłopak przestał i odłożył ją na ziemię. Brunetka rozczochrała jego fryzurę. Wolała, gdy miał
ją potarganą, niż dokładnie ułożoną.

V: O wiele lepiej!
Z: Wariatka..
V: Nie bądź taki pewny siebie, grubasie!
Z: No nie, przegięłaś.
V: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?- i zaczęła uciekać.

Dziewczyna tak biegła, że w końcu się potknęła i upadła na kanapę. Śmiała się jak głupia.
W końcu szatyn podszedł do niej i zaczął ją łaskotać. Brunetka próbowała odepchnąć go,
ale żadnych skutków.

V: Zac! Prze-przestań!-śmiała się.
Z: Nie ma mowy!
V: Ja-jak tak to MASZ!-kopnęła go nogą.
Z: Nie ładnie tak gościa w swoim domu bić!
V: Mo-można, bo jest gł-głupi!
Z: Przeproś!
V: Nie-nie ma mowy! Hahaha!
Z: No to nie ma mowy, żebym przestał, księżniczko!
V: Pro-proszę pu-puść mnie..słodziaku..
Z: No dobrze, jak tak ładnie prosisz..- przestał.
V: Dureń, idę już spać.
Z: Ja z Tobą.
V: No chyba śnisz.
Z: Prooszę!
V: Nie, to ja idę spać na kanapę.
Z: O nie, nie, nie. Będziesz spać na moim łóżku, a ja na kanapie.
V: I prawidłowo!
Z: Ach..Ty księżniczko moja.
V: Dobra, dobra - wstała i podeszła do niego - Dobranoc głupku.-pocałowała go lekko w usta i poszła na górę.
Z: Dobranoc..-położył się na kanapie i zasnął.

Brunetka wzięła koszulę, którą dał jej szatyn. Ubrała się w nią i położyła się na łóżku.
Jeszcze trochę poczytała książkę i nie wiedząc kiedy, zasnęła z księgą w ręku..

C.D.N

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 9 Bo to miłość...

To co tam zauważyła było cudne.. Nie mogła uwierzyć, że ma takie szczęście. Pomijając
to, nieszczęście z Joshem i Zac'iem, który się całował z jakąś lafiryndą.

V: Zac..Ty to sam wszystko zrobiłeś?
Z: Nie, bo Święty Mikołaj-zaśmiał się.
V: Ty głupku..

A co tam było? Był tam wielki rozłożony koc z jedzeniem oraz czerwonym winem.
Zac podał Vanessie rękę i poszli usiąść na miejscach. Brunet nalał do kieliszków alkohol.
Dziewczyna ciągle patrzyła się na niego potajemnie. W końcu brunetka się zakrztusiła.
Zac podszedł do niej i poklepał ją po plecach.

Z: Lepiej?
V: Tak, o wiele.
Z: Może zostaw już to wino..
V: No dobrze, głupku.
Z: Tak się chcesz bawić? Oj poczekaj, aż cię zła..-nie dokończył, ponieważ brunetka uciekła
w stronę plaży. Biegała po plaży cała roześmiana. Zac biegł za nią, aż w końcu ją złapał.

Z: Idziemy! Teraz będzie kara za ucieczkę.
V: Jaka kara! Puść mnie, grubasie!-śmiała się do bólu.
Z: No to już przegięłaś.-wziął ją na ręce i szedł w stronę morza.
V: Nie, proszę Zac nie mów mi, że Ty masz to na myśli?!
Z: Ale co?
V: Zac puszczaj!
Z: Nie ma mowy, kara to kara, księżniczko.-i wrzucił ją do morza.

V: Zac, zabiję Cię, przysięgam! Nie lubię Cię już, nara.-odpłynęła od niego, udawając
obrażoną. Gdy tak płynęła roześmiała się głośno, że Zac nawet to usłyszał.
Z: Ej! No Van, nie obrażaj się!
V: Nie odzywam się do durniów.
Z: Taak? A czyżby na pewno?
V: Tak, nie odzywam się już od teraz.

Zac zaśmiał się pod nosem i wskoczył do wody w ubraniu. Po cichu, żeby Van go nie usłyszała
podpłynął do niej od tyłu. Złapał ją w pasie i szybko obrócił ją dookoła.

V: Ej! Wystraszyłam się!
Z: I o to chodziło! W końcu się odezwałaś, haha!
V: Ale śmieszne, A MASZ!-chlapnęła go wodą.
Z: Oj nie ma tak łatwo, mała.-puścił ją i chlapnął ją w twarz.
V: To nie było miłe!! Teraz Ty tak dostaniesz!-miała zamiar już go chlapnąć, ale on
się zanurzył pod wodą. Vanessa poczuła na swoich kostkach czyjeś ręce. To był Zac.
Pociągnął ją za nogi, na co ona się zanurzyła. Otworzyła oczy. Pod wodą było ślicznie.
Nie było żadnych śmieci, papierosów i tym podobnych rzeczy. Czysta, ciepła woda.
Zauważyła Zaca, po czym go lekko walnęła w policzek. Raczej dużo nie poczuł, bo byli
pod wodą. W końcu się wynurzyła, Zac także.

Z: Nie jest Ci zimno?
V: No może trochę..
Z: Chodź, wychodzimy, bo jeszcze się przeziębisz, i co wtedy?
V: I nic, nie będę musiała Cię widzieć, bo jesteś głupkiem i kretynem.
Z: Jak tak to idę, narka.
V: Niee, zostań tu.. ze mną.
Z: Chodź tu moja kruszyno.
V: Ej, ej, ej. Nie jestem żadna kruszyna, grubasie!!
Z: To ja może nie chce być grubasem?
V: A co ja mam na to poradzić, że nic innego mi nie przychodzi do głowy? HMM?
Z: No nie wiem? Może Ty pomyśl?
V: Nie?
Z: Tak?
V: Uspokój się!
Z: Nie?
V: Boże, ale dureń.
Z: No chyba nie.

Vanssie w tym momencie się zachciało śpiewać. Ale nie chciała przy Zacu. Jeszcze by ją
wyśmiał, więc zaczęła sobie nucić swoją piosenkę. Wyszli z wody i zaczęli iść w stronę
domu Vanessy. W końcu Zac usłyszał jak Van nuci piosenkę.

Z: Co tak sobie nucisz? Nie lepiej pośpiewać?
V: Nie, bo mnie wyśmiejesz.
Z: Nie? Coś Ty, ja taki nie jestem.
V: Tak, tak, jasne. A tak w ogóle, jak było na castingu, dostałeś się?
Z: Tak, a Ty?
V: Ja też.
Z: To chyba dobrze, no nie?
V: Nie, będę musiała występować z Tobą, a Ty jesteś głupi.
Z: Pff, jestem normalny.
V: Nie.
Z: Tak.
V: Nie?
Z: Tak?
V: Dobra, uznajmy że jesteś "NORMALNY"
Z: Ok, a Ty jesteś wariatką.
V: Przesadziłeś, nie lubię Cię już!
Z: Ej no Van, zaczekaj!

Vanessa pokazała mu język i pobiegła do domu śmiejąc się z Zaca. Szatyn szybko pobiegł za
nią. Śmiał się jak nigdy dotąd. W końcu ją dogonił i złapał za nadgarstek. Odwrócił ją
przodem do siebie. Głęboko się popatrzył w jej oczy. Było w nich szczęście i radość.

Z: Van..ja muszę Ci coś powiedzieć..
V: Ej, nie rób się taki poważny, no wal, śmiało!-zaśmiała się.
Z: To nie jest śmieszne Van..

Vanessa się uspokoiła. Nie wiedziała o co mu może chodzić. Bała się tego najgorszego.
Mógł też powiedzieć przecież, że ćpie, albo że jakaś kobieta ma z nim dzieci. I co wtedy?
Van by się załamała na takie wiadomości. Wsłuchała się w jego słowa uważnie.


Z: Van, wiem że to nie najlepszy moment, ale..Gdy Cię zobaczyłem 1 raz od razu w moim
sercu poczułem coś do Ciebie. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, myślałem, że
to tylko po prostu zauroczenie. Ale po pewnym czasie zrozumiałem, że to co teraz czuję
to miłość. Vanessa, ja Cię..kocham.

Vanessa nie wiedziała co powiedzieć. Była zaskoczona zachowaniem Zac'a, na początku
myślała, że on dla żartów wyznaję jej miłość, ale gdy dokończył ostatnie słowo, zamarła.
Przez pewną chwilę była cisza. W końcu Van się odezwała.

V: Zac..ja..nie wiem co powiedzieć..
Z: Spokojnie.. Nie musisz teraz podejmować decyzji..ja poczekam.
V: Tak Zac, muszę to przemyśleć. Dopiero co widziałam Cię z tą Srami czy jak jej tam..
Z: Ale ja na prawdę jej nie poca...
V: Tak, wiem. Ale wole poczekać..
Z: Czyli, że..
V: Zac..-dotknęła jego włosów ręką- przemyślę to, obiecuję.
Z: Dobra, odprowadzę Cię..
V: Jeżeli nie chcesz Zac, to nie musisz mnie odprowadzać, jakoś sama dojdę..
Z: Van, jeszcze ktoś by mi Cię porwał!
V: Umiem się bronić, głupku.
Z: Tak, tak pewnie. Chodźmy już.
V: Dobrze, ciężarku. (XD)
Z: Jaki ciężarek?
V: No..tak mi jakoś wpadło do głowy, bo jesteś ciężki!
Z: Tak, tak.
V: No tak! Pójdziesz na wagę i zobaczysz.
Z: Dobra księżniczko, bo zaraz mnie zanudzisz.
V: Osz Ty! Czyli Cię zanudzam tak?
Z: Tak..znaczy..Niee!
V: Grr!-podeszła do niego i go lekko pocałowała.-masz za swoje!
Z: To miała być kara?
V: Tak i nie marudź. Idziemy!

Ruszyli w stronę domu Vanessy. Gdy już się znaleźli, poszli do ogrodu Van. Usiedli
na hamaku, ruszając przy tym nogami (wiecie o co kamon XD). Brunetka przybliżyła się
bardziej do Zaca i położyła na jego ramieniu głowę. Brunet objął ją jedną ręką w pasie.

V: Zac..
Z: Tak?
V: Zostań..na noc..
Z: Van, ale..
V: Nie ma żadnego, ale. Prooszę!-zrobiła maślane oczka.
Z: Dla Ciebie wszystko.
V: Głupek.
Z: No co?
V: No Nic, jesteś po prostu głupi.
Z: No to jak jestem głupi to idę.
V: Niee.. zostań ciężarku mój..
Z: Van..
V: Cicho, nie marudź..

Dziewczyna ujęła jego twarz dłońmi. Patrzyła mu się uważnie w oczy. Były przepełnione
radością. Zbliżyła swoją głowę, ich nosy się stykały. Czuła jego oddech na swoich
ustach. W końcu go pocałowała..pocałunek stawał się co raz bardziej namiętniejszy.
Dziewczyna uwiesiła swoje ręce na jego szyji. Szatyn ją podniósł, przy czym oni nadal
się całowali. Weszli do pokoju Van. Chłopak położył ją na łóżku, a potem zaczął całować
jej szyję. Vanessa pociągnęła go za koszulę. Zac miał już zdejmować koszulkę, gdy nagle
brunetka zdała sobie sprawę co teraz właśnie miało się wydarzyć. Odepchnęła go od siebie.

V: Zac..ja nie mogę..dopiero co się kłóciliśmy..wybacz..
Z: Spokojnie Van, rozumiem Cię..pójdę już i przepraszam..
V: Pa, zadzwonię jutro.
Z: Pa.-pocałował ją w policzek i wyszedł.

Zakłopotana brunetka poszła do łazienki, wzięła prysznic i umyła zęby. Ubrała się w piżamę i
wyszła z pomieszczenia. Położyła się na łóżku. Z myślami o Zacu, zasnęła..


C.D.N
Rozdział 8 Say Ok..

Brunetka wstała o 7 rano. Była sobota. Nie chciało jej się wstawać, lecz musiała.
To był jej ten ważny dzień, w którym mogła zostać wybrana. Ale też, przecież mogli
jej nie wybrać. Wtedy zapewne by się załamała. Lecz miała dobre myśli. Wstała i
poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic. Następnie ubrała się i uczesała.
Zrobiła lekki makijaż, który dodawał jej uroku. W końcu wyszła z łazienki.
Była 8 rano. Zeszła na dół. Wyjęła z lodówki jajka i zaczęła robić jajecznicę.
Kiedy się ugotowała, położyła ją na talerzyku i dodała 2 kromki chleba z masłem.
Uśmiech na jej twarzy ciągle gościł. Usiadła przy stole i zaczęła jeść.
Jedzenie, które zrobiła smakowało jej. Skończyła jeść, poszła więc na kanapę
i oglądała telewizję. Wybiła 11:30. Dziewczyna szybko wyłączyła telewizor i pobiegła na
górę. Wzięła swoją torebkę i wybiegła z domu. Gdy tak szła przypomniało jej się, że
3 dni temu wyszła Ash, a ona od tamtej pory się do niej nie odzywała. Prawdopodobnie
była już zdrowa i normalnie chodziła. W końcu doszła do wielkiego budynku, stał przy
drzwiach plakat, który zapraszał do wzięcia udziału w castingu. Weszła spokojnie do
budynku. Serce jej szybko biło, nie mogła się opanować. Rozejrzała się dookoła i
zobaczyła drzwi z napisem "Casting do filmu High School Musical". Brunetka zapukała do
drzwi. Usłyszała jak ktoś krzyczy "Proszę!". Leciutko nacisnęła klamkę i weszła.

V: Emm..Dzień dobry, ja na casting.
K: Dzień dobry, jestem Kenny.
V: Miło mi, ja Vanessa.
K: Mi też, Vanesso idź na koniec kolejki zatem.

Kolejka była strasznie duża. Vanessie aż szczęka opadła. Czego ona mogła się spodziewać?
Że tylko ona tu przyjdzie i już po sprawie? Po chwili usłyszała jej dobrze znany głos.

V: Ash? Moni?-powiedziała sama do siebie.
A&M: Hej! Van! Tutaj!-krzyczały

Vanessa się rozejrzała. W końcu jej wzrok zatrzymał się na dwóch dziewczynach.
To były one. Podbiegła do nich i je przytuliła.

V: Ash, już tak szybko wróciłaś do zdrowia? Hmm?-zaśmiała się.
A: No co, miałam siedzieć sama w domu i się nudzić?
V: A żebyś wiedziała!-zachichotała.
A: Kiedyś Cię zabiję Van!
V: No pewnie!
M: Dziewczyny! Ciszej, ludzie się na was patrzą.

Dziewczyny pokazały sobie języki, po czym się śmiały. Rozmawiały tak, a kolejka była
co raz mniejsza. W końcu nadeszła kolej Moni.

M: Trzymajcie za mnie kciuki!-powiedziała po czym weszła do pomieszczenia.
V: A żebyś wiedziała, że trzymamy..-odezwała się już sama do siebie.

Po paru minutach wyszła Moni, nie chciała im mówić czy się dostała czy nie. Ustaliły
sobie wszystkie we 3, że gdy już każda wejdzie to wtedy razem powiedzą. Teraz
była kolej Ash. Gdy wyszła powiedziała jedynie co śpiewała. Była to piosenka pod
tytułem "7 things". Teraz miała wejść Vanessa. Złapała klamkę i leciutko ją nacisnęła.
Weszła nie pewnie do środka. Była tam wielka scena z mikrofonem.

K: Vanessa, tak?
V: Tak.
K: Proszę, wejdź na scenę. Nie wstydź się.

Vanessa posłusznie weszła na scenę i zaczęła śpiewać swoją piosenkę, którą napisała
z myślami o Zacu. Nazwała ją "Say Ok".

V: You are fine
You are sweet
But I'm still a bit naive with my heart
When you're close I don't breathe
I can't find the words to speak
I feel sparks
But I don't wanna be into you
If you are not looking for true love, oh oh
No I don't wanna start seeing you
If I can't be your only one

So tell me when it's not alright
When it's not OK
Will you try to make me feel better?
Will you say alright? (say alright)
Will you say OK? (Say OK)
Will you stick with me through whatever?
Or run away
(Say that it's gonna be alright. That it's gonna be OK)
Say OK...

Śpiewała tak myśląc o Zacu. Coś do niego wielkiego czuła, ale on najwidoczniej chciał
nią się "pobawić". Łza jej spłynęła po policzku. Szybko ją wytarła i popatrzyła na
twórcę filmu.

K: Vanesso, nie wiem czy się z tego ucieszysz, ale.. Dostałaś się!
V: Dziękuję! Ale tak na prawdę?! Boże, jak ja się cieszę!
K: Tak na prawdę, a teraz idź, mam też innych ludzi do przesłuchania.

Vanessa wybiegła z pomieszczenia jak szalona. Przyjaciółki stały przed budynkiem.
Szybko do nich podbiegła. Skakała najwyżej jak tylko mogła, była taka szczęśliwa.

V: Dziewczyny..
A&M: Tak?..
V: DOSTAŁAM SIĘ!!-krzyknęła po czym przytuliła się do nich.
A&M: Ja też się dostałam!!-krzyknęły w tym samym czasie.

Vanessa odwróciła się. Zobaczyła tam szatyna. Wchodził do tego budynku co ona. Czyli
prawdopodobnie szedł na casting. Dziewczynie z twarzy znikł uśmiech. W sercu cieszyła
się, że może się dostanie do castingu i będzie z nią w filmie, a w myślach nie była
zadowolona. Nie chciała go już widzieć. Choć tak na prawdę to na jego widok nogi
jej się uginały. Te jego oczy ją hipnotyzowały...


Wszedł pewny siebie do pomieszczenia. Zauważył mężczyznę, który kazał mu wejść na scenę
i zaśpiewać coś. Na początku nie wiedział co ma zaśpiewać. W końcu zdecydował się zaśpiewać
piosenkę "Don't talk to me". Gdy to śpiewał, myślał o niej. Jaka ona jest piękna i tym podobne.
Teraz już wiedział co do niej czuję. To była tak zwana miłość. Chciał ją odzyskać, więc
wymyślił plan. Miał nadzieję, że wypali. Kiedy skończył śpiewać usłyszał oklaski.

K: Brawo, brawo. Dla kogo była ta piosenka?
Z: Yyy.. dla nikogo.
K: Mnie możesz powiedzieć, przecież widzę że coś cię trapi.
Z: Ech..myślałem o brunetce, która ma na imię Vanessa..
K: Czy to nie Vanessa Hudgens?
Z: Eee..A skąd to pan wie?
K: Była tutaj dostała się, możesz mi mówić Kenny.
Z: Na prawdę?!
K: Tak, i Ty także się dostałeś. Gratuluję.
Z: Dziękuję Panu!..znaczy..Kenny.

I wybiegł. Gdy już wychodził zatrzymał się. Zauważył tam brunetkę, która się śmiała ze
swoimi przyjaciółkami. Podszedł do nich. Dziewczyny się na niego patrzyły oprócz brunetki,
która nawet nie wiedziała, że on był za nimi.

V: Haloo, dziewczyny! Żyjecie?
M: Tak, tak to my już pójdziemy.

Ash podeszła do Van i szepnęła: "Nie zepsuj tego". I odeszła razem z Monique zostawiając
ją samą z Zac'iem.

V: Nie wiem o co im chodziło, jeśli one poszły to ja też.-powiedziała sama do siebie.
Odwróciła się. Zobaczyła tam szatyna z niebieskimi oczami. Nie wiedziała co ma powiedzieć.

Z: Cześć księżniczko.
V: Nie mów do..znaczy.. Cześć.
Z: Mogę Cię gdzieś porwać?
V: Może do tej zdziry?-wymsknęło jej się.
Z: Nie Van, chciałem Cię przeprosić. Wybacz mi, ja nie chciałem. Powiem Ci jak to się
zaczęło. No więc tak. Poszedłem do łazienki tak jak mówiłem. Gdy już załatwiłem swoje
sprawy, umyłem ręce i wyszedłem. Przed drzwiami stała ta blondynka. Nawet nie wiedziałem
jak ona ma na imię. Podeszła do mnie i pocałowała mnie. Potem ją odepchnąłem i odszedłem.
Proszę uwierz mi.

Vanessa nie wiedziała co powiedzieć. Z jednej strony mu wierzyła, z drugiej nie. Każdy
mógłby tak sobie powiedzieć. Ale widziała w jego oczach "to coś". Widziała w nich
żal i smutek. W końcu nie tracąc dłuższej chwili przytuliła się do niego.

Z: To znaczy, że mi wybaczasz?
V: Tego to ja nie powiedziałam, grubasie!
Z: Nie jestem grubasem!
V: Jesteś, ale tylko moim, jasne?!
Z: Niech Ci będzie..A teraz chodź!
V: Gdzie?
Z: Zobaczysz..

Szatyn złapał ją za rękę i pobiegli. Gdy już byli blisko tego miejsca, Vanessie opadła
szczęka. Byli na ślicznej plaży. Nie było nikogo na niej. Wyglądała pięknie przy zachodzie
słońca.

V: To tutaj?
Z: Nie, już niedaleko.

Vanessa się zdziwiła. Myślała, że to tutaj, a tu proszę idą jeszcze dalej.
Gdy już dotarli brunetka zemdlała z wrażenia. To co tam zauważyła było przecudne...


C.D.N.