poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 10 Kocham Cię..

Siedziała w domu rozmyślając o propozycji Zac'a. Nie była jeszcze zbyt pewna co do niego.
Przecież nie dawno się całował z tą głupotą sztuczną. Wiedziała, że Zac nie chciał jej
pocałować, ale czy na pewno? A może on chce sobie założyć trójkącik? Van od razu tą myśl
odrzuciła z myśli. W końcu wstała i przebrała się. Był ranek. O godzinie 11 Vanessa wyszła
z łazienki i zeszła na dół. Wyjęła z lodówki coś do jedzenia i usiadła przy stole, zajadając
się pysznymi kanapkami. Gdy już zjadła wyszła z domu i poszła na zajęcia taneczne. Bała
się, że spotka tam Zac'a. A przecież ona jeszcze tego nie przemyślała.. A obiecała mu, że
dzisiaj poda odpowiedź.. Szła w kierunku drzwi wejściowych do klubu. Szybko weszła przez nie
i pobiegła do szatni. Przebrała się w strój do tańca i poszła na salę. Tym razem nie mieli
już z chłopakami zajęć.

V: "Uff, aż mi ulżyło.."-pomyślała.

Zaczęły się zajęcia. Dzisiaj mieli tańczyć hip hop. Wszystkie dziewczyny powtarzały ruchy
pani. Vanessie dobrze szło. W końcu zajęcia po 45 minutach się skończyły. Nauczycielka
od tańca zrobi im za 3 dni sprawdzian. Do tego jeszcze mają zrobić swój własny układ z
dzisiejszej lekcji. Dla Nessy była to prościzna. Tańczy już od dawna, więc co to za trudność.
Ash dzisiaj nie było na zajęciach. Podobno zaspała. Vanessa wyszła z sali i poszła
do szatni. Gdy już miała założyć bluzkę ktoś ją złapał w pasie. Ness się wystraszyła.
Odwróciła głowę, a tu proszę..Zac..

Z: Witam księżniczkę.
V: Emm..Ee..Hej.
Z: Jak minął Ci dzień?
V: Jakoś ujdzie, głupku.
Z: Możesz w końcu przest..
V: Nie, nie przestanę tak na Ciebie mówić, debilu.
Z: No wiesz co..
V: No co, a mam Cię nazywać menda?
Z: No niee..
V: No właśnie, i już nie będziesz ciężarkiem. Przykro mi.
Z: No to co znowu wymyśliłaś?
V: Nic, po prostu będę Cię nazywać jak mi wpadnie coś do głowy.
Z: Rozumiem, pójdziemy się przejść?
V: Jasne.

Poszli w kierunku parku. To właśnie tu, w tym parku, przy tej fontannie się pierwszy raz
pocałowali. Vanessa uśmiechnęła się pod nosem na te piękne wspomnienia. Usiedli przy fontannie.
Vanessa wtuliła się w niego, a on bawił się jej włosami.

V: To właśnie tu, był nasz pierwszy pocałunek..-powiedziała po cichu, żeby nikt tego nie
usłyszał.
Z: Van..-podniósł jej podbródek, żeby mogła mu spojrzeć w oczy.
V: Tak?
Z: Kocham Cię..
V: Zac, ale..ja..
Z: Ćśś..
V: Ale..-nie dokończyła, ponieważ zamknął jej usta pocałunkiem. W końcu go odepchnęła.
Z: O co chodzi?
V: Nie możemy być razem..-odsunęła się od niego.
Z: Ale..
V: Nie Zac, nie jestem Ciebie warta, wybacz..-miała łzy w oczach, gdy to mówiła..
Z: Jak to? Van nie mów tak..
V: Widzisz.. każda z dziewczyn z klasy na Ciebie leci, mogłabym się założyć, że gdybyśmy
byli razem, próbowaliby nas rozłączyć..-łzy zleciały jej po policzkach.
Chciała już odejść, gdy szatyn złapał ją za nadgarstek.

Z: Vanessa, mnie nie obchodzą inne dziewczyny, ty jesteś tą wyjątkową..
V: Puść mnie!..
Z: Posłuchaj mnie Van..przemyśl to przynajmniej, proszę..
V: Zac, zrozum.. Ty lecisz na pewno też na inne, zapomnij o mnie i pójdź sobie do tej Sami..
Z: Nessa, ty siebie słyszysz? Co Ty mówisz?
V: Mówię prawdę Zac..
Z: Mnie nie obchodzą, plastiki jak Barbie..Tylko Ty mi się podobasz Van..
V: Weź już przestań kłamać!-rozpłakała się.

Wyrwała rękę z jego objęć i pobiegła. Nie wiedziała co w nią wstąpiło.."Co to miało znaczyć.."
-pomyślała. W końcu upadła na kolana..zaczęła płakać..schowała twarz w dłoniach. "Co ja robię
ze swoim życiem.."-pomyślała. Nie obchodziło ją to, że teraz każdy się na nią patrzył. Miała
to gdzieś. Po chwili usłyszała czyjeś kroki.. poczuła na swoim ramieniu kogoś rękę..

Z: Van nic Ci nie jest?
V: Nie, wiesz! Nic mi nie jest! W ogóle!..
Z: Ćśś..-kucnął przy niej i pogłaskał po głowie.
V: Jestem nienormalna..
Z: Nie mów tak.
V: No tylko to prawda.
Z: Ty nie jesteś nienormalna, za to ja jestem.
V: Nie Zac.. Straciłam Cię już..
Z: A kto Ci tak powiedział, księżniczko?-uśmiechnął się do niej, pokazując przy tym biały rządek zębów.
V: Głuuupek..Czy Ty kiedyś się zmienisz?
Z: Chyba nie, bo Ty na mnie tak działasz.
V: Jesteś dziwny.
Z: Może jestem, i co?
V: Nic, nic. Kretyn jeden.
Z: Oj Ty kruszyno, wstawaj.-podał jej rękę.

Dziewczyna wstała. Popatrzyła się uważnie w oczy szatyna. Były takie piękne.. Chciała je
zawsze widzieć..Ale nie wiedziała dlaczego tak postąpiła, mówiąc mu, że nie jest jego warta.
W końcu nie wytrzymała i się przytuliła do niego. Chłopak podniósł jej podbródek i wytarł
jej łzy. Szatyn schował jej włos za ucho. Pogładził ją po policzku. Był on gorący.
Złapał ją za rękę i ruszyli w stronę jego domu.

Z: Dzisiaj idziemy do mnie, jasne?
V: Ale Zac, ja mam swój dom..
Z: Ja do Ciebie przychodziłem.
V: Ale..
Z: Nie ma żadnego "ale", księżniczko.
V: Ale Ty głupi jesteś.
Z: Ty nie lepszaa, wariatko.
V: Pff, dureń.
Z: Kruszyna.
V: Debil.
Z: Nesska.
V: Mordeczka.
Z: Chudzina.
V: Grubas!

I tak było przez całą drogę. Śmiali się i wygłupiali. W końcu dotarli do szatyna domu.
Chłopak otworzył drzwi i wpuścił pierwszą Vanessę. Zac poszedł zrobić coś do jedzenia, a
Nessa poszła do pokoju. Szatyn robiąc kanapki, zaczął śpiewać "Miłość". Dziewczyna tym
czasem oglądała pokój Zac'a. Był on posprzątany dokładnie, oraz kolor ściany miał biały.
Usłyszała po chwili jakiś śpiew z dołu. Zeszła po cichutku. Zatrzymała się na ostatnim schodku.
Przyglądała się Zac'owi, który robił kanapki i śpiewał.

Z: Dlaczego wciąż o Tobie myślę, wciąż jesteś w snach..Dlaczego, gdy Cię nie ma cały świat
traci blask, Dlaczego między nami więzy postawił los? Bo to miłość..- w końcu przestał śpiewać.
Miał zamiar zanieść kanapki do pokoju, gdy nagle zauważył Vanessę, która ciągle się na niego
patrzyła.

V: A co to za piosenka?
Z: Yyy..Ja..Ja nic nie śpiewałem..znaczy..eee..
V: Ale Ty jesteś głuuuupi -zaśmiała się.
Z: No, ale..no..-podrapał się po głowie.
V: Ładnie śpiewasz, nie wiedziałam że masz takie zdolności.-podeszła do niego i wzięła od niego
talerzyk z kanapkami, który odstawiła na stół. Uwiesiła swoje ręcę na jego szyji. Szatyn
złapał ją za biodra i przysunął ją do siebie. Zaczęli tak jakby "tańczyć". Dziewczyna położyła
swoją głowę na jego torsie. Słyszała jak mu szybko biję serce.

V: Zac..
Z: O co chodzi, coś ni..-i tu nie dokończył, ponieważ brunetka zamknęła jego usta pocałunkiem.
V: Mogę zostać na noc?.. Już jest 23.
Z: No pewnie, idź do pokoju, a ja będę spał na kanapie.
V: Zac, kobiety nie muszą mieć zawsze tak dobrze, ja pójdę spać na kanapie.
Z: Nie Nessko, nie ma mowy! Już, rusz ten swój zgrabny tyłeczek i idź na górę!
V: Pff! Zboczuch!-i uciekła na górę.
Z: Ja Ci dam zboczucha!-pobiegł za nią.

Gdy już wbiegł, zobaczył że Van nie ma. Zaczął, więc ją szukać. Nie było jej. Została mu tylko
łazienka. Wszedł. Powoli zrobił krok, nagle wyskoczyła Vanessa. Zac upadł na podłogę ze strachu.

V: Hahahahahaha!- nie mogła przestać się śmiać.
Z: Ha,ha, ale śmieszne..
V: No, bo to było śmieszne.. Sorki już Ci pomagam!-zaśmiała się.
Z: Zapłacisz mi za to kiedyś!
V: Hahaha, śmieszny jesteś, głuptasie. Wstawaj!
Z: No już, już.., a pomożesz mi?
V: No okej-podała mu rękę.

Zac złapał jej rękę i pociągnął. Upadła na niego. Musnęła lekko jego wargi i znowu
zaczęła się śmiać jak głupia.

Z: Vanessa, dobrze się czujesz?
V: A ty?-zaśmiała się.
Z: Oj Nessko, Nessko. Co ja z Tobą mam.
V: Ale Ty głupi jesteś wiesz?
Z: Tak wiem, mówiłaś to już po raz setny.
V: Haha, dobra wstajemy..
Z: Poleżmy jeszcze tutaj.
V: Jesteś normalny?
Z: Właściwie to nie, sama tak powiedziałaś.
V: Oj Ty głupku, chodź!
Z: Nie, zostańmy tu.
V: Nie ma mowy, tu jest zimno..
Z: To włącz prysznic na gorącą wodę i będzie już ciepło.
V: Ale z Ciebie zboczuch, ja wstaję, nie wiem jak Ty.
Z: No, ale jesteś!
V: A daj mi spokój, głupku!-zaśmiała się i wstała.

Poszła do szafki szatyna. Szukała jakieś bluzki, która mogłaby zastąpić jej piżamę, której przy sobie nie miała. Miała się już
odwrócić, lecz ktoś ją złapał za biodra. Brunetka podniosła głowę do góry. Ujrzała tam
śliczne oczy o niebieskim kolorze. Jedną ręką dotknęła jego szyji. Szatyn lekko musnął jej
usta. Odwróciła się do niego i położyła swoje ręce na jego torsie.

Z: Dlaczego na mnie tak działasz?
V: Niby jak?
Z: Na twój widok, serce mi szybciej biję.. nogi mi się uginają na widok twoich czekoladowych oczu..
V: Zac..jesteś głupi..
Z: Tak, tak wiem..-pogładził ją po policzku.
V: Ty na mnie tak samo działasz..- zbliżyła swoje usta do jego.
Z: Kocham Cię..-szepnął i ją pocałował. Pocałunek stawał się co raz bardziej namiętniejszy.
V: Ja..Ciebie..też..Zac..-mówiła pomiędzy pocałunkami.

Szatyn zaczął całować jej szyję. Ona zatem uwiesiła swoje ręce na jego szyji. Zac podniósł ją
i zaczął kręcić dookoła. Zapomniała o wszystkich swoich problemach. Ciągle się śmiała. W końcu
chłopak przestał i odłożył ją na ziemię. Brunetka rozczochrała jego fryzurę. Wolała, gdy miał
ją potarganą, niż dokładnie ułożoną.

V: O wiele lepiej!
Z: Wariatka..
V: Nie bądź taki pewny siebie, grubasie!
Z: No nie, przegięłaś.
V: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?- i zaczęła uciekać.

Dziewczyna tak biegła, że w końcu się potknęła i upadła na kanapę. Śmiała się jak głupia.
W końcu szatyn podszedł do niej i zaczął ją łaskotać. Brunetka próbowała odepchnąć go,
ale żadnych skutków.

V: Zac! Prze-przestań!-śmiała się.
Z: Nie ma mowy!
V: Ja-jak tak to MASZ!-kopnęła go nogą.
Z: Nie ładnie tak gościa w swoim domu bić!
V: Mo-można, bo jest gł-głupi!
Z: Przeproś!
V: Nie-nie ma mowy! Hahaha!
Z: No to nie ma mowy, żebym przestał, księżniczko!
V: Pro-proszę pu-puść mnie..słodziaku..
Z: No dobrze, jak tak ładnie prosisz..- przestał.
V: Dureń, idę już spać.
Z: Ja z Tobą.
V: No chyba śnisz.
Z: Prooszę!
V: Nie, to ja idę spać na kanapę.
Z: O nie, nie, nie. Będziesz spać na moim łóżku, a ja na kanapie.
V: I prawidłowo!
Z: Ach..Ty księżniczko moja.
V: Dobra, dobra - wstała i podeszła do niego - Dobranoc głupku.-pocałowała go lekko w usta i poszła na górę.
Z: Dobranoc..-położył się na kanapie i zasnął.

Brunetka wzięła koszulę, którą dał jej szatyn. Ubrała się w nią i położyła się na łóżku.
Jeszcze trochę poczytała książkę i nie wiedząc kiedy, zasnęła z księgą w ręku..

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz