wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 11 Ulala..

Vanessa obudziła się o 6 rano. Przetarła oczy ręką i poszła do łazienki. Zdjęła z siebie
ubrania i weszła do wanny. Wlała jakiś szampon i relaksowała się (XD). Po pewnej chwili
zaczęła śpiewać. Myślała, że Zac śpi, więc zaryzykowała.

V: I got somewhere to be (where to be)
I want you to come with me (come with me)
See, I put my sneakers on
Cuz I'm gonna keep dancin
After they all go home

So are you ready?
Did ya eat?
Do you have the energy?
Are you reloaded?
Are you able to stay on your feet?
Don't want you passin' out
After a couple of hours of beats
We're gonna keep goin', and goin', and goin'
Yeah, cuz..

Szatyn nadal spał, po pewnym czasie spadł na podłogę. Otworzył oczy i dotknął swojej głowy.
Wstał i poszedł do kuchni. Wyjął z lodówki jajka. Miał już wyjąć patelnię, gdy usłyszał jakieś
odgłosy z góry. Odstawił wszystko co miał w rękach i wszedł do pokoju na górze. Co raz głośniej
słyszał dźwięki..tym razem to był śpiew. Podszedł do drzwi łazienki. Nacisnął leciutko klamkę i
uchylił troszkę drzwi.

Z: Vanessa, jesteś tam?
V: YYY..Zac?! Ty tu nie wszedłeś, PRAWDA?!-skończyła śpiewać.
Z: Spokojnie, uchyliłem leciutko drzwi i Cię widzę..-zaśmiał się.
V: ZAC TY ZBOCZEŃCU!!
Z: Żartowałem, nic nie widzę.-uśmiechnął się- ubierz się i zejdź na dół.
V: No co za..!
Z: Ja tu nadal jestem!
V: Eee..YYY..Emm.. Już, już! Zaraz tam zejdę, mendo!
Z: Osz ty, wchodzę!
V: Nie, proszę, NIE!!
Z: Ha ha ha! Przeproś to nie wejdę..
V: No dobrze, tylko poczekaj, muszę to "PRZEMYŚLEĆ"-zaśmiała się po cichu.
Wyszła z wanny i szybko podeszła wziąć ręcznik. Owinęła go wokół siebie.

V: Menda i debil!
Z: Przegięłaś, wchodzę!
V: Menda, menda, menda! Cwel, brudas!- śmiała się do bólu.
Z: O nie! Tak nie będzie, koniec tego!-wszedł.
Zobaczył tam Vanessę, która była tylko w samym ręczniku i się na niego gapiła.

Z: Ulala.-zagwizdał.
V: Powaliło Cię już, na prawdę?-zaśmiała się
Z: Nie, chyba nie.
V: Nigdy nie widziałeś kobiety w ręczniku?
Z: No..raczej nie.-zrobił chytry uśmieszek.
V: Oj Ty grubasie..-podeszła do niego i pocałowała lekko w usta.
Z: Mmm..a za co to?
V: Za twoją głupotę.-zaśmiała się- Dobra, ja idę na dół.. Nie wiem jak Ty!
Z: Czekaj, czekaj..-wziął ją na ręce- Teraz o wiele lepiej.
V: Nienormalny jesteś?! Połóż mnie na ziemię! Jeszcze coś Ci się stanie!-zaśmiała się.
Z: Tak, tak. Cichaj.
V: Sam se cichaj, mendo.
Z: Nie dobra dziewczynka!-pocałował ją w usta.
V: Ale kara! Aż mnie tak bolała, że nie wiem co!
Z: Chcesz gorszą karę?
V: No ciekawe jaką!
Z: Sama tego chciałaś!-pocałował ją znowu, ale tym razem namiętnie.
V: Głuuupi.. Chodź!
Z: Idziemy.

Zeszli razem na dół. Zac postawił Vanessę na ziemię, a on poszedł robić jajecznicę. Brunetka
patrzyła się na niego uważnie. Usiadła przy stole i czekała aż szatyn przyniesie jedzenie.
Wpatrywała się w jego ruchy i ogólnie na całe ciało. W końcu chłopak położył na stole chleb i
jajecznicę. Potem przyniósł kawy. Usiadł przy stole i podał Vanessie swój przygotowany przysmak.

Z: Trzymaj, najedz się, bo jesteś chuda jak patyk.
V: A Ty weź se etopiryne, na pewno Ci pomoże.
Z: Ha, ha, ale śmieszne..
V: No, żebyś wiedział!-zaśmiała się.
Z: Dobra, koniec. Jedz.
V: Bla,bla,bla..
Z: No już nie narzekaj, nakarmić Cię?
V: Nie, nie jestem małą dzidzią!
Z: To jedz.
V: Nie.
Z: Dobra, sama się o to prosiłaś.-podszedł do niej i przysunął bliżej niej krzesło.
Wziął jej widelec i nabrał jajecznicy.

Z: Ziuu..samolocik Vanessko!
V: Zostaw to głupcze!
Z: Am, am!
V: Niee!
Z: Otwieraj buzię, bo musi wylądować!
V: Nienormalny!-wzięła w ręce jajecznice i wepchnęła mu ją do buzi.-I co dobre?
Z: Mmm..pysza..-mówił z jedzeniem w buzi.
V: Nawet nie umie wymówić słowa "pycha"-zaśmiała się.
Z: No co, jak się ma mordę zapchaną jajecznicą, to się nie dziw.
V: Głupek, jesteś nieno..-Zac włożył jej jajecznicę do ust.
Z: I jak?
V: Duleń! Ale musę pszysnać, że doble!-mówiła z jedzeniem w ustach.
Z: Mówisz jak dziecko, haha!
V: A weź się!-usiadła mu na kolanach- Ale jajecznica była dobra..-zaczęła go całować w usta.
Zac odwzajemniał pocałunki. Wstali nadal się całując. Szatyn popchnął ją na blat kuchenny.
Podniósł ją i posadził na blacie. Nadal ją całował. Vanessa wykorzystując sytuację, wzięła
po kryjomu jajko, które było za nią.

V: Zaac..
Z: Ćśś..-zaczął całować jej szyję. Vanessa dostała dreszczy.
Przestała go całować i odsunęła się troszeczkę od niego.
V: Grubasie..
Z: Księżniczko..-przybliżył się do niej i złapał za jej pupę. (XD)
V: Ty..-rozbiła mu jajko na głowie- A MASZ!
Z: VAN!!
V: Hahaha! To ja już pójdę na górę, cześć!-pobiegła szybko, śmiejąc się.
Z: Zaraz będzie 1:1..-powiedział już sam do siebie.

Wziął mleko i pobiegł na górę. Vanessa leżała na łóżku i wpatrywała się w niego. Podszedł do
łóżka i usiadł obok niej. Dotknął swojej głowy, a potem Vanessie posmarował nogę żółtkiem.
Dziewczyna szybko się otrząsnęła i wstała, bijąc przy tym Zac'a.

Z: Hej, groźny kocie!
V: Nie jestem żadnym kotem!-biła go.
Z: Znowu mi robisz masaż, wiesz?
V: Aww!! Ty baranie napaćkany!
Z: Co? Ha ha ha! Przeproś.
V: Nie ma mowy, za co niby?-zaśmiała się.
Z: Nie przeprosisz?
V: Nie.
Z: Ale czy aby na pewno?
V: No nie przeproszę Cię Ty głu..- Zac oblał ją mlekiem.
V: NIE KONIEC TEGO ZABIJĘ CIĘ!!
Z: Jak Ty mi jajkiem pobrudziłaś włosy!
V: Ale nie całego ciebie!
Z: I tak jesteś w ręczniku, pomogę Ci go zdjąć jak chcesz.-poruszył brwiami.
V: Debil, zbok, menda, głupek, grubas!
Z: No co, oferuję Ci moją pomoc-zrobił chytry uśmieszek.
V: Sama sobie poradzę! Może kiedy indziej mi pomożesz..-uśmiechnęła się do niego.
Z: A nie mogę teraz?
V: Nie, sory Taki mamy klimat!-zaśmiała się ze swojego suchara. (XDD)
Z: To Cię chociaż odprowadzę do łazienki, hmm?
V: No dobrze..-zaczął znów ją całować po szyji.
V: Hej, hej, hej..Ty mnie tu prowokujesz, czyżby o to chodzi?-pokazała na ręcznik, który miała na sobie.
Z: Może..-zaczął jeszcze niżej całować.
V: Zaac..jak powiedziałam nie, to nie..
Z: Ćśś..
V: Przestaań..
Z: Niee..
V: Głupku, muszę się przebrać, idź mi stąd..
Z: Chodź do łazienki..
V: No właśnie chce iść, ale bez Ciebie..zostań tu..
Z: Nie, bo będę tęsknił..
V: Boże, jaki dureń..już przestań całować, natychmiast!
Z: No dobrze, dobrze..-przestał, lecz potem pociągnął troszkę ręcznik Vanessy
i wtedy się zsunął prawie z niej. Walnęła go ręką w klatkę piersiową i poszła do łazienki.
Zamknęła się na klucz. Zdjęła ręcznik i przebrała. Wyszła z pomieszczenia i zastała Zac'a,
który miał zamiar ubrać bluzkę, lecz ona go zobaczyła właśnie bez.. Szatyn odwrócił się do
niej i uśmiechnął. Prawie by zemdlała z wrażenia, gdyby nie to, że opierała się o ścianę.
"Wygląda tak sexy, bez koszulki.."-pomyślała.

V: Zakładaj tą bluzkę, ja nie patrzę!
Z: Przecież ja nie mam się czego wstydzić, żeby chodzić bez koszulki.
V: Czyli mogę się patrzeć?
Z: Yy..jak chcesz bejbe.
V: Ja Ci dam bejbe!
Z: Dobra, zmykaj na dół.
V: Pff, to ja idę po Ash!
Z: A ja po Corbina. Spotkamy się przed klubem "Let's dance".
V: Ok, pa!-dała mu buziaka i wyszła.

Poszła w stronę domu Ash. Miała jej tyle do powiedzenia.. Cieszyła się, że ma taką wspaniałą
przyjaciółkę, która zawsze ją wesprze, a nawet pomoże w trudnych sprawach.. Mogła na nią liczyć
w każdej chwili. W końcu dotarła do domu blondynki. Zapukała kilka razy. W końcu ktoś stanął
w drzwiach. Była to jej przyjaciółka.

V: Ash!-rzuciła się na nią przytulając.
A: Van, tak dawno Cię nie widziałam!
V: A ja Ciebie, to z powodu..
A: Zac'a?
V: Skąd wiedziałaś?
A: Wejdź, nie będziemy na dworze gadać o takich sprawach, kochana!

Weszły do środka. Vanessa poszła usiąść na kanapie, a Ash przyniosła coś do picia. Usiadła
obok Nessy.

A: No, opowiadaj!
V: Tego jest strasznie dużo..
A: Wysłucham, dawaj!

Vanessa zaczęła jej opowiadać wszystkie wydarzenia z Zac'iem. Powiedziała jej też, że piszę
swoje teksty piosenek. Mówiła też o swoim uczuciach do szatyna. Ciągle o nim myślała, a nawet
tęskniła.

V: No i to chyba tyle..
A: Uuu..widać, że miłość rozkwita!
V: Cichaj Ash! A właśnie, mamy przyjść pod klub "Let's dance".
A: Po co?
V: Umówiłam się z Zac'iem. I tak jakoś przyszłam po Ciebie, a on poszedł po Corbina.
A: Kto to Corbin?
V: Kolega Zac'a, zresztą zobaczysz! Chodź!-i pociągnęła ją za rękę

Wyszły z domu i szły w kierunku klubu. Vanessa była myślami gdzie indziej. W końcu uwierzyła,
że się zakochała w Zac'u..przecież mu to wyznała, że go kocha.. Ale nie spytał się jej
czy chce zostać jego dziewczyną.. Z zamyśleń wyrwała ją głośna muzyka. Były już przed klubem.
Szukały chłopaków. W końcu ich znalazły. Podeszły do nich.

Z: To co? Wbijamy?- złapał rękę Vanessy.
V: Tak, mój grubasku.
Z: A i Ashley, to jest mój kolega, Corbin. Corbin to Ashley.
A: Cześć, miło mi.
C: Mi tak samo.-pocałował ją w rękę.

Wszyscy weszli do środka. Vanessa rozejrzała się po lokalu. Zobaczyła barek gdzie można było
zamawiać coś do picia. Puściła ręke Zac'a i poszła się napić jakiegoś drinka. Usiadła na
krześle.

V: Dzień dobry, można zamówić jakiegoś drinka?
B(barmanka): Tak, już podaję.
V: Dziękuję!-poczuła na swoich plecach kogoś ręce. Odwróciła się i zobaczyła tam Zac'a.
Ujęła jego twarz dłońmi i pocałowała.
V: Siadaj.
Z: Już, czekaj..Ej! Barman! Daj piwo!-krzyknął.
V: Ty pijesz?
Z: Tak, ale nie za często.
B: Proszę, o to dla Pani drink, a dla Pana piwo, tak?
Z: Tak, tak. Dziękujemy, proszę.-podał barmance pieniądze.
V: Ej, przecież ja umiem płacić!
Z: Ja stawiałem.- lekko walnął szklanką o szklankę Vanessy.- Toast za Ciebie, księżniczko..
V: Za Ciebie też, głuptasie.-zaczęli pić swoje porcję.

Wypili już po kilkanaście kieliszków. Vanessie kręciło się już w głowie, Zac'owi także.
Podał rękę Vanessie i zeszli z krzeseł.

Z: Może zatańczymy bejbe?
V: No pewnie kocie, mrr- zaczęli tańczyć.

Zac wziął swoje ręce na jej biodra, a ona uwiesiła się jego szyji. Byli pijani, więc chwiali się.
Prawie by się wywalili, gdyby nie to, że Corbin i Ash ich złapali.

A: Oj, już na prawdę przesadziliście.
C: I po co tyle chlaliście?
V: A weźcie nas zostawcie..prawda kotku?..
Z: No właśnie, nara, idźcie stąd albo my pójdziemy..
V: Mrrau..
A: Boże, weźcie się w garść!
C: Ash, oni są pijani, przecież wiesz, że nie wiedzą nawet co robią i mówią.
V: Zacy, idziemy dalej tańczyć, kici kici..
Z: Chodźmy..-złapał ją za dwa pośladki.
V: Mrrauu-włożyła mu rękę pod koszulkę.
A: VANESSA OGARNIJ SIĘ!-wyjęła jej rękę z jego koszuli.
C: Ty Zac tak samo..- walnął go w ręce, żeby puścił jej pośladki.
A: Dzisiaj idziemy do mnie, nie pozwolę, żeby oni sami byli w domu i to jeszcze u niego!
C: Masz rację, wychodzimy!-wziął Zaca pod pachę, a Ashley Vanessę.

Wyszli z pomieszczenia. Ashley zadzwoniła po taksówkę, która przyjechała już po parenastu
minutach. Samochód ruszył w stronę domu blondynki. Rozmawiali trochę z taksówkarzem, aż
w końcu dojechali na miejsce. Dziewczyna zapłaciła i zaprowadziła wszystkich do jej domu.
Wprowadziła razem z Corbinem Zac'a i Vanessę. Odłożyli ich na kanapę.

V: Kici, kici!-miziała go po nosie.
Z: Hau, hau-dotykał jej nosa.
A: Ech..Corb, ile to będzie trwało?
C: Jedyne co wiem to, że będzie długo to trwało, gdy wytrzeźwieją.
A: Ech.. Nie wiem czy to wytrzymam. A jeśli oni to zrobią?..
C: Spokojnie, będę ich pilnował.
A: Dziękuję!-przytuliła się do niego.
C: Nie ma za co, a teraz jak chcesz idź się umyj, przypilnuję ich tu.
A: Okej.-pobiegła na górę.
V: Mrrau
Z: Grr..-włożył swoją ręke pod jej bluzkę.
V: Zacy, co ty wyprawiasz..
Z: Ćśś, kotek..
C: STARY PRZESTAŃ!- wyjął mu rękę z jej bluzki.- Powaliło Cię już do reszty?
Z: Zostaw nas w spokoju..-położył się na Vanessie.
C: Człowieku, zgnieciesz ją! Nie pora na takie zabawy!-palnął go w plecy, Zac wstał.
Z: Chcesz się bić?!-krzyknął, upadł na ziemię.
C: Gratulację za mądrość.
V: Hihihi, jaki słodki on jest..
C: Przestań Van!
V: Cicho bądź, Zac jest mój!
C: Co ja z wami mam!
Z: Morda..Przynieś jeszcze piwo..
C: Nie ma mowy!
V: Zacusiu, czekaj tygrysku..-upadła na niego.
C: Ludzie, ogar!
Z: Hau, hau..-zaczął ją całować.
C: Przestańcie!!-tym razem krzyknął na cały dom.
Z: Zluzuj majty.
C: Natychmiast wstawać! IDZIECIE TERAZ DO POKOJU, JUŻ!- podniósł ich i zaprowadził do pokoju.
C: Śpicie oddzielnie, jasne?!
V: Niee, ja śpię z moim kotem, mrau
Z: Właśnie, odwal się typku, nawet Cię nie znamy..
C: Mam to gdzieś! Zac leżysz na materacu, Vanessa na łóżku!
V: Niee, mój kiciuś..
Z: Kotek!
C: MORDA! Leż tu!- rzucił Zac'a na materac.- A Ty tu!-podniósł ją i położył na łóżku.

Brunetka od razu zasnęła tak jak szatyn. Corbin odetchnął z ulgą i zszedł na dół. Usiadł na
kanapie. Po chwili zeszła do niego blondynka w piżamie. Podeszła do niego.

A: Dzięki, że pomogłeś.
C: Nie ma sprawy. Ja już spadam.
A: Rozumiem.. jeszcze raz dzięki, pa.-pocałowała go w policzek.
C: Cześć.- i wyszedł.

Ashley nie mając co robić, poszła na górę i zaczęła czytać jakąś książkę. Miała nadzieję, że
jutro Van będzie już trzeźwa, i oczywiście Zac też. Musi przecież jeszcze przygotować im
tabletki na kaca. Po paru minutach czytania, zasnęła z książką w ręku..

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz