sobota, 31 października 2015

Rozdział 5. Ćśś..spokojnie..

Było to straszne.. Przy szafkach leżała zakrwawiona Ash z nożem wbitym w rękę.
Van płakała. Usłyszał to szatyn. Szybko wszedł do szatni. Był przerażony.
Szybko zadzwonił na pogotowie. Za nim oni przyjechali koło Ash leżała jakaś karteczka.
Van ją przeczytała. "Jeśli za miesiąc nie przyniesiecie 1 tysiąc pieniędzy, zabiję ją"-
kartka była nie podpisana. Van przeraziła się. Skąd miała wziąć taką sumę pieniędzy?
Gdy karetka dojechała zabrała szybko Ash do szpitala. Zac zaproponował Vanessie, że ją
podwiezie swoim samochodem. I tak właśnie zrobili. Gdy juz dojechali do szpitala, czekali
na lekarza, który im powie, czy z Ash jest dobrze czy źle.
V: Zac, ja się boję..
Z: Spokojnie Van, ona przeżyję, wierzę w to i Ty też powinnaś.
V: Ale Zac ja..-przez chwilę się zawahała
Z: Nessa, o co chodzi?
V: Ja..ja..(chlip) znalazłam przy Ash kartkę nie podpisaną (chlip) i..-rozbeczała się na
dobre. Prawdopodobnie cały szpital ją słyszał. Podała Zac'owi kartkę. Przeczytał ją.
Był przerażony tak jak Vanessa. Skąd mieli wziąć te pieniądze? Zac wiedział, że wszystko
zrobi dla brunetki, Pomoże jej.
Z: Pomogę Ci, nie płacz już. Ćśś..spokojnie.-pogłaskał ją po głowie.
Wtedy czuła, że naprawdę mu na niej zależy. Teraz na takie myśli nie było czasu.
Najważniejsze było to, żeby Ash przeżyła. Nagle podszedł do nich lekarz.
L: Pani Hudgens i Pan Efron?
V: Tak, to my. CO Z ASH?!-krzyknęła.
L: Proszę się nie denerwować. Niestety, ale możliwość jest wielka, że ona umrze.
Vanessa słysząc te słowa upadła na kolana i płakała. Tak strasznie się bała..
Nie chciała stracić jej. To była jej najlepsza przyjaciółka. Co ona by bez niej zrobiła..
Modliła się do Boga, żeby Ash przetrwała to i nie umarła.
L: Ale też są minimalne szansę na uratowanie ją. Jest 10%.
Dziewczyna nie wytrzymała, pobiegła szybko do łazienki i zamknęła się w toalecie.
Wzięła mały nożyk i chciała się ciąć, kiedy nagle usłyszała troskliwy głos.
Z: Van..proszę otwórz..-błagał ją z całych sił.
Cisza. Postanowił wyważyć drzwi.
Z: Van odsuń się od drzwi.
Dziewczyna siedziała przy toalecie trzymając nożyk. Płakała.
Drzwi zostały wyważone, Zac szybko wszedł i zobaczył tam Vanessę, która płacząc
chciała się pociąć. Szybko podbiegł do niej i wyrwał jej nożyk z ręki. Przytulił ją.
Teraz ona tego najbardziej potrzebowała. Wstała razem z nim i przytuliła się do niego.
Z: Van, coś Ty chciałaś zrobić?..
V: Zac, ja (chlip) prze.. (chlip) przepraszam (chlip)...
Z: Za co mnie przepraszasz, najważniejsze jest to, że nie pocięłaś się..
Z: Chodź, pójdziemy do niej.
I poszli. Weszli do sali na której leżała nieprzytomna Ashley. Dziewczyna widząc
ten widok płakała. Wtuliła się w szatyna. Czuła jak mu szybko biję serce.
Usiadła na krześle koło łóżka Ash. Dotknęła jej ręki.
V: Nie umrzesz, prawda?-spytała Ash, która była w śpiączce.
Z: Van, nie martw się. Na pewno nie umrze.
V: Ty nie wiesz jak się czuję! Skąd możesz wiedzieć, że nie umrze!
Z: Ćśś..spokojnie. Nie umrze, bo w to wierzę. Ty też powinnaś.
Vanessa nie mogąc już patrzeć jak jej przyjaciółka cierpi, wyszła z sali.
Zac pobiegł za nią. W końcu ją złapał za nadgarstek i odwrócił ją do siebie.
Cały jej makijaż był rozmazany, włosy w nieładzie. Poszedł za nią.
Nie wiedział gdzie ona go prowadzi.
Po kilku minutach byli w jakimś tajemniczym miejscu. Lecz trzeba było przyznać, że
było tu pięknie. Jezioro, dookoła drzewa. Nikogo tu nie było.
Leżeli na trawie, patrząc w niebo. Nikt z nich się nie odzywał.
Nagle tą ciszę przerwał Zac.
Z: O czym teraz myślisz?
V: O Ashley..-skłamała. Tak naprawdę myślała o Zacu. Ale też o Ash. Lecz prawda była
taka, że bardziej o szatynie rozmyślała.
Z: Nie martw się, wszystko się ułoży-powiedział po czym ją przytulił.
V: Dziękuję Ci za pomoc, ja..ja nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła..
Robiło się późno. Zac odprowadził Vanessę pod dom.
V: Dobranoc kasztanku-zaśmiała się pod nosem i pocałowała go w policzek.
Z: Dobranoc Księżniczko.
Vanessa zamknęła drzwi. On poszedł również do swojego domu. Wszedł do pokoju i od
razu spadł na łóżko zasypiając.

Dziewczyna zjadła kolację i poszła do łazienki. Ubrała piżamę i położyła się do
łóżka. Nie wiedząc kiedy, usnęła z myślami o Zacu i Ash..


Minęło kilka tygodni, a nawet miesiąc. Ash do tej pory się nie budziła. Brunetka cały
ten czas spędzała razem z Zac'iem przy Ash. Bała się o nią strasznie. Co by było
gdyby ona umarła? Kto by jej pomagał jak nie ona? Miała też Monique, ale wolała się
żalić Ashley, która zawsze ją wysłuchała i pocieszała jak tylko mogła. A teraz?
Ktoś ją skrzywdził i jeszcze, no właśnie..pieniądze. Jutro Van miała dać mu ten tysiąc.
Zrobiłaby wszystko dla swojej przyjaciółki.

Dzisiejszego ranka, Van bała się. To był ten dzień co miała dać temu pacanowi, co zrobił
jej przyjaciółce krzywdę pieniądze. Weszła do łazienki i się ogarnęła. Ubrała się i
zadzwoniła do Zaca.
V: Halo?
Z: Cześć Vanessa, coś się stało?
V: Taak, dzisiaj muszę iść dać te pieniądze. Ma być on w parku. Zac ja się boję..
Z: Spokojnie Ness, pójdę z Tobą. Będę za 10 minut u Ciebie, Pa.
V: Pa.-powiedziała po czym rozłączyła się.

Tak jak mówił, był punktualnie. Van dobrze zamknęła drzwi i razem z Zac'iem poszła
do parku, żeby dać pieniądze. W końcu dotarli. Usiedli na ławce i czekali.
Zac'owi zachciało się pić. Poszedł, więc do sklepu. Vanessa czekała na Zac'a.
Modliła się, żeby szybko przyszedł. Bała się, że ten psychiczny człowiek, może i jej
coś zrobić. Odwróciła głowę i zobaczyła jakiegoś człowieka co idzie w jej stronę.
Miał na sobie kominiarkę czarną. Wystraszyła się. Człowiek był już przy niej i wyciągnął
nóż.
C: Wyskakuj z hajsu! Miałaś na dzisiaj je dać, jak ich nie przyniosłaś to twoja
przyjaciółka nie będzie żyć i ty zresztą też.-podszedł do niej bliżej.
V: Mam te pieniądze, spokojnie! Tylko proszę zostaw mnie i moją przyjaciółkę!-wyciągnęła
z kieszeni kopertę w której było 1 tysiąc. Zauważyła biegnącego Zac'a w ich stronę.
Człowiek zabrał jej kopertę i walnął pięścią w jej twarz. Uciekł. Vanessa jedyne co
teraz widziała to..ciemność.



Przerażony szatyn podbiegł szybko do Vanessy. Leżała na ziemi nieprzytomna. Jej twarz
była obita. Z nosa leciała krew. Zac na nic nie czekając wziął ją na ręce i biegł
do szpitala. Na szczęście szpital był niedaleko. Szatyn szybko podbiegł do byle jakiego
lekarza i prosił, żeby przyjął Vanessę. Lekarz się zgodził. Zaprowadził ich do sali
w której położył Van. Kazali mu wyjść, ponieważ miały się odbyć jakieś badania.
Badania minęły szybko, Zac wszedł do sali i usiadł koło Nesski. Była już przytomna.
V: Gdzie ja jestem? Zac? Co się stało?
Z: Van..pobił Cię ten człowiek..
V: A jak ja się tu znalazłam?!
Z: Ja.. wziąłem Cię na ręce i biegłem, żeby Cię tu przynieść.
Patrzyli się na siebie.
Z: To..wszystko moja wina..Bo ja poszedłem po picie...a mogłem poczekać..jestem kretynem..
V: Nie mów tak. To nie twoja wina. I tak mnie uratowałeś. A jeśli, chodzi o kretyna..
Zac popatrzył na nią ze zdziwieniem, myślał, że się wkurzy, a tu proszę.
V: Tylko dla mnie jesteś moim kretynem.-uśmiechnęła się.
Miała małe urazy, więc mogła wyjść juz ze szpitala. Postanowiła się przejść z Zac'iem
do Ash. Byli już przy szpitalu. Weszli i poszli do sali w której była Ash. Gdy tam weszli
zobaczyli niezwykły cud..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz