sobota, 31 października 2015

Rozdział 6 Złamane serce..


Tym cudem była Ash. Miała otwarte oczy i patrzyła na nich. Nessa szybko podbiegła do
niej. Nie mogła uwierzyć, że ona żyję. Popłakała się ze szczęścia. Ash tylko na nią
patrzyła. Brunetka dotknęła jej dłoni. Tak się cieszyła, że mogła wykrzyczeć, na
cały szpital, że jej przyjaciółka żyję. Po chwili Ash się ruszyła.
V: Ash Ty żyjesz! Mój boże..-łza jej zleciała po policzku.
A: Van? To naprawdę Ty? Ja żyję czy jestem w niebie?-zaśmiała się lekko i kaszlnęła.
V: Ty żyjesz..
A: Tak się cieszę, że znów się widzimy. A tak w ogóle, to jak ja się tu znalazłam?
I kto to ten chłopak obok Ciebie?
Vanessa wszystko jej opowiedziała. Ash wszystko powoli się przypominało. To jak
prawie by umarła przez mężczyznę, który ją zgwałcił i wbił nóż w rękę. Cieszyła
się, że widzi swoich przyjaciół. I przede wszystkim, że żyję. To był cud od Boga,
że przeżyła te tortury.

Robiło się już ciemno, Van i Zac musieli już iść. Pożegnali się z Ash i wyszli.
Szli parkiem. Vanessa zauważyła wielką fontannę, która była przepiękna.
Podbiegła do niej i usiadła. Patrzyła się na gwiazdy. Po chwili obok niej usiadł
szatyn. Złapał ją za rękę i zrobił to samo.
Z: Nad czym tak myślisz?
V: O Ash, która przeżyła takie tortury.
Z: Najważniejsze jest to, że żyję.
V: Tak, masz rację.-spuściła głowę i popatrzyła na niego. Ciągle się patrzył na gwiazdy.
W końcu się odwrócił. Patrzyli sobie w oczy. Nie wiadomo ile to trwało, ale po chwili
przybliżali się do siebie. Ich usta dzielił tylko centymetr. W końcu usta złączyły się.
Pocałunek nie wiadomo ile trwał, ale nie przeszkadzało im to. Chciała, żeby ta chwila
nigdy się nie kończyła. A jednak musiała. Odsunęli się. Van przytuliła się do niego.
Objął ją ramieniem i tak siedzieli.
V: Zac..
Z: Tak, Nessko?
V: Ja..Cię..-nie mogła z siebie tego wydusić-Uch..lubię-uśmiechnęła się do niego.
Zac wiedział co miała na myśli. Rozumiał ją, sam by się nie odważył na powiedzenie
do niej tego. On ją kochał, ale czy ona jego? Ciągle miał to pytanie w głowie.
Zależało mu na niej. Gdyby ktoś jej zrobił krzywdę, on by temu komuś też wyrządził
to samo. Pogłaskał ją po głowie i pocałował w czoło.
Z: Chodźmy już, robi się późno.- Wstali i poszli w stronę domu Vanessy.

Byli już koło domu Vanessy. Nie chciała się z nim jeszcze żegnać. Chciała, żeby
jeszcze posiedział u niej trochę. Prosiła go jak mogła, w końcu się przekonał i
wszedł. Siedzieli w kuchni jedząc "kolację". Zac ciągle na nią spoglądał, a dziewczyna
na niego. Gdy już zjedli poszli do pokoju Van. Szatyn wszedł. Podszedł do jej biurka
i zobaczył jej zdjęcie, gdy była mała.
Z: A co to za lalka?
V: Emm.. To.. Ja. Nie dotyka się kogoś rzeczy bez pozwolenia!
Z: Przepraszam, ale byłaś słodka. Chociaż teraz jesteś jeszcze bardziej..
V: Zac, Ty głupku.
Z: Jestem tylko twoim głupkiem, jasne?
V: No pewnie. Grubas.-schowała się pod łóżkiem.
Myślała, że Zac tu nie wejdzie, a jednak. Wszedł i wziął ją za kostkę u nogi wyciągając
ją przy tym.
V: Ała!- udawała, że ją to boli.
Z: Przepraszam, ja nie wiedziałem, wybacz mi pro..-i w tym momencie wstała i go pocałowała.
Nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Coś ją kusiło. Przestała.
V: Przepraszam, mnie coś ponio..-wtrącił się.
Z: Nie musisz przepraszać, to był tylko..przyjacielski pocałunek.
V: Tak, tak. Jasne.- zaśmiała się.
Vanessa patrzyła na niego tajemniczo. Ruszyła brwiami.
Z: Van.. co Ty masz na myśli?-zrobił chytry uśmieszek
V: Mam na myśli... BEREK!- zaśmiała się i uciekła z pokoju.
Zac szybko zbiegł i gonił brunetkę. Dziewczyna upadła na dywan.
Wziął ją na ręce i obracał dookoła.
V: Zac, przestań! Kręci mi się w głowie!
Z: Nie ma sprawy, księżniczko.
Odłożył ją na ziemię. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że ma takie szczęście w życiu.
Była szczęśliwą osobą. Miała najlepszą przyjaciółkę i do tego..przyjaciela..Zaca.
A może to już nie przyjaciel? Tylko bliższa jej już osoba? Myślała o tym co do niego
czuję, nie była do tej pory pewna. W końcu uwiesiła swoje ręce na jego szyji, przytulając
go. Zac włączył wolną muzykę.
Z: Mogę prosić, Vanessę, Nesskę, Księżniczkę do tańca?-po tych słowach dziewczyna zaśmiała
się pod nosem.
V: Z przyjemnością Panie Zacu, Grubasie, Głupku, Debilu-po raz kolejny się zaśmiała.
Przybliżył ją do siebie i zaczęli tańczyć walca. Ta chwila zostanie w jej pamięci
na zawsze. To było piękne.Vanessa zaczęła śpiewać, wymyślając przy tym słowa.

V: Take my hand, Take a breath, Pull me close and take one step, Keep your eyes,
Locked on mine, And let the music be your guide.

Zac też spróbował coś wymyśleć.

Z: Won't you promise me.
V: Now won't you promise me. That you'll never forget.
Z: We'll keep dancing.
V: To keep dancing.
V&Z: Wherever we go next.

V&Z: It's like catching lightning the chances of finding
someone like you.
It's one in a million, the chances of feeling the way
we do.
And with every step together, we just keep on getting
better.

V: So Can i have this dance.
Z: Can i have this dance.
V&Z: Can i have This dance..

I tu przerwali. Patrzyli sobie w oczy, ich usta były co raz bliżej. Brakowało im tylko
milimetrów, żeby się pocałowali, lecz nagle do domu ktoś wszedł. Vanessa się wystraszyła.
Zamknęła pokój na klucz. Ktoś próbował je otworzyć...
Nagle brunetka usłyszała jak ją woła ten znajomy głos. Spojrzała przez dziurkę od klamki.
Okazało się, że to była Monique. Uchyliła drzwi.
V: Mon co Ty tu robisz?! I czemu weszłaś nie pukając?!
M: Pukałam, ale nikt nie odzywał się, więc weszłam, bo wiedziałam, że często nie zamykasz
drzwi.-murzynka spojrzała na Zaca.-Widzę, że przeszkadzam.
V: Tak..Znaczy..Nie, nie przeszkadzasz, wejdź.
Wpuściła Moni do środka.
M: Chciałam spytać, jak z Ash?
V: Już się wybudziła ze śpiączki.
Z: To ja już może pójdę..
V: Nie Zac, zostań...
Z: Ale..
V: Na noc.
Zac'owi opadła szczena. Dziewczyna jego marzeń chce, żeby został u niej na noc.
Był szczęśliwy, ale nie wiedział czy dobrze robi.

Z: Dobrze, zostanę.
V: Ale nawet sobie nie myśl, że będziesz spał zemną w jednym łóżku. Przyniosę
materac i pościele.-zarumieniła się.
M: Eghm?
V: A tak Moni, o czym jeszcze chciałaś porozmawiać?
M: Kim on jest dla Ciebie?
Vanessa nie wiedziała co powiedzieć.
V: On..Eee..jest moim chło...znaczy przyjacielem, tak!-krzyknęła.
M: Spokojnie Van, ciszej. Powiedzmy, że Ci wierzę.-uśmiechnęła się-To ja już pójdę, pa!
I wyszła. Znów została tylko  z nim. On i ona. Sami. W jednym pokoju.

V: To ja może pójdę się umyć, bo jutro szkoła.-weszła do łazienki.

Chłopak usiadł w fotelu oglądając jej pokój. Podobał mu się. Nie był zbyt dziewczęcy.
Był w kolorze lekko, ciemnego morskiego. Meble były białe.
Spojrzał jak zza drzwi wyłania się brunetka w samym ręczniku idąca po piżamę.

V: No i co się tak gapisz?
Z: Yyy..Nic, nic.
V: Zaac!
Z: No nic! Tylko patrzę.
V: Ale dlaczego?!
Z: Bo tak.
V: Ale jesteś, nawet nie chcesz mi powiedzieć!
Z: A co mam Ci mówić jak już Ci mówiłem, księżniczko.

Van po tych słowach się zarumieniła. Wzięła piżamę i poszła się przebrać, Gdy już
wyszła, poszła po materac. Ledwo co go uniosła. W końcu pomógł jej Zac. Wnieśli
i położyli go koło łóżka Vanessy.

V: Dziękuję za pomoc.
Z: Nie ma sprawy.

Vanessa zarzuciła ręce na jego szyję. On ją złapał za biodra. Położyła swoją głowę
na jego torsie.

V: Wybacz, potrzebowałam tego.
Z: Rozumiem Cię.-pocałował ją w czoło.
Z: Chodź już spać, bo nie wstaniemy do szkoły.

Oderwali się od siebie. Vanessa położyła się na łóżku i po chwili zasnęła.
Chłopak zrobił to samo. Po kilku godzinach wstał. Próbował jeszcze zasnąć, ale nie mógł.
Wstał z materacu i zeszedł na dół. Otworzył lodówkę i wziął mleko. Nalał do szklanki i
usiadł przy stole, wypijając.
Vanessa wstała i popatrzyła na zegarek. Była 5 rano. Podniosła się i przeciągnęła
leniwie. Założyła kapcie i zeszła na dół. Zobaczyła tam Zac'a z poczochraną fryzurą.
Wyglądał tak słodko. Van cichutko na palca podeszła do niego. Zac nic nie słyszał,
ponieważ był zamyślony. Po chwili poczuł jak ktoś go przytula od tyłu.

Z: Dzień dobry.
V: Czeeść, jak się spało?
Z: Tak sobie, wstalem nie dawno. Chcesz?-podał jej szklankę w którym miał mleko.
V: Taak, co Ty taki dobry nagle?-wzięła od niego szklankę i piła.
Z: Od kiedy Cię poznałem, księżniczko.
V: Pff, głupek.-usiadła mu na kolanach.
Odłożyła pustą zawartość szklanki. Zac podrzucał ją na kolanach.

V: Zaac, przestań!
Z: Nie podoba się?-zrobił maślane oczka.
V: Czuję się jak małe dziecko.
Z: To źle?- przestał.
V: Sama nie wiem.-zaśmiała się i wstała.
V: Trzeba już się zbierać do szkoły.-wzięła go za rękę i pobiegli się przygotować.

Wyszli o 7:40. Szli tak nic nie mówiąc. Wystarczał sam jego wzrok, a ona już odpływała.
Wygląd tak pięknie. Nie chciała mu tego mówić, wstydziła się. Mimo, że pocałował
ją kilka razy, to i tak nie są parą, bo..to były "PRZYJACIELSKIE" pocałunki.
Po chwili rozmyśleń byli już przed szkołą. Pierwszą lekcją jaką mieli to
Chemia. Van kochała chemię. Weszli do sali. Zaczęła się lekcja.

Po 45 minutach wyszła jako ostatnia. Zac poszedł do łazienki, a ona została sama.
Postanowiła pójść pod drzwi WC i poczekać na niego. Doszła. Po chwili zauważyła, coś
czego nie chciała... Jej serce się złamało na kawałki...


C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz